wtorek, 3 grudnia 2013

Pierwsze i ostatnie oblicze zła (ItaSaku) cz. 3

Brak komentarzy:
Dłońmi dotykałam rozpalonego karku patrząc na demony i podwładnych!. Wiec cała klasa służy demonowi, który pogrążył świat w rozpaczy? Moja przodki nie potrafiła go zamrozić, ale ja nie wiem co powinnam zrobić?  Dostrzegłam, że drzwi się uchyliły. Do pomieszczenia wszedł mężczyzna, który ochraniał w poprzedniej Sali eksponaty? Skłonił się z godnością klęcząc na jednym kolanie.  
-Panie… - spojrzał na niego ciemnymi rdzawymi oczami. Dłonie drgnęły widząc jak się niecierpliwi. Był głodny, nie dziwiłam się skoro setki lat minęło od jego istnienia. Wolnym krokiem podszedł do niego. Nie uniósł głowy, jedynie jeszcze bardziej się ukłonił
-Gardzę tobą. Nie powinno ciebie tu być. Czy wiesz co zrobię w tej chwili? – zapytał z naciskiem na każde słowo. Patrzałam na niego i mężczyznę. Wszyscy się nie ruszali, dla nich to było normalne. 
-Twoja wola, panie. – powiedział klęcząc przed nim. – Popełniłem błąd dlatego proszę o wybaczenie. Nigdy już nie popełnię żądnego błędu. Należę tylko do ciebie. – czemu byłam sparaliżowana? Nie powinnam. W końcu mogłabym się wyrwać z tego miejsca, choć wszystko jest zamknięte na cztery spusty.
-Do nikogo innego nie należałeś. Nie mam czasu na zabijacie ciebie, dlatego daruję ci życie, lecz nie zaufam całkowicie. Twoja lojalność jest wystawiona na próbę. Jeśli ktokolwiek doniesie o twoim przekrętach, zginiesz.
-Wedle rozkazu. Dziękuję. – pstryknął palcami, a do środka wszedł mężczyzna trzymając w rękach brunetkę, która drżała.
-Zawsze wiedziałeś jak uspokoić pragnienie głodu. – kobieta klęczała dalej od niego. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jedna strona mówiła ratują ją, a druga stój bo zginiesz. Patrzała na niego przestraszonymi oczami nie chcąc by się zbliżył do niej. Odsuwała się od niego, gdy zrobił  krok. Chwila, to jest ta kobieta, która go pocałowała? Co on zamierza zrobić?  – Hm… Nie jest dziewicą.
-Wybacz panie, nie mogliśmy tutaj żadnej znaleźć.
-Wystarczy mi strach. – zaśmiał się gardłowo. Podszedł do niej i ukucnął. Ostrożnie dotknął policzka gładząc, przez co czułą coraz więcej strachu. Czyżby bawił się swoja ofiarą? Na ustach zagościł uśmiech, który uświadomił mnie w fakcie zabawy. Nie chcę tutaj zostać, chcę być wyśmiewana i niechciana, ale nie chcę być narzeczoną demona, w dodatku Króla Demonów!  Nachylił się nad nią, jego kły były większe – każdy z nich je posiadał – a oczy zabłysły.
Wpił się w szyję kobiecie. Chłaptał krew, której nie oszczędził. Każdą kropla była dla niego ważna. Skóra dziewczyny robiła się bardziej sina i marszczyła się. W jej oczach widziałam błaganie o pomoc, ale sama nie rozumiałam dlaczego stałam i patrzałam się jak zabija człowieka? Krzyk kobiety stłumiał się bardziej, aż do moich uszu nie dochodził żaden dźwięk. Jej ciało wysuszyło się z braku krwi, serce nie miało czego pąkować, więc umarła.
-Może być. – spojrzał na mnie. Nie, on cały czas spoglądał na mnie ciekaw reakcji. Dla mnie był to cios, choć wierzyłam w takie istoty jak wampiry czy inne demony nie z tego świata. Dziwnie, ale czułam się jakby patrzał na moje usta. – Następnym razem chcę krew dziewicy.
-Tak Panie. – powiedział sługus. Patrzałam na niego z lekką odrazą. Dlaczego właśnie ja? Jest wiele pięknych kobiet, które by chciały władać światem u boku przystojnego mężczyzny, ale co było powodem tego związania?
-Sasuke, dziękuję za opiekę nad moją królową. – powiedział oblizując wargi. Dotknęłam okna, ale zostałam poparzona prądem? Nie chce bym mu zwiała? To się przeliczyłam, że znajdę jakieś wyjście. Nie zostanę tutaj długo. – lecz.. – podchodził do niego. – nienawidzę sprzeciwów. Całowanie nie wchodziło w grę, ale ty się po prostu zakochałeś.
-Przypadek. – wypowiedział nie patrząc na niego. On się we mnie zakochał? Dlaczego nigdy mi nie powiedział, czyżby dlatego, że byłam przeznaczona jego bratu. Uchwycił go brutalnie za podbródek. On chyba nie zamierza go zabić? Rzucił nim blisko mnie. Podbiegłam do niego i uchwyciłam przytulając do siebie. Nie ważne, że jest demonem, w końcu to mój przyjaciel. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. – On nienawidzi sprzeciwów. – zaśmiał się cicho. Nikt nie zamierzał się ruszyć, bo to była kara od Króla. Patrzałam na Sasuke, który lekko się uśmiechał. Nie wiem czy dobrze jest się w taki sposób poświęcać, ale on dla mnie robił wszystko.
-Gdzie jest Eiji? – drgnęłam słysząc imię ojczyma. Chce go na pewno widzieć, a to nie jest dobry znać. Chciałabym aby to był sen. Po policzku spłynęły łzy opadając na twarz przyjaciela. Starł dyskretnie. Pokręcił głową bym tutaj nie płakała, to nie było dobre miejsce. – Chce go widzieć, niech ktoś go sprowadzi. Miał tylko pilnować jej matki. Przez te lata aż tak się zmieniliście? Może pomyśleliście, że nigdy nie wrócę. – Sasuke wstał patrząc na brata. Klęczałam nadal wyczuwając dotyk na głowie.
-Nic nie rób. – powiedział do mnie. Patrzałam na niego jak odchodzi w stronę długowłosego bruneta. Jego czerwone oczy spojrzały na niego i przeniosły się na mnie. Widocznie nie zauważył bym cokolwiek miała robić, ale chciałam. Nie chce być niewolnicą oddaną przed narodzinami! To by tak właśnie wyglądało jakbym miała być jedną z jego nałożnic, tylko że to demon. To nie możliwe by żył jak królowie tamtych czasów bo był prawie tylko seks, a ja nie zamierzam z nim być w łóżku!
Spojrzałam na braci, którzy stali obok siebie. Byli do siebie uderzająco podobni. Sasuke rana wyleczyła się w bardzo szybkim tempie.

Sakura…

Rozejrzałam się słysząc głos biologicznego ojca. Dlaczego właśnie w tym momencie musze go słyszeć, to się zdarzało ale nie tak często. Spojrzałam przed siebie. Byli zajęci rozmową, więc nie interesowali się moją osobą.

Chcesz od niego uciec. Wiem o tym, więc w drugim pomieszczeniu jest twoja włócznia – prawdziwej wojowniczki. – Trzyma ją byś tego nie zrozumiała kim naprawdę jesteś, musisz wypowiedzieć słowa by się przebudziła! „Odrodzenie jest częścią nowej ery”.

-Odrodzenie jest częścią nowej ery? Co to do cholery jest? Przecież… - poczułam wstrząs. Z sufitu się kruszyło. Nie wiedziałam o co chodzi, ale wstałam bez wahania. Z drugiego pomieszczenia mogłam usłyszeć jakiś wybuch i krzyk.
-Uwolniła się.
-W jaki sposób? – pytał Sasuke – To nie mo… - spojrzał na mnie.
Westchnął.
Do pomieszczenia wpadła złota włócznia z błyszczącym kamieniem, który błyszczał intensywnie. Miałam głęboką nadzieję, ze to wszystko tylko zły sen! Włócznia namierzyła moją osobą, chcieli złapać, ale nie udawało się. Ona należała do mnie. Uchwyciłam ją, a kamień zabłysnął. Trzasnęłam nią drugim końcem o podłoże. Niebieska fala rozeszła się wokół pomieszczenia. Strój także się zmienił. Miałam na sobie jedynie czarny materiał zakrywający usta, piersi i dolną część, gdzie był przyczepiony jaśniejszy owijający się jeszcze raz wokół. Buty miałam na obcasie po za kolana z małymi łańcuszkami.
Kamieniem dotknęłam  tylnej ściany. Poczułam nagły powiew wiatru , który pobawił się moimi srebrnymi włosami. One zmieniły kolor! To jest nie możliwe, ale tak działa magia. Do pomieszczenia wszedł ojczym z matką.
-S-Sakura. – usłyszałam głos matki.
-Nie zgadzam się na to. To nie była moja decyzja. – powiedziałam wprost patrząc na demona.
-Wiesz, ze wrócisz i będziesz moja?
-Nie wrócę, na pewno nie do ciebie. Jedynie zgładzić ciebie i twoich podwładnych. – spojrzałam na Sasuke – Wybacz mi. -  weszłam w portal, który zamknął się za mną. Spojrzałam na zamek, który stał się bardziej mroczny niż za pierwszym razem. Na wzgórzu nikogo nie było, a ja muszę znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Nie ma już takiego miejsca. Chcę by wszystko było inaczej. Przypadkowo uwolniłam demona, z którym powinnam walczyć. Oparłam się o drzewo patrząc na zamek, z którego zaczęła emitować mroczna aura, która wybuchła w moja stronę. Bariera wokół mnie chroniła, a promień przeszedł dalej. Liście stawały się brązowe, gdy ich dotknęłam pokruszyły się. Z otchłani wynurzyły się dwa ogromne smoki. Odeszłam o dwa kroki. Jeden z nich uchwycił się dachu i ryknął przeraźliwie.
Szybko odeszłam z tego miesca, ale nie mogłam wrócić do wioski. Sama nie wiedziałam co zrobić. Byłam daleko od miasta. Moja matka mi nie pomoże, gdyż sama pracuje dla  Króla Demonów. Już sama nie wiem co powinnam zrobić. Jestem po prostu beznadziejna, dlaczego oni muszą akurat pracować dla niego.
Jestem jego narzeczona od setek lat, ale dlaczego wybrał mnie? Chciałam iść dalej, ale przed sobą zauważyłam jednego z posłańca Króla Demonów. Nie wiedziałam co zorbie. On chce mnie złapać, ale nie mogę na to pozwolić. Uchwyciłam się za kark czując piekący ból. Nie mogę pozwolić by to tak długo trwało.  
-Sakura. – spojrzałam do tylu widząc Sasuke. – przepraszam – dotknął mojego czoła. Opadałam w dół, a włócznia upadła z hukiem. Na moim ciele pokazały się dawne ubrania. Spojrzałam na Sasuke, który zniknał z lasu zostawiając włócznie, aby inni się nią zajęli. Straciłam przytomność.




