wtorek, 30 lipca 2013

Sztuka miłości (ItaSaku) cz.5

6 komentarzy:
          IV



            Gdy tylko weszłam pod prysznic, to poczułam się jak w raju. Ciepła woda niosła ze sobą niesamowite ukojenie. Miałam bardzo silne wrażenie, że wraz z brudną wodą odpływają też wszystkie moje problemy. Niestety, gdy tylko zawinęłam się miękki w ręcznik, który leżał na pobliskiej półce, to zupełnie nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Ten kończący się dzień, a być może już kolejny, przyniósł ze sobą wiele kłopotów. Miałam tylko przepytać Naruto, a skończyło się na tym, że wylądowałam w jakimś nieznanym mi motelu z chłopakiem, którego jeszcze dzień temu uważałam za prześladowcę.
            Teraz kompletnie nie wiedziałam, co o nim myśleć. Itachi sam się przyznał, że nie miał dobrych zamiarów. Podpalił mi przecież dom. Przez ostatnie dwa miesiące chciał mnie zabić! A teraz? Ratuje mnie przed nasłanymi na mnie ludźmi, opowiada mi historię mojego ojca, po czym okazuje się, że wcale go nie znam. On chyba wie o mnie wszystko. Tylko, dlaczego mnie nie zabił? Wcześniej tłumaczył się tym, że pokochał przerysowywać mnie na papier. Ale później przyznał się też do tego, że mam coś, na czym zależy wielu osobom. Tylko, co? Dlatego, do cholery, każdy wie o mnie więcej, niż ja?!
            - Sakura? Wszystko w porządku? – Zapytał, wyrywając mnie z zadumy. Jego głos wydawał się być zmartwiony.
            - Tak. Zaraz wyjdę – Odparłam szybko, żeby nie trzymać go w niepewności.
            Chwilę później sięgnęłam po czarną koszulę, którą otrzymałam od Uchihy. Miała jeszcze metkę. Widocznie kupił ją całkiem niedawno. Gdy ją założyłam to odetchnęłam z ulgą. Była tak wielka, że z łatwością zasłaniała mi niemal całe uda. To było dla mnie bardzo ważne, bo przecież miałam przespać noc obok faceta, z którego tak naprawdę poznałam dopiero dzisiaj. Czułam się trochę dziwie w tej koszuli, bo nigdy nie miałam na sobie czegoś tak wielkiego. Miałam wrażenie, że przez to wyglądałam jeszcze drobniej. Po chwili podeszłam do lustra i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Nie wyglądałam tak koszmarnie, jak wcześniej. Teraz moja twarz, mimo kilku zadrapań, wyglądała o wiele żywiej.
            Gdy wyszłam z łazienki to Itachi siedział na krześle i trzymając w ręce szkicownik drugą bardzo szybko coś kreślił. Nie chcąc mu przeszkadzać cicho zamknęłam drzwi i położyłam się na łóżku.
            - Co znowu rysujesz? – Ciekawość nie dawała mi spokoju. Długo zwlekałam z jakimkolwiek pytaniem, bo Itachi, który siedział samotnie na drugim końcu pokoju był zupełnie innym niż ten, który żądał pocałunku za koszulkę. Sprawiał wrażenie, jakby znalazł się w zupełnie innym świecie. Jego oczy były tak żywe. Robił to, co kochał. Rysował.
            - O, już jesteś – Szybko zamknął szkicownik, gdy ujrzał mnie na łóżku. Po tym schował go do plecaka, z którego wyczarował dla mnie koszulę i usiadł na łóżku. Wtedy zauważyłam bandaż na jego ręce i przypomniałam sobie o kuli, która go drasnęła.
            - Może ci pomóc? – Odruchowo zapytałam. Bałam się przez moment, że wda mu się zakażenie i po prostu będzie go to bolało, ale spokojnie mi odmówił.
            - Muszę dokończyć ci to, co zacząłem w samochodzie. Musisz być świadoma, w jakiej jesteś sytuacji. Tylko… - zawahał się – To nie będzie miłe.
            - Mów. W końcu po to dzisiaj się u mnie zjawiłeś. – Ponagliłam go.
            - Wczoraj – Poprawił mnie szybko i posłał mi uśmiech, którego tym razem nie odwzajemniłam. Cholernie bałam się tego, co ma mi do powiedzenia. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że jego słowa zabolą.
            - Gdy razem z rodzicami wprowadziłaś się do nowego mieszkania zaraz po pożarze, to Danzo chciał się was pozbyć. Jednak mój ojciec uważał, że należy zająć się tylko twoim ojcem, a ciebie i matkę zostawić, bo o niczym przecież nie wiedziałyście. Po co miał was karać za coś, o czym w ogóle nie miałyście pojęcia? Jednak Danzo nie odpuszczał. Jak dobrze pamiętasz, że twój ojciec miewał się dobrze, dopóki mieszkałaś w Kusano. Cała ta sytuacja dopiero rozpoczęła się wtedy, gdy wyjechałaś do Tokio. Wtedy ludzie Danzo odkryli, że pieniądze, które rzekomo wydał twój ojciec ciągle są na zagranicznym koncie bankowym. Od razu go zgarnęli i po kilku ciężkich dla niego dniach powiedział, że to ty jesteś hasłem.
            - Mój ojciec nie żyje, tak? – Roztrzęsiona przerwałam mu. Wcześniej brałam to pod uwagę, jednak cały czas istniała we mnie nadzieja, że może uciekł, albo jest w szpitalu. Wolałam przez całe życie go nienawidzić za to, co zrobił niż teraz rozpaczać po jego śmierci. Ręce strasznie mi się trzęsły. Gdy tylko to zauważyłam, to oblałam się potwornym rumieńcem. Chciałam, żeby Itachi tego nie zauważył i zamierzałam schować je pod kołdrą. Nie chciałam wyjść na histeryczkę. Nie zdążyłam. Uchiha, jakby mi współczując złapał mnie delikatnie za dłonie, i pocieszając zaczął je gładzić. Po chwili zdecydował się jednak złapać mnie mocniej i przeciągnąć do siebie. Nie sprzeciwiłam się. Gdy poczułam ciepły uścisk bruneta, to od razu zrobiło mi się lepiej. Uspokoił mnie tym i po raz kolejny zadziwił. On faktycznie to chodząca zagadka. Naruto miał rację – go nie da się przewidzieć.
            - Tak, nie żyje. Twoja matka też dowiedziała się o tym całkiem niedawno. Jednak dla niej też nie ma już ratunku. – Dodał cicho.
            - Dlaczego?
            - Bo wie, co kryje się za tobą jako hasłem. Nie zdradziła tego, dlatego Danzo uznał, że jej również należy się pozbyć.
            Walcząc z napływającymi łzami próbowałam zrozumieć sens tego wszystkiego. Ojciec okazał się oszustem, a moja mama, chroniąc mnie, nic nie wygadała, ale dzięki temu zginie i celem stanę się ja. To wszystko jest okropne! Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że Itachi zamilkł i uważnie mi się przygląda. Zauważyłam, że był lekko zmieszany i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Nie należał raczej do osoby, która wie, jak postępować z rozhisteryzowanymi dziewczynami. A może się myliłam? Może doskonale wiedział, co robić?  
            - Sakura. Nie ma sensu walczyć ze łzami, bo masz do nich prawo. To tak, jakbyś pozbywała się cząstki siebie. – Przytulił mnie mocniej. A jednak wiedział, co robić. On jest naprawdę niesamowity. Chwilę później łapiąc się mocniej za jego koszulkę wybuchałam płaczem.




