piątek, 15 listopada 2013

Pierwsze i ostatnie oblicze zła (ItaSaku) cz. 2

4 komentarze:
Patrzałam na rodziców zdezorientowana nie wiedząc o co chodzi. „…narzeczona demona”. O co chodziło rodzicom wymawiając takie słowa? W oczach miałam z pewnością strach bojąc się jakie słowa wymówią. Nie chciałam słyszeć, że jestem kochanką demona czy nawet narzeczoną, która musi go poślubić. Nie! To nie możliwe.
Stałam w futrynie nie dowierzając słowa ojczyma. Słowa które usłyszałam w łazience „Jesteś moja” były demona? Nigdzie go nie widziałam. Jedynie w lustrze jakby był duchem? Nie! Nie mogę tego przyjąć do świadomości. Nigdy. Nie będę narzeczoną demona, którego nawet nie znam. Jeśli to ten, którego widziałam w snach czy dzisiaj w łazience to nie chcę. On jest krwiożerczy, pije ludzką krew!
Boję się. Moje ciało znów drży. To nie jest normalne, aby tak się działo. Demon, który ukazywał się w snach był tylko wytworem mojej wyobraźni, prawda? Nikim więcej. Nie był prawdziwy. Jestem snem, iluzją czy  moim wyobrażeniem? Czym on do cholery jest? Czym? Chce teraz wiedzieć z czym się mierzę? Jego ciało było takie blade jakby od wielu lat nie widział słońca, a oczy czerwone podniecenia czy pragnienia?
-Sakura.. – usłyszałam glos ojczyma, gdy znalazł się przy mnie. Spojrzałam na niego przestraszona. Nie wiedziałam co mam robić skoro wiedzą więcej ode mnie? Uczyłam się sztuk walki z moim prawdziwym ojcem dlatego, że wiedział co mnie czeka w przyszłości? Czy oddał mnie dlaczego by chronić całą rodzinę? Na ramionach poczułam jego ręce. – Wiem, że to dziwne. Wszystko ci od początku wytłumaczymy. Baliśmy się wszystko tłumaczyć w młodym wieku. – posadził mnie naprzeciwko siebie i matki, której wyraz twarzy wyrażał smutek. Nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy? Nie dobrze jeśli tak jest.
-Powiedz mi jak to możliwe, że mówisz o demonie. Skoro wy nawet w istoty magiczne nie wierzyliście. W dodatku narzeczona dla demona? W tym świecie w nie nikt nie wierzy. – patrzałam na niego. Jego oczy wyrażały wściekłość.
-Mylisz się. Twoja szkoła składa się prawie z samych demonów i sługusów demonów. Demony są podzielone na warstwy społeczne. – patrzałam na niego z niedowierzaniem. – Te najważniejsze, mniej ważne, średniej rasy i podwładnych. Istnieją też wyjątki, ale to najważniejszy z demonów daje zawsze wyższą rankę. Można go nazywać Królem Demonów. Każdy demon ma podwładnych, lecz każdy musi być posłuszny Królowi.
-Żartujesz sobie ze mnie? – zapytałam śmiejąc się cicho – Król demonów? Nie, ja tego nie kupuję. Nie mogę w to wierzyć. Macie mi tylko wyjaśnić o co chodzi z ta „narzeczoną demona”. Wasz.. – nie dokończyłam.
-Cicho bądź. – warknęła na mnie matka – Masz słuchać.
-Jeśli Król wydawał rozkaz zabicia robili to bez skrupułów tak jak rok temu. – matka odwróciła spojrzenie w bok. Ojczym na nią spojrzał. – Rok temu to twoja matka dostała polecenie od samego króla demonów. – patrzałam na niego. – Musiała zabić swojego męża jak i twojego ojca. – myślałam, że zaraz się rozpłaczę. – Sprzeciwił się wszystkiemu co kiedyś obiecywał. Nie chciał cię oddać, a było mówione przed twoimi narodzinami. Byłaś mu ofiarowana, a raczej On dał wam propozycje pokoju w zamian za twoją rękę. Wiedział, że się narodzisz w tym wieku. Przed twoją pra, pra, pra, pra, prababką, gdy go zamroziła w tym posągu dowiedział się, że się narodzisz. Sporządził papier i gdy byliście często atakowali dał Wam ochronę w zamian za twoją rękę. – kręciłam głową. – Czyli aby uwolnić rodzinę od problemów poświęcili ciebie.
-Dlaczego ja? W naszej rodzinie jest pełno młodych kobiet.
-Tego nie wiemy, ale nikt Nas nie może tknąć z sługusów innych demonów, bo jesteśmy chronieni przez Górę. Jeśli ktoś zrobi ci krzywdę to będzie skazany na śmierć, gdy tylko On się ocknie z swoje snu. – spojrzałam na matkę, która nie odważyła się na mnie spojrzeć. – Mięło sporo czasu od czasu zapieczętowania Króla Demonów. Dał się zapieczętować byś ty mogła Go uwolnić.
-Nie zrobię tego – zaprzeczyłam.
-Zrobisz, nieświadomie. Sama nie będziesz wiedziała kiedy. A wracając do śmierci twojego ojca, dla twojej matki był to cios. Gdy chciał cię wywieść zamordowała go kierowana zaklęciem, bo poprosiła o to inne demony by nie widziała jego śmierci. Cóż tak się stało. Można powiedzieć, że tak się poznaliśmy. – drgnęłam. – Można z tego wywnioskować, że jestem demonem, prawda? Tak masz rację. Jestem. Jestem podwładnym Króla Demonów i to ja przynoszę zawsze rozkazy od niego. Mam z nim kontakt, tak jak jego brat.