Uniosłam powieki widząc, ze znajduję się w ogromnym łożu z bordową pościelą, złoty baldachim przykrywa każdą odrobinę czerech stron łóżka. Dostrzegłam, ze pomieszczenie w którym się znajduje jest przestrzenne. Wszystko umeblowane w stylu średniowiecznym. Szafa, półki, kominek czy inne niepotrzebne rzeczy. Na biurku leżały sterty pergaminów. Uniosłam się  trzymając się za głowę. To pomieszczenie nie było normalne.
Sasuke powstrzymał mnie przed ucieczką. Teraz jestem z pewnością w zamku demona. Uchwyciłam się za kark, który piekł coraz mocniej jakby nadchodził. Nie chce być jego narzeczoną. Nigdy nie wiadomo co on będzie chciał ze mną robić. Narzeczona ma w końcu swoje obowiązki wobec mężczyzny, a ja nie będę miała żądnych. Ucieknę stad natychmiast!
Usłyszałam na zewnątrz czyjeś rozmowy i jeden z głosów należał do Króla Demonów. Przygarnęłam do siebie nogi widząc, że jestem w długiej bordowej sukni, która podkreślała bardzo wyraźnie piersi.  A po między nimi wisiał złoto srebrny wisiorek z jakimiś elementami. Położyłam się ponownie patrząc w lustro. Miałam na sobie lekki makijaż podkreślający moją naturę. Uniosłam się czując ból karku. Trzymałam się, a do pomieszczenia ktoś wszedł. Nie wpatrywałam się w niego, ale łóżko ugięło się pod tym ciężarem.  Uchwycił moją dłoń i ciepłym językiem przejechał po karku. Czułam się lepiej gdy jego ciało dotknęło mojego. Jego ręka znalazła się na brzuchu bardziej blada niż u normalnego człowieka.
Jestem głupia, że dałam się tak łatwo złapać. Nigdy bym nie wkroczyła do tego zamku, ale od razu wysłał za mną swojego brata by sprowadził z powrotem. Aksamitny dotyk czułam na ramionach i szyi, gdzie pogładził miejsce pulsu. Przymknęłam powieki by nie rozpoznał wszystkich uczuć towarzyszącym przy muskaniu. Nachylił się nade mną.
-Daleko nie uciekłaś. – powiedział do ucha – Teraz już na pewno nie zdołasz uciec ode mnie. Będziesz moja, maleńka. – otworzyłam powieki zaciskując dłoń na pościeli. Dostrzegłam, że naprzeciwko siebie mam jeszcze jedno lustro, i mogę dostrzec mężczyznę, który gładził delikatnie policzek.  Schowałam twarz w poduszce by mnie nie dotykał. Nachylił się nade mną. – Nie martw się, krzywdy ci nie zrobię, w  końcu jesteś moja narzeczoną od samego poczęcia. – zacisnęłam dłonie w pięść.
-Nie chcę tego, to jest….
-Wymuszenie? Przykro mi, że to się tobie nie podoba, ale potrzebuję właśnie ciebie na swoją Królową. Może nie byłaś zbyt dobrze przez wszystkich traktowana, ale to się zmieni. Nie będę patrzał jak traktują cię wszystkie demony. Oni muszą tylko mnie słuchać, choć… - wstał, wiec obejrzałam się za nim patrząc na umięśnione plecy. Widziałam każdy centymetr mięśni, a serce przyśpieszyło, gdy na mnie spojrzał czarnymi oczami. Uniosłam się patrząc na niego bez żądnego słowa. Podszedł do mnie i przybliżył się jeszcze bliżej siadając na mnie okrakiem. Podpierałam się łokciami wpatrując w jego ciemne oczy – ciebie też będą musieli słuchać. Chociaż jeszcze nie wiedza kim dla mnie jesteś, w  końcu powiedziałem, zę będziesz moja. Mogli uważać, że cię zjem. Niedługo z pewnością się dowiedzą i będą się bali każdego twojego skinienia. Będziesz maiła władzę, czy to nie wspaniale.
-Nie obchodzi mnie żadna władza! – podniosłam na niego głos – Chce tylko spokojnie żyć, a ty mi tego nie dasz, więc wolałabym, abyś mnie zostawił.  – jego dłonie splatały się z moimi, a w oczach dostrzegłam czerwień. Nie wyrywałam się, bo wiedziałam, że to nie ma sensu. Jest ode mnie silniejszy niż by się zdawało.
-Raczej nie do wykonania. Jesteś moja i nic tego nie zmieni, nie po to kazałem nałożyć na ciebie znak podczas macierzyństwa twojej matki byś teraz mówiła, że mam odpuścić. – nachylił się nade mną. Czułam jego ostry zapach, a także oddech, który przyśpieszył. Wilgotnym językiem przejechał po szyi, a po jego wilgotnym „narzędziu” czułam palenie. Skóra z pewnością stała się czerwona, ale dlaczego tak zareagowałam?  -Pokaże ci jak bardzo jesteś moja, ale to z czasem. W końcu nie pozwolę ci być do końca dziewicą,  ale nikt inny ci tego nie odbierze, ponieważ nikt cię nie dotknie i sama będziesz odpychała mężczyzn. Chyba już się o tym przekonałaś. – odwróciłam głowę w bok.
-Tak. – powiedziałam. Uniósł się, a w jego oczach dostrzegłam chęć posiadania mojej osoby. Uchwycił mój podbródek zniżając się do moich ust. Był blisko, aż czułam jego oddech. Jego twarde,  ale za razem delikatne usta wyczułam na swoich wargach. Dłonią zjechał niżej dotykając piersi i biodra. Wyrwałam się z pocałunku.

-W końcu przestaniesz się opierać, twoje hormony zaczną buzować i się oddasz. Może nie teraz, ale potem na pewno. Zakochasz się. – poczułam jak z dolnej wargi spływa krew, wiec uchwycił brutalnie zlizując szkarłatną ciecz. Nie wiem ile to trwało, ale znów mnie ucałował, lecz oderwał się ode mnie z lekkim uśmiechem na ustach.  Wstał patrząc na mnie i wyszedł przez drzwi balkonowe, gdzie stał wpatrując się w przestrzeń.  