            Płakałam dość długo. Na tyle, żeby większość koszulki Uchihy była mokra od moich łez. Nie pamiętam jednak, kiedy zasnęłam, ale muszę przyznać, że spało mi się naprawdę dobrze. Rano, gdy się obudziłam, Itachiego nie było w pokoju. Za to na łóżku leżała reklamówka, a przy niej kartka.

Rano byłem w sklepie. W reklamówce jest jedzenie. Zjedz śniadanie i nie wychodź z pokoju.

             Gdy tylko zajrzałam do reklamówki, to poczułam przyjemny zapach drożdżówek. Od razu zaburczało mi w brzuchu. Szybko wyjęłam kilka, po czym zaczęłam zaczęłam się nimi zajadać i rozmyślać, co czeka mnie dalej. Najbardziej intrygowało mnie hasło. Hasło, którym jestem. Moi rodzice nigdy nie wspominali mi o żadnym haśle. Jeśli byli pewni, że dzięki temu będę bezpieczna, to byli w błędzie. Dzięki ich pomysłowi będę ścigana tak długo, aż je wygadam. Z miłą chęcią powiedziałabym, jak ono brzmi, ale przecież go nie znałam.
            Nagle drzwi z łazienki się otworzyły i wyszedł Itachi. Więc był w łazience? Dobrze, że nie wpadłam na pomysł, żeby tam wejść.
            Gdy spojrzałam na Uchihę to zakrztusiłam się drożdżówką, którą właśnie jadłam. Był w samych bokserkach. Niezbyt przejmując się moją obecnością sięgnął po spodnie i leżącą dalej koszulkę.
            - Wyjeżdżamy dzisiaj w nocy. – poinformował mnie po chwili i zaczął się ubierać. A ja, lekko zarumieniona, z ciekawością gapiłam się na jego umięśniony tors. Zawsze miałam słabość do tej części ciała u mężczyzn. Ujawniało się to najczęściej wtedy, gdy razem ze znajomymi wybierałam się na basen. Tam bez skrępowania razem plotkowałyśmy i obserwowałyśmy wysportowanych chłopaków, którzy co chwilę wchodzili i wychodzili z basenu, jakby chcąc, żeby to na nich skupiła się cała uwaga. Ale teraz trochę głupio było mi obserwować tak Itachiego. Raczej nie należał do tego typu mężczyzn. I mógł się później przez to na mnie odegrać, co było bardzo możliwe.
            - A co ty zamierzasz robić tutaj cały dzień? – Zdziwiłam się. Z miłą chęcią wróciłabym do samochodu i wyjechała jak najdalej stąd.
            - Muszę przemyśleć, gdzie dalej pojedziemy. Poza tym, skoro mamy okazję odpocząć jeszcze te kilka godzin, to nie ma sensu z tego nie skorzystać. Czeka nas długa droga. Chyba, że wcześniej nas złapią. – Odpowiedział. Po chwili, jakby przypominając sobie o czymś spojrzał na mnie i zmarszczył brwi – A czy przypadkiem kołdra nie miała być moja? Tak się składa, że nie dość, że mi ją całkowicie zabrałaś, to jeszcze rozwaliłaś się na całym łóżku – Dodał z udawanym wyrzutem. A mi włączył się alarm, że Uchiha zaczyna coś kręcić i nie idzie to w tę stronę, co powinno. W tej jego gierce byłam z góry na straconej pozycji. Dobrze pamiętam, jak powiedziałam, że mogę nawet spać na ziemi.
            - Ech… No jakoś tak wyszło, że jednak spałam na łóżku. Ale w końcu sam mówiłeś, że musimy się porządnie wyspać, dopóki możemy – broniłam się.
            - To ty się wyspałaś, a ja nie – Ciągnął temat dalej. – Hmm… Jeśli chcesz, żebym się od ciebie w końcu odczepił i ci tego nie wytykał, chociaż to naprawdę fajna zabawa, to mogłabyś mi pomóc w pewnej rzeczy. Obiecuję, że się odczepię.
            - Wczoraj obiecywałeś mi, że po rozmowie całkowicie znikniesz z mojego życia – Burknęłam – A w tej chwili jestem z tobą w jakimś motelu.
            - Robię to dla twojego dobra. No chyba, że chcesz, żebym zawiózł cię z powrotem do twojego mieszkania. Tylko nie wiem, czy zdążylibyśmy tam dojechać.
            - Dobra. Czego chcesz tym razem? Nie ma mowy o całowaniu!
            Itachi widząc moją złość uśmiechnął się i wyjął szkicownik z plecaka. Szybko zaczął wertować kartki i gdy znalazł to, czego szukał, odwrócił szkicownik w moją stronę. Zobaczyłam tam siebie na zajęciach. Pozowałam wtedy w bieliźnie. Dziwne, że ten szkic nie był dokończony. On chyba nie zamierza go…
            - Dzisiaj w nocy zacznie się kolejny niebezpieczny pościg. Nie wiem, czy uda mi się przetransportować cię w bezpieczne miejsce, a nawet, jeśli, to obiecałem ci, że zniknę z twojego życia. Dlatego chciałbym dokończyć to, co zacząłem. Mam nadzieję, że się zgodzisz.
            - Nie ma mowy! Nie będę pozowała dla ciebie w bieliźnie! Na uczelni rysuje mnie wiele osób i…
            - Ale ja będę jeden. Nie boisz się pozować przy tak wielu osobach, a boisz się przy jednej? – Zdziwił się mocno.
             Ach, oni czasem naprawdę nie myślą.
            - Ja się ciebie nie boję. Po prostu… będę się krępować. – Odparłam ciszej i poczułam, że się rumienię.
            Uchiha zaśmiał się słysząc moje słowa. Kręcąc głową przybliżył się.
            - A co niby jest we mnie krępującego? Jestem tylko zwykłym studentem, który chciałby dokończyć szkic. Nie jestem zboczeńcem.
            Co jest w tobie krępujące? Wszystko! Twój uśmiech, twoje spojrzenie… Ale przecież mu tego nie powiem...
          - Chyba, że chcesz mnie pocałować za wczoraj i dodatkowo za dzisiaj. – Zaproponował tajemniczo się uśmiechając. – To jak? Co wybierasz? 