piątek, 15 listopada 2013

Pierwsze i ostatnie oblicze zła (ItaSaku) cz. 2

4 komentarze:
Patrzałam na rodziców zdezorientowana nie wiedząc o co chodzi. „…narzeczona demona”. O co chodziło rodzicom wymawiając takie słowa? W oczach miałam z pewnością strach bojąc się jakie słowa wymówią. Nie chciałam słyszeć, że jestem kochanką demona czy nawet narzeczoną, która musi go poślubić. Nie! To nie możliwe.
Stałam w futrynie nie dowierzając słowa ojczyma. Słowa które usłyszałam w łazience „Jesteś moja” były demona? Nigdzie go nie widziałam. Jedynie w lustrze jakby był duchem? Nie! Nie mogę tego przyjąć do świadomości. Nigdy. Nie będę narzeczoną demona, którego nawet nie znam. Jeśli to ten, którego widziałam w snach czy dzisiaj w łazience to nie chcę. On jest krwiożerczy, pije ludzką krew!
Boję się. Moje ciało znów drży. To nie jest normalne, aby tak się działo. Demon, który ukazywał się w snach był tylko wytworem mojej wyobraźni, prawda? Nikim więcej. Nie był prawdziwy. Jestem snem, iluzją czy  moim wyobrażeniem? Czym on do cholery jest? Czym? Chce teraz wiedzieć z czym się mierzę? Jego ciało było takie blade jakby od wielu lat nie widział słońca, a oczy czerwone podniecenia czy pragnienia?
-Sakura.. – usłyszałam glos ojczyma, gdy znalazł się przy mnie. Spojrzałam na niego przestraszona. Nie wiedziałam co mam robić skoro wiedzą więcej ode mnie? Uczyłam się sztuk walki z moim prawdziwym ojcem dlatego, że wiedział co mnie czeka w przyszłości? Czy oddał mnie dlaczego by chronić całą rodzinę? Na ramionach poczułam jego ręce. – Wiem, że to dziwne. Wszystko ci od początku wytłumaczymy. Baliśmy się wszystko tłumaczyć w młodym wieku. – posadził mnie naprzeciwko siebie i matki, której wyraz twarzy wyrażał smutek. Nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy? Nie dobrze jeśli tak jest.
-Powiedz mi jak to możliwe, że mówisz o demonie. Skoro wy nawet w istoty magiczne nie wierzyliście. W dodatku narzeczona dla demona? W tym świecie w nie nikt nie wierzy. – patrzałam na niego. Jego oczy wyrażały wściekłość.
-Mylisz się. Twoja szkoła składa się prawie z samych demonów i sługusów demonów. Demony są podzielone na warstwy społeczne. – patrzałam na niego z niedowierzaniem. – Te najważniejsze, mniej ważne, średniej rasy i podwładnych. Istnieją też wyjątki, ale to najważniejszy z demonów daje zawsze wyższą rankę. Można go nazywać Królem Demonów. Każdy demon ma podwładnych, lecz każdy musi być posłuszny Królowi.
-Żartujesz sobie ze mnie? – zapytałam śmiejąc się cicho – Król demonów? Nie, ja tego nie kupuję. Nie mogę w to wierzyć. Macie mi tylko wyjaśnić o co chodzi z ta „narzeczoną demona”. Wasz.. – nie dokończyłam.
-Cicho bądź. – warknęła na mnie matka – Masz słuchać.
-Jeśli Król wydawał rozkaz zabicia robili to bez skrupułów tak jak rok temu. – matka odwróciła spojrzenie w bok. Ojczym na nią spojrzał. – Rok temu to twoja matka dostała polecenie od samego króla demonów. – patrzałam na niego. – Musiała zabić swojego męża jak i twojego ojca. – myślałam, że zaraz się rozpłaczę. – Sprzeciwił się wszystkiemu co kiedyś obiecywał. Nie chciał cię oddać, a było mówione przed twoimi narodzinami. Byłaś mu ofiarowana, a raczej On dał wam propozycje pokoju w zamian za twoją rękę. Wiedział, że się narodzisz w tym wieku. Przed twoją pra, pra, pra, pra, prababką, gdy go zamroziła w tym posągu dowiedział się, że się narodzisz. Sporządził papier i gdy byliście często atakowali dał Wam ochronę w zamian za twoją rękę. – kręciłam głową. – Czyli aby uwolnić rodzinę od problemów poświęcili ciebie.
-Dlaczego ja? W naszej rodzinie jest pełno młodych kobiet.
-Tego nie wiemy, ale nikt Nas nie może tknąć z sługusów innych demonów, bo jesteśmy chronieni przez Górę. Jeśli ktoś zrobi ci krzywdę to będzie skazany na śmierć, gdy tylko On się ocknie z swoje snu. – spojrzałam na matkę, która nie odważyła się na mnie spojrzeć. – Mięło sporo czasu od czasu zapieczętowania Króla Demonów. Dał się zapieczętować byś ty mogła Go uwolnić.
-Nie zrobię tego – zaprzeczyłam.
-Zrobisz, nieświadomie. Sama nie będziesz wiedziała kiedy. A wracając do śmierci twojego ojca, dla twojej matki był to cios. Gdy chciał cię wywieść zamordowała go kierowana zaklęciem, bo poprosiła o to inne demony by nie widziała jego śmierci. Cóż tak się stało. Można powiedzieć, że tak się poznaliśmy. – drgnęłam. – Można z tego wywnioskować, że jestem demonem, prawda? Tak masz rację. Jestem. Jestem podwładnym Króla Demonów i to ja przynoszę zawsze rozkazy od niego. Mam z nim kontakt, tak jak jego brat.
-B-Brat? – zająkałam się
-Tak. – patrzałam przez cały czas na niego – lecz to nie wszystko, nie jesteś tylko narzeczoną Króla, ale także wojowniczką, która miałaby go zapieczętować swojego przyszłego męża przed rozpoczęciem wojny. To miasto wie kim tak naprawdę jesteś, lecz ludzie nie wiedzą, że jesteś Jego narzeczoną więc Tobą gardzą. – zacisnęłam dłonie – Jesteś jedyną, która może go poskromić, gdy wpadnie w szał.
-Powiedz mi czy On zamierza mnie kontrolować abym nic nie zrobiła?
-Nie wiem. Wiem tyle, że jesteś Jego Wysokości. A niedługo będziesz Królową Demonów.  – wstałam. – Dokąd to? Nie skończyłem.
-Mam dość na dzisiaj. Nie chce więcej wiedzieć. Dosyć mi wiadomości na temat Demona, którego jestem narzeczoną. Będę się sprzeciwiać. – spojrzałam na matkę. – Choć jest mi żal cię mamo. Zrobić taki błąd, by inni ci nie dokuczali? To był twój głupi grzech. – spojrzałam na ojczyma. W jego oczach wyczytałam złość do mojej osoby. – gdzie ten wasz Król Demonów się znajduje?
-W Zamku. Tam gdzie dzisiaj idziesz, na pewno się spotkacie. – zaśmiał się. Przerąbane! Dowiaduje się, że mój ojczym jest demonem, matka służy najwyższemu demonowi, a ja jestem Jego narzeczoną? Wszystko się plącze!
Wzięłam czarna torbę zarzucając na ramię. Miałam w niej parę notesów, kredki, ołówki i długopisy. Zawsze robiłam notatki bądź rysowałam ciekawe rzeczy lub ludzi jak mi się spodobają.
-Wychodzę!
-Sakura, a śniadanie?
-Kupię sobie po drodze. – wyszłam zamykając za sobą drzwi. Nie wiem jak dzisiejszy dzień przeżyję. Będę w zamku demona do którego nie chcę się przyznać? To jest takie żenujące. Dlaczego akurat ja? On nie wie? Dlaczego nie wie? Skoro z nim w jakiś sposób rozmawia to mógł mu wszystko wytłumaczyć, prawda? Weszłam do sklepu kupując parę słodyczy, pepsi i kanapkę na podróż. Odchodziłam w stronę szkoły. Założyłam okulary na nos, by widzieć lepiej. Jeszcze nadal myślałam o tym co mi powiedział ojczym. Dlaczego matka wzięła sobie demona pod jeden dach? Czy Az tak bardzo jest zaślepiona miłością? Nie mogę wyjść za mąż za demona i zostać Królową Demonów.
Doszłam do szkoły, gdzie stała nasza klasa i starsza o rok. Długo włosy blondyn i jego ekipa spojrzeli na mnie z lekkim uśmiechem. Sasuke stał niedaleko. Widząc mnie uśmiechnął się w moją stronę. Zauważyłam naszego nauczyciela, który patrzałam na komórkę. Znów miałam to złe przeczucie. Uchwyciłam się z kark masując. Bolał od ostatniej nocy, gdy zaczęłam cierpieć. A dzisiaj w ogóle nie spojrzałam czy coś się tam znajduje. Westchnęłam patrząc na Sasuke, który podchodził do mnie.
-Witaj Sakura, jak się spało?
-Fatalnie. – westchnęłam – Miałam zły sen.
-Zdarzają się
-Ale nie codziennie. – wyszeptałam sama do siebie by On nie usłyszał. Nie chciałam by wszystko wiedział, skoro nie musiał. Kobiety się na mnie patrzały i na bruneta, który przytulił mnie do siebie niespodziewanie?! Co jest?  
-Musze ci coś powiedzieć. – wyszeptał. – ja nie jestem człowiekiem. - drgnęłam – jestem demonem. – ręce mi opadły. – Możesz mnie nienawidzić za to, że nie powiedziałem ci wcześniej. Dlatego wierzę w takie rzeczy jak istoty magiczne. A ten zamek do którego dzisiaj zmierzamy jest moim byłym domem. I z pewnością dzisiaj znów się nim stanie.  
-Dlaczego?
-Uwolnisz mojego brata.
-B-Brata? Szlag. Ty jesteś bratem tego z którym... nie. – spuściłam głowę. Dotknął moich ramion. Nie odepchnęłam go od siebie. Przytuliłam się do niego cicho szlochając. Głaskał po włosach. Myślałam, że w końcu będzie inaczej ale się myliłam. Wszystko idzie nie po mojej myśli.  – Dziękuję.
-Słucham?
-Dziękuję, że ty mi powiedziałeś o wszystkim. Dzisiaj też dowiedziałem się parę rzeczy, nawet nie wiedziałam, że mieszkam z demonem pod jednym dachem. A dzisiaj dowiaduje się, żę jestem narzeczoną demona.
-Przykro mi.
-Z jakiego powodu? To ja będę się z tym sprzeczać. O ktoś za mnie wszystko zdecydował.
-On ci nie da szansy. Zdecydował o tobie setki lat temu. Twoje postanowienia mogą być błędne i cie zgubią. Oby tylko cie nie zamknął w zamku. To by był najgorszy cios dla mnie. – uchwycił mnie za policzki głaszcząc. Zdjął moje okulary chowając do swojej kieszeni – Masz piękne oczy. – pogrążałam się z nim. Zbliżał się do moich usta. Musnął delikatnie, lecz odsunęłam się o krok czując ból głowy. Trzymałam się z głowę. – tak myślałem. – spojrzałam na niego nie rozumiejąc – Nikt nie może cię całować z demonów. Jesteś tylko Króla. To takie przytłaczające. Chodź,  idziemy. –uchwycił mnie za dłoń ciągnąc za sobą.