poniedziałek, 29 lipca 2013

Kolorowe wspomnienia (część 4) [FugaMiko]

3 komentarze:


DEDYKACJA DLA ZAMAWIAJĄCEJ KATE VON AGE
PT: „Kolorowe wspomnienia” cz. 4


Obróciłem się z zamiarem zobaczenia osób, która zagościła u nas. Zdziwiłem się widząc mojego starszego syna z zimnym wyrazem twarzy. Spojrzałem na altanę z lekkim uśmeichem.
-Wspomnienia tatko? One chyba są najpiękniejsze. – stanął obok mnie wpatrując się w altanę. Byłem ciekawy po co takiego przyszedł? Zauważyłem, że trzyma w dłoni dokumenty, które z pewnością zapomniał wziąć za pierwszym razem – Tam poznałem Sakure. – westchnął. – Pamiętam jak się nie lubiliśmy, ale jakoś tak wyszło, ze się w sobie zakochaliśmy choć tego nie popierałeś.
-Wybacz. – powiedziałem – Nie sądziłem, że będzie dobrą żoną. Dlatego przepraszam cię jak najmocniej, w końcu to ona dała ci szczęście. Nie tylko też szczęście, ale i potomstwo.
-Obawiałem się tego. – spojrzałem an niego nie wiedząc o co chodzi – że będzie dzieci nienawidził tak jak Sakury. Ona nic nie zrobiła, ale i tak jej nie lubiłeś za to, że chciałem pojąć ją za żonę. To Ino traktowałeś trochę lepiej, wiem, że twoje przeszłość miała z tym związek. Podążałeś za wskazówkami dziadka, ale te czasy już minęły.
-Mylisz się, Itachi. Nie traktowałem was tak jak on mnie, traktowałem was trochę lepiej, ale to nie tłumaczy mojego zachowania względem Was, w końcu wywierałem na was presje co czasami nie kończyło się dobrze. Sakura przyjmowała moją krytykę, a można powiedzieć, że chciałem ją wyrzucić z tej rodziny. – westchnąłem ciężko – Teraz wiem, że popełniłbym błąd. Sasuke tak samo kocha Ino jak ty swoją małżonkę.
-Czyżbyś przyznawał się do błędu? Ojcze ja sam z początku nie wiedziałem czy dobrze robię, wiesz jaki miałem dystans do kobiet. Z początku myślałem, żę się na mnie rzuci i zacznie zadawać pytania, ale ona zamiast tego milczała co mnie zaczęło denerwować. Nie odzywała się do mnie jak pozostali, była wredna.
-Często słyszałem wasze kłótnie, sądziłem, że z tego nic nie wyjdzie. Myliłem się. Kto się czubi ten się lubi, czyż nie synu? – odwrócił spojrzenie w bok, a na jego policzkach wystąpiły malutkie rumieńce. – Tylko jestem ciekawy jak to było z waszym pierwszym razem.
-Ojcze! – podniósł głos, a ja mimo woli zaśmiałem się jakby to było coś lekkiego. Nie widzieli mego uśmiechu od bardzo wielu lat, ulżyło mi, gdy Sakura wybaczyła mi moje poczynania.
-Przyszedłeś ze mną porozmawiać, czy jeszcze z Sakurą jesteś?
-To ona mnie wysłała, powiedziała abym tak się nie odnosił do własnego ojca bo mam tylko jednego i nikt go nie zastąpi, nawet jak będzie traktował nas jak  kogoś nieznajomego.
-Tak powiedziała?
-Nie, ale z tego to wywnioskowałem. Ona troszczyłaby się o ciebie jakbyś ją bił. Jest kobietą, która uwielbia pomagać ludziom. To chyba u niej lubię najbardziej, nie ważne czy ktoś ją zaatakuje to zawsze będzie się opiekować. – spojrzałem na gwiazdy, które świeciły jasno.
-To dobrze. – powiedziałem do syna.
-Dobra, musze do niej jechać, ale ty idź do matki bo na ciebie czeka. Widziałem jak paliło się światło, chyba znowu coś czyta aby zabić czas. Do zobaczenia wkrótce. – odszedł. Zszedłem do ogródka wchodząc do altany, gdzie zauważyłem dwa inicjały, lecz nie moje i Mikoto tylko syna i synowej. Byłem zadowolony, że także tutaj spędzali czas!
Usiadłem wpatrując się w przestrzeń. Uchwyciłem główkę róży myśląc o Mikoto w czasie liceum. Nie mogłem tego zrozumieć dlaczego jestem tak terroryzowany przez własne wspomnienia. Powinienem o tym zapomnieć skoro powinienem naprawić wszystkie złe chwile spędzone z własną rodzinką.
Westchnąłem wpatrując się w główkę róży.
Gdybym mógł wszystko naprawić i cofnąć cały czas i krzywdy jakie wyrządziłem ludziom to zrobiłbym wszystko. Teraz nie mam takiej możliwości do wykonania. Wstałem odchodząc w stronę sypialni, w której czekała na mnie Mikoto. Przystanąłem na schodach patrząc na rodzinny portret, gdzie Sasuke był jeszcze niemowlęciem, a Itachi miał dobre siedem lat? Te czasy mało kiedy wrócą, ale dalej było małe zdjęcie z moją i Mikoto fotografią  z czasów liceum, jak poszliśmy na bal.