Jechaliśmy ciemnym lasem. Wszyscy dobrze się bawili, a ja niezbyt. Czym bliżej do zamku czułam się fatalnie. Głowa bolało, tak samo kark, serce biło szybciej. Ciało dziwnie się zachowywało jakby ostrzegało mnie bym się nie zbliżała do tego miejsca. Sasuke na mnie patrzał od czasu do czasu. Bałam się wejść do zamku, jeśli coś się stanie to będzie koniec. W dodatku czułam, że go dzisiaj niechcący naprawdę uwolnię. Może ojczym miał rację. Musze się z tym pogodzić? Cóż, trudno.
Zauważyłam zamek. Był ogromny. Rozprzestrzeniał się blisko przepaści. Fundamenty były ozdobione jakimiś demonami lub czymś innym, lecz na pewno były to stwory. Był w stylu gotyckim. Wyglądało tak jakby dotykał chmur. Most był z cementu, potężny, a co sto metrów był posągi demona lub stwora?
Autobus się zatrzymał na parkingu.
-Wysiadamy. Dalszą drogę się przejdziemy. Autobus dalej nie może jechać. – każdy wysiadł. Sasuke uchwycił mnie za dłoń ciągnąc. Wysiedliśmy. Jakoś nie miałam ochoty tam iść. Przełknęłam gule stojącą w gardle. Szłam razem z Sasuke. Gdy mijałam posągi sądziłam, że się na mnie patrzą. Spojrzałam do tyłu. Nie myliłam się! Ich oczy na mnie patrzały lustrując każdy ruch, który wykonałam.
-Sasuke?
-Hm…
-Czy ten zamek żyje? – zapytałam od tak. Stanął w miejscu obracając się do mnie przerażony. Co? Czy powiedziałam coś dziwnego? Tylko powiedziałam czy On żyje?
-Tak. On żyje. Tak jakby. Mój brat nim kieruje choć  jest zaklęty. Dla niego jest to po prostu coś w rodzaju rozrywki. W tym zamku zginęło wielu ludzi, którzy Jemu się sprzeciwili. Nie chce byś te miejsca widziała, ale na pewno je zobaczysz. A one… - wskazał na kamienie w formie demonów – pilnują tego zamku przed istotami magicznymi. Wpuszczają jedynie demony, a teraz ludzi do zwiedzania zamku. Są magiczne… Dla mojego brata to frajda, bo gdy się przebudzi z zaklęcia będzie miał pożywienia. Ludzie nazywają Go potworem, tak samo mnie.  – odeszliśmy. Spojrzałam ostatni raz na posąg, który podążył za mną.
Spojrzałam na zamek, który wydawał się jeszcze większy. Weszliśmy do środka, a dwóch ochroniarzy skinęło lekko głowami w dół przed Sasuke. Na dłoniach mieli dziwne znamiona. Hm.. Ciekawe. Może to znak Demona? Nie. Nie możliwe. Ojczym takiego nie miał.
-Dobrze, zaraz do Nas przyjdzie przewodnik i oprowadzi. – oparłam się o ścianę czując jak kark pali. Masowałam sobie, trochę pomogło. Doszła do Nas przewodniczka spoglądając na mnie i na bruneta z ciekawością. Trzymał mnie za dłoń, czyżby o to chodziło?
-Czy możemy zaczynać?
-Tak. Oczywiście. Wszyscy są. – odeszliśmy za nią. Sasuke przez cały czas mnie trzymał. Wpatrywałam się w różne rzeczy. Moją uwagę przykuł miecz powieszony na ścianie obok portretu mężczyzny. Ten mężczyzna jest taki sam co z moich snów? Dlaczego? Tak jak dzisiaj rano. Pojawił się w łazience cały we krwi. Dlaczego właśnie On? He… Gdzie pozostali? Trudno. Sama sobie zwiedzę. Spojrzałam na włócznie z jednym ostrzem, która znajdowała się w drugiej Sali. Chciałam jej dotknąć, ale ktoś mnie uderzył.
-Nie dotyka się eksponatów. – zabłysła lekko. Odeszłam dalej. Nie wiem ile czasu zwiedzałam sama, ale doszłam do miejsca, którym okazała się wielka sala, gdzie stał tylko jeden eksponat. Skamieniały.. Nie, On nie był skamieniały. Nie był nawet w lodzie. Jego ciało utrzymane było bardzo dobrze. Siedział na jakimś tronie uśmiechając się szatańsko. Uchwyciłam się za kark rozmasowując. Promień bólu przeszedł po plecach. Do mnie doszli pozostali uczniowie ze szkoły.. Wszyscy podziwiali Demona? Spojrzałam na tabliczkę. „Król demonów”.
Nie słyszałam niczyich głosów tylko wpatrywałam się w Demona siedzącego, który opierał głowę o dłoń. Oczy – czerwone. Wyglądają jak prawdziwego demona, ale czaiła się w nich chęć zemsty i posiadania. – w nich można było się zatopić. Podeszłam bliżej wpatrując się w nie głębiej. Naprawdę wyglądał jakby był żywy. Nic nie było od niego oddzielone. Można było podejść.
Spojrzałam na strażnika, który zmroził mnie  srogim spojrzeniem. Spojrzałam na powrót na bruneta, a jego oczy zabłysły intensywniejszą czerwienią. Po ciele przeszedł dreszcz mieszany z bólem, który nie był zbyt przyjemny. Niechcący dotknęłam jego lewej dłoni przez co zesztywniałam nie mogąc się ruszyć. W mojej głowie zaczęły pojawiać się przeróżne obrazy, ale tylko urywki. Mogłam dostrzec jakim jest zabójcą, który nie ma dla nikogo litości. Krew, która obciekała po jego dłoniach, ustach. Jego pożądanie i posiadanie, które było jego jednym celem.
Dostrzegłam matkę, która rozmawiała z wysłannikiem Demona – moim ojczymem – przekazywał jej papier i dotknął jej czoła przez co zemdlała, ale dotknął brzucha z lekkim uśmiechem gładząc. Odgarnął wolno materiał, gdy była w ciąży i jego ręka zabłysła, a na jej brzuchu powstał znak, który zniknął.
Wróciłam do tego świata. To tak jakby on wszystko wiele lat w przód zaplanował. Zrobił to by dominować nad wszystkim i wszystkimi. To nie powinno się dziać. Nie powinno mnie tu być, raczej muszę stąd jak najszybciej wiać i się więcej razy nie pokazać. Nie powinnam w ogóle do tego zamku zawitać, w szczególności, że każdy patrzy na mnie jak na wroga. W takim razie wiem już, że każdy tutaj zebrany jest jego podwładnym. Wszyscy wykonują jego rozkazy.
Odsunęłam się do tyłu puszczając jego dłoń, która była dziwnie przyjazna dla mojego ciała. Spojrzałam na swoją dłoń i na niego, gdy jego oczy jeszcze bardziej zabłysły czerwienią i tak pozostały. Tak jakby obserwował moje poczynania w tym momencie.
Dziwne.
Poczułam czyjąś obecność za sobą. Odwróciłam się chcąc uderzyć, ale zatrzymał moją rękę w mocnym uścisku patrząc przed siebie niż na mnie. W jego oczach czułam pustkę, a on wpatrywał się w swojego brata, którego oczy bardziej zabłysły. Czyżby w tym momencie się z nim kontaktował?  Próbowałam uwolnić rękę, ale byłam bezsilna, więc czekałam. Patrzałam na kobiety, które przechodziły wpatrując się w posąg, a raczej żywy okaz.
Sasuke – pomyślałam.

Serce biło jak szalone. Nie wiedziałam dlaczego w moim ciele tlił się strach nie tylko do  Króla Demonów, ale także do Sasuke. Miałam złe przezucie. Nie chce zostać w tym miejscu i być więźniem. Ścisnął mocniej dłoń przez co jęknęłam głośno. Ludzie, a raczej demony spojrzeli na mnie. Zacisnęłam dłoń w pięść próbując się wyswobodzić.  W końcu obudził się i mnie puścił.
-Sakura? Co ty roisz? Dlaczego…
-To tak się z nim komunikujesz? – zapytałam. Popatrzał na mnie nei wiedząc o co chodzi – Sasuke, odleciałeś. Próbowałam się wyrwać, ale twój uścisk jeszcze bardziej się zaciskał. Nie powinieneś przy ludziach tego robić, nie wiem co miał ci do powiedzenia,  ale mnie to raczej nie powinno interesować.
-Wiem, przepraszam. – powiedział. Spojrzałam na kobietę, która stałą przy jego pomniku i go ucałowała. Drgnęłam, nie wiedziałam o co chodzi? Czy tak można? – dziwne czyż nie? Krąży legenda, ze ten któremu uda się pocałować Króla Demonów, może zyskać wieczna młodość, ale to tylko tyczy się jednej kobiety – spojrzał na mnie. – Sakura, jeśli go przebudzisz nie będziesz mogła nigdzie uciec. On ci na to nie pozwoli, bo jestes od narodzin jego.
-Nie.. – powiedziałam – Nie tylko od narodzin,a le o wiele wcześniej. Mój ojczym coś na ten temat wie, noszę jego znak, prawda? Mam w sobie… - odwrócił  głowę w bok. – a jednak. Było do przewidzenia, że ze mna jest coś nie tak. Bo w końcu jak to możliwe, że widzę tyle rzeczy, które tyczą się jego! – podniosłam glos wskazując na króla.
Poczułam jak z mojego palca wystrzeliwuje jasna moc. Spojrzałam w tamtą stronę, a po ciele bruneta rozprzestrzeniał się promień wchłaniając się w niego. Zamek zaczął się trząść, tak jakby było trzęsienie ziemi. Odchodziłam do tyłu patrząc na długowłosego bruneta. To mamy problem! Sasuke stał ze spuszczoną głową. Inni poklękali nie ruszając się. Nawet ochrona była po tej samej stronie. W pomieszczeniu byłam tylko ja, która nie zamierzała się kłaniać i oczywiście Sasuke – brat Króla Demonów.
Drzwi się zatrzasnęły, okna także się zamknęły. Oparłam się o ścianę ze strachem, który zaczął władac moim ciałem. Jak to możliwe, ze to zrobiłam? Tylko z wściekłością na niego wskazałam, a tu nagle taki wybryk? Nie mogę w to uwierzyć. W pomieszczeniu panowało ciemno, przez które nie mogłam dostrzec wielu rzeczy. Dłonie mi drżały, a wokół unosiła się nie zbyt przyjemna atmosfera. Wpatrywałam się przed siebie. Zauważyłam jedynie czerwień oczu naprzeciwko siebie. Uchwyciłam się za szyję cicho jęcząc z bólu. Trzymałam się za kark, który bolał coraz mocniej. Tam coś miałam lecz nie wiedziałam co, ale jeśli to znak, który ojczym mi podarował. Czyżbym miała wyczuwać jego obecność?. Przymknęłam powieki by choć na chwile powstrzymać zawroty głowy.
-Bracie… - wypowiedział Sasuke. Uniosłam powieki patrząc przed siebie.
-XXI wiek. Szmat czasu minęło. – drgnęłam słysząc ten zimny i szatański głos.