Stałem przed lustrem w swojej sypialni szykując się na bal. Nie zaprosiłem nikogo, ale idę by moi kumple nie czuli się samotni. Nie wiedziałem nawet czy będzie moja luba, a bardzo tego chciałem. Nie było jej od wielu tygodni w szkole i nikt nie wiedział co z nią się dzieje, tylko dyrektorka została o wszystkim poinformowana. Nie wiedziałam co mam zrobić, bo w końcu jak szedłem do niej jej ojciec mówił, ze to rodzinne sprawy i taki gówniarz jak ja nie musi się wtrącać. Ona mnie niby nie potrzebuje!
Jej ojciec dla biznesmenów sympatyczny, a  dla swojej rodziny? Nie jest wart tego by była z nim córka, tak jak ze mną ojciec. Tylko zajmują się sobą, może są przyjaciółmi, ale nie traktują tak siebie jak powinni.
-Fugaku. – usłyszałem zimny głos ojca. Spojrzałem na niego z jeszcze większym zimnem. Każdego tym obdarzałem, a w szczególności jego osobę. – Dokąd się wybierasz? Wyraźnie ci mówiłem, że dzisiaj jest przyjęcie w firmie i idziemy wszyscy razem.
-Nie. – powiedziałem. – Powiedziałem ci już, że nie pójdę na przyjecie do firmy. Idę na swoją imprezę, jeśli tego nie zrozumiesz to trudno. Nie będę na każde skinienie twojego palca. – powiedziałem do niego. Obróciłem się i poczułem ból na policzku.
-Jesteś Uchiha! Masz robić co ci każę! – uchwycił mnie ciągnąc. Wyszarpałem się z jego mocnego uścisku.
-Nie! Powiedziałem swoje, sam załatwiaj swoje sprawy. Idzie z Toba matka, to wystarczy. – zatrzasnął za sobą drzwi i usłyszałem kliknięcie. Zamknął mnie. Pociągnąłem za klamkę. – Otwieraj!! – krzyknąłem uderzając o drzwi. Nic nie powiedział. Chciał dać mi karę za nieposłuszeństwo, ale ja sam zrobię go w konia i ucieknę jakimś sposobem. Otworzyłem okno widząc wyjeżdżającą limuzynę. Musze pójść do Mikoto, a może przyjdzie? Nie dała mi znaku życia przez długi okres czasu!
Wymacałem w kieszeni pudełko. Było cały czas, już sam nie wiem czy to dobry pomysł. Mam dopiero dziewiętnaście lat, ale trzeba myśleć o wszystkim w przód! Nie mogę tego wszystkiego zepsuć w takich chwili, jeśli się nie pojawi sam do niej pojadę. Zszedłem po drabince, gdzie wił się bluszcz. Ojca już nie było, więc poprosiłem szofera aby mnie podwiózł do szkoły. Nie prawił monologu, ale wykonał swoją pracę!
Znalazłem się pod szkołą, do której wszedłem. W Sali zauważyłem kumpli i kobiety z naszej klasy,  ale jej nigdzie nie było. Rozglądałem się, ale nie mogłem dostrzec Mikoto. Chciałem by przyszła, ale czy to się uda? Oby się ojcu przeciwstawiła. Ona prawdopodobnie też miała się pokazać na przyjęciu w firmie. Jestem tylko ciekawa co wybierze!
-Szukasz jej? – usłyszałem glos przyjaciela – jej przyjaciółka powiedziała, że się nie pojawi. Miała iść do twojej firmy na spotkanie. W sumie to chyba lepiej, w końcu i tak nigdy do tej klasy się pasowała. Wyróżniała się, była…
-Wyjątkowa. – powiedziałem. Tak, dla mnie była wyjątkowa, i tylko ona mogła mnie zrozumieć. Nikt poza nią, jeszcze moja matka. Zakochałem się w niej i okazywałem jej wszystkie uczucia jakie we mnie siedziały od samego początku.
Czas płynął nieubłagalnie. Stałem popijając pącz z lekkim zażenowaniem patrząc na wejście z balonami. Wszyscy dobrze się bawili, ale ona nie pojawiła się. Tylko na nią czekałem, pragnąłem by zjawiła się u progu i uśmiechnęła się w moją stronę. Tak jak teraz! Jej długa ciemnego granatu suknia sięgała do samej ziemi podkreślając jej figurę. Mam zwidy?
Spojrzała na mnie uśmiechając się delikatnie. Do niej ktoś coś powiedział. To nie zwidy? Ona naprawdę tutaj jest? Kumple popchnęli mnie śmiejąc się ze mnie. Wiedzieli, że za nią przepadam. Znalazłem się naprzeciwko niej.
-Mikoto.
-Fugaku. – powiedziała – jestem tylko na chwilę, mój ojciec… - uchwyciłem jej nie pozwalając do kończyć i razem szliśmy na dach, gdzie chciałem zrobić najważniejszy krok w swoim życiu. Mieliśmy splątane ze sobą dłonie. Po chwili znaleźliśmy się na dachu. – Wiesz mój ojciec się wścieknie, gdy się dowie.
-Mój też, wymknąłem się. – uchwyciłem ją za policzek. Uchwyciła moją dłoń uśmiechając się przy tym. – Dlaczego nie dawałaś znaku życia? Czy wiesz jak się martwiłem o ciebie?
-Nie dawałam znaku? Dawałam, dziwiłam do Was, ale twój ojciec mówił, że nigdy nie masz czasu bądź cię nie ma, więc przestałam dzwonić po tygodniu. Było parę spraw, które musiałam załatwić dlatego pod koniec nie pojawiałam się w szkole. W dodatku byłam u mojej starszej siostry z prośbą o pomoc z ojcem. Chciał bym wyszła za mąż za starszego o dwadzieścia pięć lat mężczyznę. Nie zgodziłam się, o kocham kogoś innego.
-Ach tak. – powiedziałem z goryczą. – Lepiej chodźmy w takim razie na dół.
-Nie chce tam iść, ty mnie nie rozumiesz prawda? Wiem, że nie pałaliśmy do siebie sympatia, ale… - zauważyłem, że się rumieni coraz bardziej. – ale ja cię kocham Fugaku. Wiem, ze to dziwne, ale pokochałam cię. 
-Mikoto, to…
-Wiem, ze ty mnie nie kochasz, ale musiałam to powiedzieć. Mam dosyć ukrywania przed całym światem, że zakochałam się  w Tobie bo to za bardzo boli. – powiedziała do mnie. Uchwyciłem ją za policzki całując delikatnie usta. Z początku nie mogła uwierzyć, ale później było całkiem inaczej.  Oddała delikatny pocałunek.
-Ja też.
-Co? – zapytała delikatnie
-Też cię kocham, jesteś dla mnie całym światem. – powiedziałem. Za chwilę północ i zacznie się przedstawienie. Uchwyciłem ja i stanąłem przy barierkach by patrzała na fajerwerki. Odeszłam od niej parę kroków. Otworzyłem małe pudełko. Usłyszałem świst i wystrzały wszystkie w jednym momencie.
-Mikoto… - przeczytała na głos, kolejny świst – Czy wyjdziesz za mnie? Fu.. – obejrzała się za siebie i stanęła jak wmurowana widząc mnie klęczącego przed nią. Po jej policzkach spłynęły łzy zakrywając usta. Petardy dawały o sobie znać.
-Więc, wyjdziesz za mnie? Uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi? – czekałem na jej odpowiedź.
-T-tak. – powiedziała. Wsunąłem na jej serdeczny palec pierścionek wstając. Uchwyciłem ja ścierając słone krople. Drzwi z trzaskiem się otworzyły, nawet nie zwróciliśmy na to konkretnej uwagi. Ucałowałem jej usta, tak jak ona moje. Chcieliśmy być tylko we dwoje. 