-Zbyt dużo – powiedział Sasuke. Patrzałam na nich. Jego długie ciemne włosy podkreślały bladą cerę. Czerwone oczy wpatrywały się w Sasuke intensywniej. Odgarnął delikatnie grzywkę. Niektóre kobiety na niego popatrzały, a w ich oczach dostrzegłam radość, że powrócił. Cholera, uwolniłam go! To straszne, to nie powinno się stać. Teraz będzie najgorszy okres dla ludzkości.


od autorki:
Rozdziały również na : itasaku by kimi i life and problems itasaku 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Świat Mroku (ItaSaku) cz. 3

1 komentarz:


Zapadł już zmierzch, gdy w końcu dotarłam na miejsce. Zatrzasnęłam cicho drzwi samochodu i wolnym krokiem skierowałam się do pobliskiego budynku, w którym mieszkał wampir. W zaciśniętej dłoni trzymałam zwiniętą, białą kartkę. Czułam szorki dotyk papieru na skórze. Moje oczy bacznie lustrowały pobliskie otoczenie. Kolejny raz odwinęłam skrawek papieru i  przeczytałam adres.

Dzielnica  Namaru
5/23

Przystanęłam na nierównej drodze i patrzyła, na posępną szopę na odludziu, ogrodzoną krzakami. Była cała z drewna i zapadała się. A jednak stała i straszyła swoim wyglądem. Spojrzałam w okno, gdzie dostrzegłam płomień świecy, który odbijał się od zakurzonych szyb.  ‘’A zatem był w domu ‘’ – pomyślałam. Pierwsze co zrobiłam, gdy otrzymałam Tą informację to wybiegłam z klubu, przebrałam się i znalazłam głupca, który wypożyczył mi samochód na tą noc. Muszę więc uważać, aby nie zarysować karoserii. Auto było stare i wysłużone, jednak właściciel chciałby jeszcze zobaczyć swój, ukochany samochodzik. Westchnęłam ciężko i wyrzuciłam papier. Nie będzie mi już potrzebny. Zgrabnym ruchem wyciągam broń z buta i kieruje się  równym  krokiem  w stronę budynku.
Przystaję przed drzwiami, które zwisały na jednym z zawiasów. Były krzywe, pokryte pleśnią a przede wszystkim spróchniałe.  Zerknęłam na niebo, gdzie wędrowały ciemne chmury zwiastujące deszcz. „Muszę się pośpieszyć przed burzą”. Spojrzałam ostatni raz za siebie i wkroczyłam do środka.
Poczułam omdlewający odór zgniłego mięsa i fetoru nie pranych ubrań. Zmarszczyłam nos, idąc przez wąski korytarz, gdzie natknęłam się na szczątki ludzkie. Patrzyłam na kościotrupa, który leżał po środku pomieszczenia. Jego puste oczodoły, patrzyły prosto na mnie a szczęka rozwarła się w niemym okrzyku. Przeszłam bez odrazy i wkroczyłam do większej izby, gdzie, jak miałam nadzieję, jest wampir. Przystanęłam na progu i omiotłam wzrokiem pomieszczenie. Było nieduże i  puste. Na małym stoliku, stojącym blisko okna, stała świeca. Jej płomień tańczył, przywołując niechciane wspomnienia: Ja, rodzice, palący się dom i On. Odwracam wzrok i patrzę w ciemność. Nagle dostrzegam jakiś ruch. Osobnik jest odwrócony do mnie tyłem. Ma na sobie ciemny płaszcz i jest dziwne pochylony. Słyszę odgłosy siorbania i mlaskania. Napawa mnie obrzydzeniem.
-Nie ładnie stał plecami do gościa, nie uważasz? – pytam i przerywał mu. Istota zamiera.
Słyszę ja wciąga powietrze przed nozdrza, wchłaniając mój zapach.  Odkłada coś z cichym łoskotem i wstaje.
-Wszędzie rozpoznam ten zapach. – mówi  i odwraca się w moją stronę.
Patrzę bez mrugnięcia okiem na mordercę moich rodziców. Jest taki jak go zapamiętałam. Wysoki i szczupły o owalnej twarzy, krzywym uśmiechu i czerwonych oczach. Haczykowaty nos dodawał mu upiornego wyglądu. Czarne , krótkie włosy sterczały mu na wszystkie strony.
-Malutka Sakura, dorosła.  – Zaśmiał się chrapliwie.  Nie drgnęłam, gdy wypowiedział moje imię. – Nie spytasz mnie, skąd wiem jak masz na imię? – Droczył się ze mną. Nie pozwolę by przepełnił mnie gniew, bo wtedy stracę szanse pomszczenia mojej rodziny. Spojrzał na mnie z udawanym zaskoczeniem.  – Powiem Ci.  Gdy umierali, krzyczeli Twoje imię. – powiedział a oczy zalśniły mu ciemnym szkarłatem. Zerknęłam na podłogę, gdzie zauważyłam leżącą, bezwładnie dłoń. Przygryzłam lekko wargę.
-Czyżby nie interesowało Cię jak umarli twoi rodzice?
-Zamknij się! – warknęłam i ruszyłam na niego z wyciągniętym sztyletem.
Zamachnęłam się, lecz trafiłam w próżnię. Wampir odskoczył zwinnie, chowając się za obszernym płaszczem.  Szczerzył te swoje, ostre zęby.
-Umiesz walczyć, cudownie, trochę się pobawimy. – odparł i zdarł z siebie płaszcz.
Moim oczom ukazała się jego naga klatka piersiowa, pokryta licznymi bliznami. Jedna  z nich krwawiła. Nie miałam czasu na obserwację, gdy wampir rzucił się na mnie z impetem. W ostatnim momencie upadłam na podłogę i przeturlałam się po zakurzonej podłodze. Mężczyzna uderzył w stół, który połamał. Świeczka z cichym brzdękiem potoczyła się do moich nóg. Wstałam szybko, oczekując kolejnego ciosu. Wampir wyprostował się i odwrócił w moją stronę. Oczy płonęły mu dziko, a usta rozwarły w gniewnym grymasie. Zmarszczyłam brwi, spoglądając jak kawałek drewna utkwiło mu w boku. Jednym zręcznym ruchem wyciągnął kołek i wyrzucić przez okno. Szyba pękła i roztrzaskała się w drobny mak. Dźwięk rozbijanego szkła był ogłuszający.  Chłodne powietrze wdarło się do środka. Przymknęłam na chwilę powieki, co było błędem. Poczułam mocne uderzenie w twarz. Jęknęłam i upadłam na podłogę. Deski zaskrzypiały cicho pod wpływem mojego ciężaru. Mimowolnie dotknęłam policzka.  Poczułam ciepłą maź, która spływała mi po brodzie. Cicho zaklęłam. Usłyszałam cichy warkot, który wydobył się z ust wampiry. Spojrzałam przed siebie. Istota stała nade mną i patrzyła na mnie czerwonymi oczyma. Na jego wargach błąkał się paskudny uśmiech.
-Tylko tyle potrafisz? Naprawdę? – Kpił ze mnie. Zacisnęłam  mocno usta. ‘ Pokaże Ci ‘ – pomyślałam. Nagle zamarłam, uświadamiając się, że moja ręka jest dziwnie lekka. Nie czuje chłodu metalu. Zerkam w bok. Mój sztylet leżał pod ścianą. Zostałam bez broni.  – Wy ludzie jesteście tacy słabi. – mówił a ja szukałam czegokolwiek, czym mogłam się bronić.
Na pewno nie zdążyłabym podnieść się i dotrzeć do sztyletu, wampir przyszpiliłby mnie do podłogi. Gorączkowo myślę jak wyjść z tej sytuacji. Nieśmiertelny czuje się pewnie, wiedząc, że mu nie zagrażam.  Nieoczekiwanie słyszę huk. Drgnęłam i zauważyłam drewnianą belkę trawioną przez ogień. Mimowolnie spoglądam na sufit, który tonie w morzu ognia. Mężczyzna podążą za moim wzrokiem.
-Hm, niedługo spłonie a twoje szczątki wraz z nim. – mówił. Zawzięcie  szukałam dłonią jakieś rzeczy. Moja ręką zacisnęła się  na kawałku drewna. – Zaraz dołączysz do swoich rodziców. – uśmiechnął się, ukazując ostre zęby.
Nie czekając, wyciągnęłam rękę, w której trzymała nogę od stołu i wbiłam w serce wampira. Istota zamarła. Z jego gardła wydobył się wrzask, który przerodził się w ciche bulgotanie. Po czym upadł na podłogę. Ciężko dysząc wstałam i przez chwilę patrzyłam na martwe ciało nieśmiertelnego. Leżał twarzą do ziemi z wyciągniętymi rękoma. Przymknęłam powieki i ostatni raz zerknęłam  na wampira, z którego pozostał tylko proch. Musiał być naprawdę stary.  Nie miałam czasu na odpoczynek, gdy runęła połowa dachu. Odskoczyłam zwinnie od ognia, który błyskawicznie się rozprzestrzeniał. Tak jak wtedy. Potrząsnęłam głowa i szukałam wyjścia. Zauważyłam okno, pozbawione szyb i nie czekając pognałam w jego kierunku. Za sobą słyszałam huk i odgłos palącego się drewna. Wyskoczyłam przez okno, czując na sobie żar płomieni. Upadłam i przeturlałam się po wilgotnej trawie. Padało.  Wstałam chwiejnie i spojrzałam na swoje ubłocone ubranie. ‘Jeszcze tego brakowało’.  Odwróciłam się w stronę budynku, który płonął jak gigantyczna pochodnia. Stałam i patrzyła na to z fascynacją i pewnego rodzajem satysfakcją. Zabiłam przecież wampira, Tego wampira. ‘Powinnam być szczęśliwa, nie?’ Pokręciłam głową, po czym skierowałam się w stronę samochodu.