Uśmiechnąłem się odchodząc w stronę sypialni. Gdy wszedłem zauważyłem Mikoto stojącą przy oknie. Obróciła się do mnie z lekkim uśmiechem na ustach. Nigdy nie wiedziałem by była przeciwko mnie, choć kłóciliśmy się. Moja żona była bardzo popularna wśród płci przeciwnej. Nie wiem czy miałbym kiedykolwiek szansę, gdym w tamtym momencie ją zignorował. Podszedłem do niej trzymając za dłonie.
-Mikoto.
-Tak?
-Dziękuję za wszystko co dla mnie robiłaś i robisz. – uchwyciłem za policzek całując wolno w usta. Była dla mnie wszystkim, dała mi także potomstwo, które wyrosło na wspaniałych ludzi z rodzinami,  a także dziećmi.
-Fugaku, zawsze będę z tobą. Od liceum do siebie jeszcze bardziej się zbliżyliśmy, może nie popierałam niektórych rzeczy. Miałeś w głowie pracę, ale dorobiliśmy się dwójki dzieci, którzy nie maja oleju w głowie. Ich żony są takie same, wybrali mądrze. Sakura jest rozsądna i cię zawsze ceniła choć  traktowałeś ją niegrzecznie. A Ino kocha wszystkich, i nie przejmowała się co o niej mówisz. – patrzałem na nia – Pamiętasz jak kiedyś wylądowałeś w szpitalu? Myślałeś, ze to ja wezwałam karetkę, pomyliłes się. W domu była tylko Sakura i Ino., to one ci pomogły. Utwierdzałem cię w tym, ze to byłem ja, bo one mnie o to poprosiły.
-Dlaczego?
-Bo powiedziałbyś, że nie potrzebowałeś ich pomocy. Sam byś sobie poradził, dlatego to Sakura błagała mnie abym nic nie mówiła. Może nawet lepiej, ze tak się stało. Zawsze traktowała cię jak ojca, ale cóż… - przytuliłem ją do siebie.
-Wiem o tym. – powiedziałem do niej cichu – Nie potrafiłem dlatego jej traktować jak córki, ona dałaby za dużo miłości. Musiałem mieć do niej dystans. Straciła szybko ojca, dlatego chciała mnie mieć za ojca.
-Wiedziałeś, wiec czemu tak ja traktowałeś?
-Chciałem sprawdzić jej wytrzymałość psychiczną, lecz sam na tym ucierpiałem. Mój syn ma do mnie żal a drugi jest zły za to jak je traktowałem. Nie wiem czy cokolwiek zmienię, w końcu zawsze podejmowałem złe decyzje.
-Nie prawda. Jesteś moim ukochanym i zawsze w ciebie wierzyłam. – uchwyciła mnie za policzki całując delikatnie usta. Uchwyciłem ją za biodro przyciągając do siebie. Teraz czas był po naszej stronie, mogliśmy jeszcze jeden raz zaszaleć tylko we dwójkę.
-Mikoto, kocham cię całym swoim sercem. – uśmiechnęła się i zajeliśmy się sobą. Dzisiejszy dzień był i jeszcze będzie pełen wrażeń, w końcu mam swoją ukochaną u swojego boku i na nikogo bym już jej nie zamienił. Jest moim skarbem nad skarbami, który chcę chronić!

The End


Tak moim drodzy tej partówki jest już koniec i mam nadzieję, że się podobało. Mam nadzieje, że zamawiająca jest z niej zadowolona. Biorę się za następną, którą znaczne jeszcze dzisiaj pisać. Mam nadzieję, że nie będziecie musieli czekać na nią długo.
W zakładkach jest nowa pod strona pod nazwą „SPIS JEDNOPARTÓWEK” gdzie możecie znaleźć każdą partówkę jaka napisała wasza ulubiona autorka!
Pozdrawiam ciepło, Kimi-san

niedziela, 28 lipca 2013

Sztuka miłości (ItaSaku) cz.4

2 komentarze:
           


              - Czy ty mi sugerujesz, żebym zamieniła się z tobą miejscami i kierowała samochodem? – Wolno zapytałam Itachiego – Oszalałeś?! – Dodałam chwilę później jakby dopiero rozumiejąc, o co chodzi – Ja nas zabiję!
            Pomysł, choć dobry, nie miał sensu w praktyce. Ręce tak trzęsły mi się ze strachu, że nie mogłabym opanować kierownicy. I myśl o tym, że kilka metrów za nami gonią nas ludzie chcący mnie zabić tylko pogarszała sytuację.
            - Nie dam rady, Itachi. – Szepnęłam bezradnie.
            - Sakura – Odparł spokojnie – Jeśli się ze mną nie zamienisz to wtedy będziesz musiała zająć się tymi z tyłu.
            - Że jak? Mam do nich strzelać? Mam zabijać ludzi? – Wydukałam.
            - Od razu zabijać? Po prostu trzeba ich spowolnić, żebyśmy mogli uciec. - Wyjaśnił.
            - To w takim razie wolę siedzieć za kierownicą – Oświadczyłam pewnym głosem – Tylko powiedz, gdzie mam jechać.
            - Na razie postaraj się ich zgubić między tymi samochodami. Ja zrobię resztę – Odpowiedział szybko. Jego pozostałe słowa zagłuszyła kolejna seria strzałów, które przebiły jedną z opon, po czym brunet stracił panowanie nad kierownicą. Przerażonym wzrokiem spojrzałam do tyłu, gdzie zobaczyłam pędzący prosto w nas samochód.
            - On zaraz w nas walnie! – Krzyknęłam przerażona.
            - Na trzy zamiana! – Zarządził szybko. – Raz!
            - Dwa! 
            - Trzy! – Krzyknęliśmy razem. Itachi bez trudu pomógł znaleźć mi się za kierownicą, po czym zabrał mi broń i wyjął jeszcze jedną ze schowku. Na koniec wziął własną i otworzył okno. Za to ja walczyłam z samochodem. Przebita opona bardzo utrudniała mi kierowanie. Poza tym jadący za nami samochód celowo w nas walnął, przez co zwolniłam. I jeszcze moje kłamstwo dotyczące tego, że potrafię jeździć…
            - Dodaj gazu i wjedź między ciężarówki! – Krzyknął Itachi i wychylił się przez okno. Po chwili nastąpiła kolejna seria wystrzałów, która zakończyła się sykiem bruneta. – Nic mi nie jest. To tylko draśnięcie – Powiedział, widząc moje przerażenie – Poza tym mamy jednego z głowy – Dodał z dumą.
            Szybko wrócił do strzelaniny zaś ja mijając samochody za wszelką cenę starałam się nie patrzeć na prędkość, którą jedziemy. Już dawno przekroczyliśmy 180. To było jak gra. Tylko, że tam ginąc miało się jeszcze kilka żyć. A my mamy jedno.
            Ciężarówki! Widząc ciężarówki przypomniałam sobie o słowach Itachiego. Dodałam gazu jadąc jeszcze szybciej. Nie wiem, z jaką prędkością jechałam, ale dzięki temu w końcu oddaliliśmy się od tego cholernego samochodu.
            - Sakura. Uważaj! – Krzyknął Itachi – Pamiętaj, że jedno koło nie ma powietrza!
            - Przecież uważam! – Odpowiedziałam przekrzykując strzały i trąbienia innych samochodów.
            Zbliżając się do ciężarówek moja pewność siebie na chwilę osłabła, ale gdy udało mi się wjechać pomiędzy ich przyczepy, jakiekolwiek zwątpienia minęły. Przyspieszyłam, żeby je minąć i wjechałam przed pierwszą z nich. Nagle zauważyłam samochód bardzo podobny do naszego. Po chwili Itachi też.
            - Jedź za nim – Powiedział potwierdzając, że myślał tak, jak ja. Dodał to jakby z uśmiechem.  Dodając gazu szybko się przy nim znalazłam.
            - Oby nie zauważyli rozwalonego tyłu. – Szepnął nerwowo Itachi. – Zwolnij trochę i zajedź przed ten samochód. I jedź wtedy najwolniej jak możesz.
            Bez pytań zrobiłam tak, jak chciał. W efekcie kierowca podobnego samochodu się zdenerwował i z zabójczą prędkością nas wyminął. A goniące nas zbiry nie zwracając na nas uwagi pojechały za nim.
            - Zjedź najbliższym zjazdem. – Wyszeptał Itachi. Chwilę później obydwoje odetchnęliśmy z ulgą.