Gdy wróciłam do domu było już późno. Odstawiłam samochód właścicielowi. Był trochę zdziwiony moim wyglądem, lecz wytłumaczyłam mu, że wraz z przyjaciółmi urządziliśmy sobie biwak w taką pogodę. Mężczyzna tylko pokręcił głowa z dezaprobatą, mamrocząc pod nosem, że nowe pokolenie nie ma za grosz rozumu. Był jednak szczęśliwy, że jego autko przeżyło. Zapłaciłam mu za wypożyczenie i odeszłam szybko, za nim mężczyzna zacznie dalej mnie wypytywać o szczegóły. Nacisnęłam włącznik a żarówka lekko zamigotała. Przywitała mnie cisza i odczuwalne zimno. Podeszłam do kaloryfera i ustawiłam go na maksymalne podgrzewanie. Udałam się do łazienki, gdzie mokre ubrania wrzuciłam do kosza. Wzięłam prysznic. Woda spłukała ze mnie brud, krew i zapach spalenizny, który przywarł do mnie jak pijawka. Założyłam na siebie czystą bieliznę i zwiewną koszulkę nocną.  Opatuliłam się biały, puchatym szlafrokiem i skierowałam się do sypialni. Z ulgą położyłam się na łóżku i wdychałam słodki zapach czystej pościeli. Przymknęłam powieki. Czułam ciepło, wydobywające się z grzejnika, było mi dobrze. Po chwili zasnęłam.

Minął  tydzień.  Można by rzecz, że zaczęłam normalnie żyć. Szłam wąską uliczką i bacznie przyglądałam się mijanym budynkom.  Były to przeważnie całodobowe sklepy spożywcze i odzieżowe.  Kompletnie nie interesowały mnie sukienki i markowe ciuchy. Spojrzałam na swoje znoszone dżinsy i zieloną, spraną  bluzę. Może to nie był szczyt mody, lecz ubiór był  bardzo wygodny.  Wzruszyłam ramionami i pognałam dalej, ciesząc się ładna pogodą. Mijając kolejne skrzyżowanie zaczęłam zastanawiać się, co pocznę z życie. Od dawna zajmowałam się zabijaniem wampirów, tylko po to, aby znaleźć tego właściwego. Teraz gdy osiągnęłam cel, czułam się taka… pusta. Potrząsnęłam głową, wpatrując się w czubki  własnych butów. Nie powinnam tak myśleć… Nagle zatrzymałam się na chodniku, lecz nie podniosłam głowy. Byłam obserwowana. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach badając zaistniałą sytuację. Poczułam dreszcz, który zawładnął mym ciałem. Odwróciłam się gwałtownie, czując nagłe zawirowanie powietrza za plecami. Opuściłam torby, które upadły z cichym łoskotem a kilka mandarynek potoczyło się po chodniku. Wampiry mierzył mnie wściekłym spojrzeniem, gdy niespodziewanie uderzyłam go w żołądek. Warknął cicho i odskoczył. Nie wiele myśląc, wyciągnęłam krótki miecz, który schowałam pod ubraniem. Wyciągnęłam broń i ruszyłam na przeciwnika, który wytrzeszczył kły. Nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy ostrze dosięgło celu i zatopiło się w twardym ciele nieśmiertelnego. Mężczyzna  stęknął cicho i odskoczył ode mnie jak oparzony. Patrzył na mnie długo a ja nie spuszczałam go z oczu.
-Przybyłem na rozkaz mego Pana. – wychrypiał.
-Nie wiem kim jest Twój Pan, ale powiedz mu, że jeśli czegoś chce ode mnie, to niech sam osobiście się do mnie pofatyguje.  – odparłam. Wampir zmierzył mnie wściekłym spojrzeniem i odszedł. Gdy w końcu zniknął mi z oczu, westchnęłam i schowałam broń. Zerknęłam na rozsypane torby i z niechęcią zabrałam się do pakowania produktów. Po chwili ruszyłam w kierunku domu.


Szłam, ostrożnie po kamiennych schodach, pnąc  się do góry. Myślami byłam daleko i nawet się nie zorientowałam, że w moim mieszkaniu ktoś jest. Stanęłam przed drzwiami i przekręciłam kluczyk w zamku. Światło zamigotała lekko po czym żarówka zgasła, zapewne przepaliła się. Na moje usta  cisnęło się kilka wulgaryzmów. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie zapalałam światła i pamiętałam, żeby wyłączyć je za nim wyszła, coś musiało być nie tak. Zatrzymałam się i wtedy go zobaczyłam, siedzącego na krześle w kuchni z lekkim uśmiechem na ustach. Zachłysnęłam się powietrzem, widząc jego postać odzianą w czarną bluzę i czarne spodni. Zacisnęłam mocno dłonie na uchwytach reklamówek i z całych sił starałam się zachować spokój.
-Byłbym wdzięczny, żebyś następnym razem nie pobiła mojego posłańca. – rzekł na wstępie. Zrozumiałam, że miał na myśli tego wampira, który zaatakował mnie na chodniku. Zmarszczyłam brwi i położyłam zakupy na blacie.
- Czego chcesz? – spytałam. Uśmiecha się lekko, rozbawiony.
-Ciebie. – mówi swobodny tonem, który zaczyna mnie irytować. Zakładam ręce na piersi i patrzę prosto w oczy wampirowi.
-Chyba żartujesz. -  Z  jego twarzy zniknął uśmiech a zastąpiła go chłodna powaga i obojętność.
-Nie. -  krótka, sensowna odpowiedź. – Pamiętasz naszą umowę? – pyta. Marszczę brwi i usiłuje przypomnieć sobie to zdarzenie. Wzruszam ramionami.
-Nie liczy się. – odparłam. Sapnęłam cicho, gdy nagle pojawia się przede mną niczym góra nie do zdobycia. Silny, szybki i w dodatku wściekły. Jego oczy jarzyły się jasnym szkarłatem. Patrzyłam zdezorientowana w jego twarz, nie mogąc wykrztusić ani słowa. Bez słowa ujmuje moją dłoń i przyciska usta do nadgarstka. Mimowolnie drżę, gdy czuje zimny dotyk na skórze.
-Przypomnę Ci. Za to, że pomogłem w zamian ofiarowałaś mi siebie. Teraz należysz do mnie i jesteś moją własnością. Mogę zrobić z Tobą co chce a ty masz mi służyć i przychodzić na każde moje skinienie. Rozumiesz? Gdy przyśle swego sługę ty masz iść za nim jak cień. – odparł i odsunął się ode mnie. Pokiwałam lekko głową i starałam zapanować się nad moim sercem, które biło dwa razy szybciej niż powinno. Oddychałam z trudem. Itachi patrzył na mnie, po czym uśmiechnął się lekko, ukazując kły.
-To do zobaczenia. – rzekł i zniknął jak mgła. Stałam tak po środku kuchni i zastanawiałam się, co zrobiłam. Sprzedałam się wampirowi a przecież przez całe życie z nimi walczyłam. Usiadłam na podłodze i przycisnęłam kolana pod brodę. Spuściłam głowę i oddychałam równo.
-Stałam się niewolnicą wampira.

 *




Skończyłam. Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale ostatnio nie ma czasu i niestety stąd to opóźnienie. Nie wiem, kiedy ukaże się następna cześć, gdyż teraz zamierzam napisać na itasaku, więc do zobaczenia.
Rozdziały przeniesione są z bloga jednopartowki-itasaku Kimi, też zacznie przenosić swoje partówki, więc możliwe, że już czytaliście niektóre! Pozdrawiam. 

Świat Mroku (ItaSaku) cz. 2

Brak komentarzy:



Zapukałam mocno w dębowe drzwi i czekałam. Stojąc na ganku przyglądałam się wypielęgnowanym grządką kwiatów, które rozsiewały swój słodki zapach. Na podjeździe stał samochód - czerwone Punto toteż wiedziałam, że ktoś jest w domu. Westchnęłam cicho i zapukałam kolejny raz, tym razem głośniej. Usłyszałam ciche szuranie nóg o podłogę a po chwili drzwi się otworzyły, ukazując twarz Shino. Uśmiechnęłam się lekko.
-Nie musiałaś tak walić. – odparł, wpuszczając mnie do środka. Przystanęłam po środku pomieszczenia i rozejrzałam się wokół. Nic się nie zmieniło. Kuchnia urządzona jak zawsze w przesadnym stylu. Zerknęłam na chłopaka, który miał na sobie szarą bluzkę z długim rękawem i brązowe spodnie od dresu. Na jego nosie jak zawsze spoczywały czarne, okrągłe okulary, które zakrywały jego oczy. Włosy rozwichrzone jakby przed chwilą wstał.
-Widać, że nic się nie zmieniło. -  rzekłam, ignorując jego poprzednią wypowiedź. Brunet milczał i zlustrował mnie wzrokiem. Czarna bluzka bez rękawów i czarne spodnie podkreślały moją szczupła, atrakcyjną sylwetkę. Długie buty na szpilce sprawiały, że byłam wyższa niż w rzeczywistości.
-Czyżbyś szła na pogrzeb? – spytał z przekąsem. Zaśmiałam się perliście.
-Jak zawsze świetne poczucie humoru. – Aburame milczał, przeczesując włosy wierzchem dłoni, sprawiając, że miał na głowie większą szopę niż przedtem.
-Nie przyszłaś tu po to, aby powspominać dawne czasy, więc czego chcesz? – spytał bez urazy. Z mojej twarzy zszedł uśmiech.
-Informacji. -  Mój głos stał się profesjonalny. Czarnooki pokiwał głową.
-Chodź. – Skierował się do swego ‘gabinetu’ jak  zaczął go nazywać. Przeszliśmy przed salon, który tonął w różu. Zatrzymałam się patrząc to na różowe ściano to na meble w kolorze ciemnej wiśni.
-Hm powiedzmy, że mama wzorowała się na Ciebie wybierając ten wystrój – rzekł Shino trochę speszony. Uniosłam jedną brew i mimowolnie przeczesałam palcami swoje różowe włosy.
-Rozumiem. – odparłam współczująco. Przeszliśmy wąski  korytarzem, na którego końcu znajdowały się drzwi. Kiedyś byłam tam składzik a brunet urządził go na swoje osobiste biuro. Otworzył drzwi i zapalił światło. Żarówka zamrugała a jej mdły blask padł na komputer umieszczony po środku pokoju. Zamknęłam drzwi i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pokój był mały, urządzony schludnie. Stał tu stolik i dwa krzesła. Prócz biurka, na którym spoczywał komputer znajdował się tu regał na książki. Nie zabrakło również sterty gazet w kącie. Na ścianach wisiały plakaty i wycinki gazet, podające największe wydarzenia w historii tego miasta.
-Muszę przyznać, że masz gust. – odparłam, wpatrując się w zdjęcie półnagiej kobiety wiszącej nad biurkiem. Chłopak nie skomentował tego a ja nie zamierzałam tracić więcej czasu.
-To czego chcesz? – ponawia pytanie, patrząc na mnie uważnie.
-Chcę się dowiedzieć, gdzie mogę dowiedzieć się więcej na temat tamtego typa. – mówię. Shino kiwa głową. Wie o co chodzi. Już kilka razy byłam u niego po informację. I wie dlaczego robię to co robię.
-Nie masz dość problemów? – mówi i odwraca się, zasiadając do komputera. Po chwili jego palce bębnią o klawiaturę.
-Wiesz, że lubię doprowadzić sprawę do końca. – mówię, choć nie jest to do końca prawdą. Gdybym chciała mogłabym to rzucić, wiedząc, że zabiłam tego mężczyznę. Wtedy byłabym spokojniejsza i może wyjechałabym z Tokio na zawsze. Kusząca perspektywa.
-Nie mogę nic więcej ci powiedzieć, co sama wiesz. – odzywa się czarnooki, wyrywając mnie z zamyśleń. Kiwam sztywno głową, niepocieszona. – ale… - Uwielbiałam, gdy tak mówił. Coś wiedział. – Jest taki klub. – mówił ostrożnie. – Nie mów nikomu, że to ja Ci powiedziałem.
-Pewnie, że nie. Nie zdradzam swoich Informatorów. – syknęłam zirytowana. Kiwnął głową.
-W dzielnicy Kanto jest taki klub ‘Kokoro’ lub ‘Shinichi’ już dokładnie nie pamiętam. – Marszczę brwi. -  Na pewno go zauważysz. Wokół niego kręci się dużo ludzi. Ponadto nad drzwiami wisi duży, czerwony szyld, nie sposób go przeoczyć.
-Co to ma do rzeczy? – pytałam już trochę wściekła. Shino nie wyraża się w dość jednoznaczny sposób.
-Znajdziesz tam kogoś. Nie znam jego imienia ale wiem, że rządzi tą speluną i nie tylko.  – mówił interesująco. -  Będzie to brunet o czarnych, długich włosach. – zakończył swoją wypowiedź. Stałam i myślałam nad tymi informacjami. Nie było ich wiele ale lepsze ten trop niż wcale.
-Będzie chciał ze mną rozmawiać? – spytałam. Aburame spojrzał na mnie w milczeniu.
-Musisz go odpowiednio zachęcić. – Zrozumiałam jego sugestie. Kiwnęłam głową.
-To dzięki. – Pożegnałam się i wyszłam z jego domu. W drzwiach minęłam się z jego matką, która długo mi się przyglądała.  Nie interesowało mnie jej natrętne spojrzenie, miałam na głowie inne sprawy.  


Około południa znalazłam się w swoim mieszkaniu, które mieściło się w dzielnicy Okori. Westchnęłam i rzuciłam płaszcz na krzesło w kuchni. Podeszłam do kuchenki i postawiłam czajnik na gazie. Wyjęłam z małej szafki zielony kubek i wrzuciłam saszetkę herbaty. Po czym postawiłam na blacie stołu. Skierowałam się do sypialni a dokładnie do szafy. Otworzyłam mebel i przyjrzałam się jego zawartości. Spoglądam na ubrania wiszące na wieszakach. Zaczęłam je przeglądać i zastanawiałam się, co włożyć. Żadne z ubrań, które posiadałam nie nadawało się do klubu. Przeważnie były to spodnie bądź rybaczki a także bluzy z długim rękawem i kapturem. Musiałam przyznać, że mam zły gust. Już prawie pogrążyłam się w rozpaczy, gdy przypomniałam sobie o prezencie od Hinaty - mojej przyjaciółki. Uradowana zaczęłam przeszukiwać dno szafy, aż w końcu natrafiłam na fioletowe pudełko. Wyjęła je ostrożnie  i położyłam na łóżku. Uśmiechnęłam się. Usłyszałam gwizdek toteż szybko pognałam do kuchni i wyłączyłam palnik. Postawiłam gotową herbatę na stole, po czym sięgnęłam po krakersy. Nie byłam zbytnio głodna, gdyż zjadłam późne śniadanie. Usiadłam na drewnianym krześle i ugryzłam kawałek krakersa.   Spojrzałam przez okno i zauważyłam kilka szarych chmur. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie padać.