            Jakiś czas później jechaliśmy w milczeniu bardzo starą drogą wśród wielu drzew. To ja prowadziłam, bo Itachi był ranny. Chciał się zamienić już pod autostradą, ale się na niego wydarłam. Po tym zaproponowałam mu, że zrobię mu opatrunek, ale uznał, że zrobi to lepiej. Od tamtego momentu jedynymi słowami były polecenia Itachiego, w których mówił mi, którędy mam jechać.
            - Teraz będą zakręty. Uważaj – Mruknął przeciągle i powrócił do związywania bandaża. W ogóle mu to nie wychodziło, ale tego nie komentowałam. Chciał radzić sobie sam, to teraz niech sobie radzi.
            Widoczność w lesie była niemalże zerowa. Jedynym oświetleniem były światła samochodu, które co chwilę migały, jakby miały przestać. Widziałam, że bruneta to niepokoi, ale nic nie mówił, dlatego też byłam cicho. 
            - Zaraz będzie zakręt w prawo. Skręć tam.
            - A gdzie my tak właściwie jedziemy? – Zapytałam wchodząc mu w zdanie. Marszcząc czoło spojrzałam uważnie na bruneta. Byłam bardzo ciekawa, co odpowie.
            - Do motelu. Musimy się porządnie wyspać, bo przed nami długa droga. I muszę jeszcze dokończyć ci tę historię, którą zacząłem na autostradzie. Pamiętasz jeszcze cokolwiek?
            - Tak – Burknęłam. – Aż tak głupia, to ja nie jestem.
            - Wiem. Inaczej po dwóch tygodniach w Tokio wylądowałabyś w burdelu.
            Jego słowa początkowo nieźle mnie zaskoczyły, ale po chwili i zdenerwowały. Nie wiem czemu, ale wzięłam je do siebie. Gwałtownie się zatrzymując ponownie na niego spojrzałam i przybliżyłam się, łapiąc go za podbródek.
            - Nie z takimi tekstami, dobrze? Zachowaj je dla siebie.
            - Ale takie są realia. Życia nie oszukasz. Poza tym nie miałaś przecież za dobrze z kasą. Twoje mieszkanie było tego przykładem. Nie bałaś się tam mieszkać? To cud, że się uchowałaś.
            - Zamknij się w końcu! – Krzyknęłam i walnęłam go w jego tors. Nie zabolało go to ani trochę. Nawet się zaśmiał, dlatego otworzyłam drzwi i dodałam – Trzeba nie było spalić mi domu, to wtedy miałabym, za co studiować. – Po czym wyszłam z samochodu.
            - Poczekaj! Gdzie ty idziesz? – Usłyszałam nawoływania Itachiego, ale wolałam się nie zatrzymywać.
            - Do innego motelu!
            - Ale ta droga prowadzi tylko do jednego! – Mówił. Wyszedł szybko z samochodu i zaczął za mną biec – Nawet nie masz pieniędzy, żeby wynająć pokój.
            - To trudno. Coś wymyślę – Rzuciłam szybko utrzymując dalej szybki krok – A co do tego motelu… To, co on robi w środku lasu?!
            - To okrężna droga. Żeby zgubić ludzi Danzo. Szybko musieli zrozumieć, że ścigają nie ten samochód, co trzeba i pewnie uznali, że jesteśmy już dawno w motelu. Przecież jestem ranny, a ty jesteś dziewczyną. - Wyjaśniał.
            - A co do tego ma moja płeć?! - Krzyknęłam dalej się nie zatrzymując.
            - Dziewczyny zawsze panikują. Poza tym wy tak dbacie o tę swoją higienę…
            - W takiej sytuacji jak ta? Człowieku, ja byłam tak przerażona, że w pewnym momencie nie wiedziałam, jak się nazywam! – Krzyknęłam odwracając się do niego. – A z resztą. Skoro oni są już w tym motelu, to, po co my też tam idziemy?
            - Już ich tam nie ma. Pewnie wrócą tam rano, albo wieczorem. Dlatego musimy ukryć samochód tutaj w lesie i rano po niego wrócić.
            - A skąd wiesz, że ktoś, kto tam pracuje nie zawiadomi ich o tym, że już tam przyjechaliśmy?
            - Pracuje tam mój dobry znajomy. Dlatego się nie martw i w końcu mi zaufaj – Powiedział i złapał mnie mocno za rękę. – Za chwilę będziemy na miejscu i w końcu odpoczniesz. I będziesz mogła krzyczeć na mnie tyle ile chcesz. Ale teraz bądź cicho i chodź. Aha. I jeszcze jedno – Dodał po chwili marszu. Przybliżając się do mojej twarzy tajemniczo się zaśmiał powodując rumieniec na mojej twarzy. – Następnym razem nie kłam, że potrafisz jeździć samochodem. 