-To tutaj. –mówię taksówkarzowi, wtykając mu w rękę plik pieniędzy. Mężczyzna zatrzymuje się przy krawężniku. Wychodzę z samochodu a on odjeżdża z piskiem opon. Patrzę jak auto znika za rogiem.  Kręcę głową i poprawiam czarną sukienkę. Była trochę za ciasna  i podkreślała moje kobiece kształty. Niezrażona dziwnym zachowaniem kierowcy szłam powoli na czarnych szpilkach w stronę klubu. Dostrzegłam go, za nim zauważyłam kręcących się nieopodal ludzi. Nad drzwiami wisiał neonowy, czerwony napis Shinichi i podobiznę lisa, który trzyma w ręku papieros.
-Szalenie oryginalne. – mówię i kieruje się do drzwi. Nagle zatrzymuje się, widząc znaną mi sylwetkę. Uśmiecham się ironicznie, widząc Kibę z dwiema dziewczynami. Chłopak uśmiechał się uroczy a one śmiały się wdzięcznie z jego kawałów. Przewróciłam oczami. Czarnooki przechodzi obok, lecz niespodziewanie odwraca się w moją stronę, patrząc na mnie w zadumie.
-Sakura? – pyta. Próbuje uśmiechnął się.
-Cześć a zastanawiałam się gdzie zniknąłeś. – mówię z cichą drwiną w głosie. Inuzuka lustruje wzrokiem moją sylwetkę. Próbuje nie drgnąć.
-Haruno, co to za impreza, że wcisnęłaś się w tą kieckę?! – Ignoruje jego sarkastyczny ton. Jego przyjaciółki cicho zaśmiały się.
-Powiedzmy, że przypadkowa okazją. – mówię i zerkam w stronę klubu. Kiba to zauważyła i również spojrzał na budynek. Zmarszczył brwi.
-To nie twoje klimaty. Z resztą nie wiesz w co się pakujesz. – Zdenerwował mnie. Chyba nie myśli, że jestem, aż taka ślepa? Dobrze wiem kim są te lale, które trzymają go za ramiona. Oczywiście, że były to wampirzyce dlatego były tak cholernie ładne, jednak nie miałam ochoty się zdradzać z tą wiedzą. Uśmiechnęłam się sztucznie, bez wyrazu.
-Życzę udanej nocy. – warknęłam przed zaciśnięte zęby. Odwróciłam się pośpieszne i szybko pognałam do kluby, na tyle, ile pozwalały mi buty. Wkroczyłam wolnym krokiem przed drzwi. Do moich nozdrzy dotarł zapach tytoniu i alkoholu zmieszany  z aromatem perfum. Moje oczy dostrzegły grupę ludzi bawiących się i krzyczących niezrozumiale do siebie. Było głośno.  Podeszłam pewnym krokiem do baru i usiadłam na jednym z wysokich, żelaznych krzeseł. Cicho westchnęłam i patrzyłam na tańczące pary, które lubieżnie dotykały się.
-Co podać? – słyszę tuż przy uchu męski głos. Uśmiecham się mimowolnie i odwracam do rozmówcy. Barman był wysoki o szarych włosach i fioletowych oczach. Przyglądał się mi z błyskiem w oku.
-Tak,  poproszę wodę. – Mężczyzna nie skomentował tego wyboru i podał mi szklankę z bezbarwną cieczą. Uśmiechnęłam się w podziękowaniu.
-Jestem Hidan. – Przedstawia się i wyciąga do mnie dłoń.
-Sakura. – Ściskam jego wielką dłoń, jest zimna w dotyku.
-Pasuje do Ciebie. – mówi. – Co taka kobieta jak ty tutaj robi? – pyta od niechcenia choć wiem, że do czegoś pnie. Uśmiecham się, starając się ukryć nerwowość.
-Przyszłam się zabawić. -  mówię i biorę łyk wody, jest chłodna i dobra. Hidan kiwa głową z aprobatą i wyciera brudne szklany, białą ściereczką.  – i kogoś znaleźć. -  dodaje. Szarowłosy podnosi wzrok i patrzy na mnie. Odkłada materiał na bok i pochyla się w moim kierunku, mając dobry widok na mój biust.
-A kogo konkretnie? – pyta.
- Takiego bruneta z długimi włosami i czarnymi oczami. – mówię. Przez chwilę twarz fioletowookiego jest nienaturalnie nieruchoma, po czym na jego twarzy pojawia się nikły uśmiech. Odchyla się ode mnie.
-Znam go. Często wpada do klubu i jeśli chcesz mogę go ci przedstawić. – Uśmiechnęłam się na tą wzmiankę. Poszło łatwiej, niż przypuszczałam.
-Miło by było z Twojej strony. – Barman kiwnął głową i powrócił do obsługiwania klientów. Dyskretnie obserwowałam pomieszczenie. Zauważyłam  ludzi wchodzących i wychodzących z klubu w doskonałych nastrojach.  Dużo myślałam popijając wodę w małych ilościach i zdążyłam zauważyć, że ten klub jest słynny. Ciągle ktoś się kręcił, co rusz widywałam nowe twarze ludzi a jednak budynek nie był przepełniony. Coś mi umknęło. Postawiłam szklankę na blacie i rozprostowałam palce.  Byłam zmęczona tym czekaniem. Przelotnie spojrzałam na zegar. Minęła ósma. Zabawiłam tu prawie godzinę i niestety nie dowiedziałam się nic ciekawego. Westchnęłam, lustrując wzrokiem parkiet. Jedna para dobrze się bawiła, rozbierając się nawzajem. Usłyszałam gwar podniesionych głosów, gdy grupka ludzi weszła do klubu. Zmarszczyłam brwi, obserwując jak nowo przybyli poruszali się z gracją i z zwinnością. Nie zauważyłam twarzy, gdyż w pomieszczeniu panowała ciemność a jedynym źródłem światła były kolorowe neony. Zobaczyłam Hidan'a jak rozmawia z kimś szept potem kiwa głową. Idzie powolnym krokiem w moim kierunku. Próbuje przybrać normalny wyraz twarzy a usta wykrzywiły mi się w uśmiech. Szarowłosy stanął przed mną i wskazał na jeden ze stolików, przy którym siedział mężczyzna. Byłam tego pewna.
-Czeka na Ciebie. – rzekł i zniknął za ladą, czyszcząc szkło. Kiwnęłam głową i skierowałam się w kąt sali. Szłam, kołysząc lekko biodrami. Szłam, wpatrując się w mężczyznę. Shino dobrze go opisał. Miał długie czarne włosy i węglowe oczy. Jego twarz była blada a na policzkach zauważyłam dwie krzywe linie. Uśmiechnęłam się, widząc, że mnie obserwuje. Wyglądał na kilka lat starszego ode mnie. Może mnie z dwadzieścia parę lat lecz na pewno nie przekroczył dwudziestu pięciu. Przystanęłam obok stolika a on wstał, odsuwając cicho krzesło.
-Witam. – Przywitał się i pocałował moją dłoń. Usta miał zimne jak sople lodu. Próbowałam się z skrzywić. – Mam na imię Itachi.
-Sakura. – odparłam i oboje usiedliśmy na krzesłach.  Mężczyzna oparł dłonie o blat stołu i patrzył na mnie zaciekawiony.
-Dużo o tobie słyszałem od Hidan'a. – odezwał się nagle. Zaskoczył mnie jego miękki, męski głos.
-Tak a co konkretnie? – spytałam.
- Że jesteś piękna i wcale się nie pomylił. – Uśmiechnęłam się i nieśmiało spuściłam wzrok.
-Dziękuję. – powiedziałam. Siedzieliśmy i patrzeliśmy na siebie. Itachi odezwał się pierwszy.
-To co chciałaś ode mnie? – spytał i zawołał kelnerkę, aby przyniosła wino. Powoli w głowie układałam sobie plan jak to powiedzieć i się nie zdradzić.
-Powiedzmy, że kogoś szukam. – odpowiedziałam, gdy dziewczyna nalewała alkohol do dużych kieliszków. Uchiha powąchał wino, po czym upił mały łyk, delektując się jego smakiem.
-A kogo konkretnie? – spytał.
-Cóż. – rzekłam, zaciskając dłonie na kieliszku. – Szukam takiego typa, który ubiera się w czarne prochowce, ma czerwone oczy i bladą cerę. – mówię i patrzę na bruneta. Jego twarz ani drgnęła. Pił napój.
-Hm. – odstawił kieliszek na stół. – Nie znam nikogo takiego. – Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Po chwili namysłu postanowiłam zakończyć tą szopkę. Pochyliłam się do niego.
-Słuchaj. Wiem, że wiesz kim jest ta nędzna kreatura więc nie mydl mi oczu.
-Skąd ta pewność? – pyta, nalewając sobie wina. Zaciskam usta. Uśmiecham się lekko.
-Bo jest pijawką tak ja ty. – mówię. Czarnooki zaśmiał się cicho i dźwięcznie jakbym powiedziała żart. Odchylił się na krześle i patrzył na mnie rozbawiony.
-Muszę przyznać, że jeszcze nikt nie powiedział mi tego prosto w oczu.
-Cieszę się, że to byłam ja. – warknęłam.
-Powiedz mi, dlaczego mam Ci widać jednego z moich poddanych?
-Bo jeśli nie nadal będę zabijać twoich sługusów.
-Hm…
-Zawrzyjmy układ. – mówię w końcu.
-A to ciekawe.
-Jeśli wydasz mi tego szczura to ja już nie będę zabijać wampirów.-  powiedziałam i czekałam na jakąkolwiek reakcje z jego strony.
-To za mało. -  mówi. Spojrzałam na niego.
-A co byś chciał? – spytałam. Wampir nie odpowiedział. W jego oczach czaił się mrok, który gęstwiła z każdą chwilą.
-Ciebie. – Krótka, treściwa odpowiedź mnie zaskoczyła. Drgnęłam niespokojnie. Patrzyłam na Itachi’ego lecz myślami byłam daleko. Chciałam odmówić i wyjść stąd, lecz nie potrafiłam. Tak blisko byłam celu i mogłam go stracić. Jeśli odmówię brunetowi nie puści pary z ust. Ba! Zapewne ostrzeże tego szczura i zaszyje się w najciemniejszej norze i możliwe, że nigdy go nie znajdę. Wiem, że jestem dobra i to bardzo, ale nie dam rady odszukać wampira. Co miałam zrobić? Poddać się woli tego wampira czy na raz stracić może ostatnią szanse pomszczenia rodziców? Bo przecież po to żyłam? Żeby zabić mordercę i uwolnić się od obietnicy, którą złożyłam dawno temu. Czy było warto? Uchiha przyglądał mi się i nie zauważył, że jestem wewnętrznie rozdarta. Zaciskam dłoń i czuje jak paznokcie wbijają mi się w skórę.
-Zgadzam się. – Wypowiedziałam te słowa tak po prostu. Brunet uśmiechnął się. Wyciągnął do mnie dłoń a ja od razu ją uścisnęłam. Choć czułam, że źle robię.
-To świetnie. Wiedziałem, że się zgodzisz Zabójczyni.

*
Druga część za nami.

Etykiety:

FugaMiko (4) Hinata (1) Itachi (7) ItaSaku (55) ItaSasu (1) KakaAnko (1) KakaSaku (2) MadaSaku (2) MadaSakuIta (2) Minakushi (2) Naruto (1) Sakura (8) Sasosaku (2) SasuIno (1) Sasuke (5) SasuSaku (2) yaoi (1) Zamówienie (25)
layout by Sasame Ka