            Motel wyglądał lepiej, niż sądziłam. Z zewnątrz nie zachwycał, ale w środku sprawiał wrażenie bezpiecznego i czystego. W recepcji nie zastaliśmy nikogo, dlatego usiedliśmy na kanapie naprzeciwko niej.
            - A jak nikt nie przyjdzie? 
            - Przyjeżdżałem tutaj o późniejszych porach i zawsze udało mi się zdobyć wolny pokój. – Odparł cicho, po czym ziewnął. – Nie zadawaj mi takich męczących pytań.
            - Ej no, ty mi tutaj zaraz zaśniesz! 
            - Co się tu dzieje? Nie wiecie, która godzina? – Powiedział ospale blond włosy mężczyzna z kitką, który właśnie wszedł do recepcji. Nie sprawiał wrażenie groźnego, dlatego niezbyt się nim przejęłam. Zaspany mężczyzna podszedł do nas bliżej i gdy zobaczył Itachiego, to od razu się uśmiechnął. – Stary, jak ja cię dawno nie widziałem! Co ty tutaj robisz o tak później porze z tak piękną dziewczyną? Nie żartuj, że w końcu sobie kogoś znalazłeś. A już prawie wygrałem z Hidanem zakład o to, że wolisz chło… Ała! – Przerwał, gdy Itachi przygniótł mu stopę. – Dobra, już jestem cicho. Muszę ci tylko powiedzieć, że jacyś dziwni ludzie cię dzisiaj szukali. Oczywiście ich zbyłem, ale pewnie tutaj wrócą rano, więc nie zdziw się, jakbyś musiał rano stąd spieprzać. 
             - To się tutaj pojawili to jakoś ich zagadaj. My sobie poradzimy. – Odpowiedział brunet. – Daj nam jakiś klucz. Padam z nóg.
            - Tylko musisz podpisać umowę. - Poinformował go szybko blondyn.
            - Jaką znowu umowę? 
            - Zawsze, gdy spałeś tutaj sam, wiedziałem, że nic w tym pokoju nie narobisz. – Powiedział mężczyzna. Wyjmując z za lady plik kartek wziął też długopis i wrócił z powrotem – Ale teraz przyjeżdżasz z piękną nieznajomą i nie wiem, czy czegoś nie narobicie. A później ja musiałbym płacić za szkody. Ciesz się, że w ogóle nie płacicie! – Dodał szybciej widząc wzrok bruneta. Nieźle go tym zdenerwował. A ja dzięki temu polubiłam blondyna. W końcu poznałam kogoś, kto lubi się z niego nabijać.
            - Dobra, daj tę kartkę. – Warknął Itachi.
            Chwilę później otrzymaliśmy klucz. A potem poszliśmy do pokoju.




            W środku zastaliśmy jedno wielkie dwuosobowe łóżko. Nie byłam tym zachwycona, ale zmęczenie tak dawało mi w kość, że nie miałam siły się o cokolwiek wykłócać. Itachi chyba był tego samego zdania, co ja.
            - Pierwsza idę wziąć prysznic. – Oznajmiłam szybko. – Tylko znajdę sobie piżamę.
            - To powodzenia w szukaniu. – Odparł sennie z łóżka. Od razu, gdy je zobaczył to się na nie rzucił. Jak dziecko.
            - To w czym mam niby spać? A z resztą, co cię to pewnie obchodzi.
            - Jak chcesz, to śpij nago. – Zaśmiał się cicho – Ja tam nie będę miał nic przeciwko.
            - Ach, nic już nic lepiej nie mów. – Burknęłam.
            - Gdybyś mnie poprosiła, to może bym coś dla ciebie znalazł w moim plecaku. Pewnie znajdzie się tam jakaś koszula, której nie potrzebuję… - Mruknął tajemniczo i wstał, żeby sięgnąć po plecak. Po chwili wyjął z niego czarną koszulę, którą położył obok siebie. – Dobrze wiesz, że za darmo ci tego nie dam. Chyba, że wolisz spać nago.
            - Obiecuję, że nie będę zabierać ci kołdry. Wystarczy?
            Nieźle zbiło go to z tropu, ale nie odpuścił.
            - No weź. Jeden, zwykły buziak. O tu – Pokazał palcem na swój policzek.
            - No dobra… - Odparłam sztywno i wolnym krokiem do niego podeszłam. Widząc jego uśmiech odwzajemniłam go. Ale wcale nie zamierzałam go pocałować. Dlatego uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Nachylając się nad nim doskonale widziałam, jak bluzka, której potrzebowałam leży sobie spokojnie na łóżku. Szybkim ruchem złapałam ją i równie szybko odsunęłam się i podbiegłam do łazienki. Itachi ocknął się dopiero w chwili, gdy otworzyłam drzwi. Początkowo nie rozumiał, co się stało, ale nie musiałam czekać długo. 
            - Cała kołdra jest moja – Warknął, gdy byłam już w środku.
            - Jak chcesz, to mogę spać nawet na podłodze! - Powiedziałam na tyle głośno, aby mógł to usłyszeć. Ze satysfakcją w oczach spoglądałam na swoje odbicie w lustrze, które tak ciekawie już nie wyglądało. Ale nie miałam teraz ochoty na marudzenie. 
            - Taa… - Odpowiedział, po czym przez moment zapanowała cisza. - Ja się łatwo nie poddaję. - Dodał przy drzwiach.
            - Wiem. 
            - To dobrze. Przynajmniej wiesz, co cię czeka – Powiedział, po czym wybuchnął śmiechem. 
           



Etykiety:

FugaMiko (4) Hinata (1) Itachi (7) ItaSaku (55) ItaSasu (1) KakaAnko (1) KakaSaku (2) MadaSaku (2) MadaSakuIta (2) Minakushi (2) Naruto (1) Sakura (8) Sasosaku (2) SasuIno (1) Sasuke (5) SasuSaku (2) yaoi (1) Zamówienie (25)
layout by Sasame Ka