-B-Brat? – zająkałam się
-Tak. – patrzałam przez cały czas na niego – lecz to nie wszystko, nie jesteś tylko narzeczoną Króla, ale także wojowniczką, która miałaby go zapieczętować swojego przyszłego męża przed rozpoczęciem wojny. To miasto wie kim tak naprawdę jesteś, lecz ludzie nie wiedzą, że jesteś Jego narzeczoną więc Tobą gardzą. – zacisnęłam dłonie – Jesteś jedyną, która może go poskromić, gdy wpadnie w szał.
-Powiedz mi czy On zamierza mnie kontrolować abym nic nie zrobiła?
-Nie wiem. Wiem tyle, że jesteś Jego Wysokości. A niedługo będziesz Królową Demonów.  – wstałam. – Dokąd to? Nie skończyłem.
-Mam dość na dzisiaj. Nie chce więcej wiedzieć. Dosyć mi wiadomości na temat Demona, którego jestem narzeczoną. Będę się sprzeciwiać. – spojrzałam na matkę. – Choć jest mi żal cię mamo. Zrobić taki błąd, by inni ci nie dokuczali? To był twój głupi grzech. – spojrzałam na ojczyma. W jego oczach wyczytałam złość do mojej osoby. – gdzie ten wasz Król Demonów się znajduje?
-W Zamku. Tam gdzie dzisiaj idziesz, na pewno się spotkacie. – zaśmiał się. Przerąbane! Dowiaduje się, że mój ojczym jest demonem, matka służy najwyższemu demonowi, a ja jestem Jego narzeczoną? Wszystko się plącze!
Wzięłam czarna torbę zarzucając na ramię. Miałam w niej parę notesów, kredki, ołówki i długopisy. Zawsze robiłam notatki bądź rysowałam ciekawe rzeczy lub ludzi jak mi się spodobają.
-Wychodzę!
-Sakura, a śniadanie?
-Kupię sobie po drodze. – wyszłam zamykając za sobą drzwi. Nie wiem jak dzisiejszy dzień przeżyję. Będę w zamku demona do którego nie chcę się przyznać? To jest takie żenujące. Dlaczego akurat ja? On nie wie? Dlaczego nie wie? Skoro z nim w jakiś sposób rozmawia to mógł mu wszystko wytłumaczyć, prawda? Weszłam do sklepu kupując parę słodyczy, pepsi i kanapkę na podróż. Odchodziłam w stronę szkoły. Założyłam okulary na nos, by widzieć lepiej. Jeszcze nadal myślałam o tym co mi powiedział ojczym. Dlaczego matka wzięła sobie demona pod jeden dach? Czy Az tak bardzo jest zaślepiona miłością? Nie mogę wyjść za mąż za demona i zostać Królową Demonów.
Doszłam do szkoły, gdzie stała nasza klasa i starsza o rok. Długo włosy blondyn i jego ekipa spojrzeli na mnie z lekkim uśmiechem. Sasuke stał niedaleko. Widząc mnie uśmiechnął się w moją stronę. Zauważyłam naszego nauczyciela, który patrzałam na komórkę. Znów miałam to złe przeczucie. Uchwyciłam się z kark masując. Bolał od ostatniej nocy, gdy zaczęłam cierpieć. A dzisiaj w ogóle nie spojrzałam czy coś się tam znajduje. Westchnęłam patrząc na Sasuke, który podchodził do mnie.
-Witaj Sakura, jak się spało?
-Fatalnie. – westchnęłam – Miałam zły sen.
-Zdarzają się
-Ale nie codziennie. – wyszeptałam sama do siebie by On nie usłyszał. Nie chciałam by wszystko wiedział, skoro nie musiał. Kobiety się na mnie patrzały i na bruneta, który przytulił mnie do siebie niespodziewanie?! Co jest?  
-Musze ci coś powiedzieć. – wyszeptał. – ja nie jestem człowiekiem. - drgnęłam – jestem demonem. – ręce mi opadły. – Możesz mnie nienawidzić za to, że nie powiedziałem ci wcześniej. Dlatego wierzę w takie rzeczy jak istoty magiczne. A ten zamek do którego dzisiaj zmierzamy jest moim byłym domem. I z pewnością dzisiaj znów się nim stanie.  
-Dlaczego?
-Uwolnisz mojego brata.
-B-Brata? Szlag. Ty jesteś bratem tego z którym... nie. – spuściłam głowę. Dotknął moich ramion. Nie odepchnęłam go od siebie. Przytuliłam się do niego cicho szlochając. Głaskał po włosach. Myślałam, że w końcu będzie inaczej ale się myliłam. Wszystko idzie nie po mojej myśli.  – Dziękuję.
-Słucham?
-Dziękuję, że ty mi powiedziałeś o wszystkim. Dzisiaj też dowiedziałem się parę rzeczy, nawet nie wiedziałam, że mieszkam z demonem pod jednym dachem. A dzisiaj dowiaduje się, żę jestem narzeczoną demona.
-Przykro mi.
-Z jakiego powodu? To ja będę się z tym sprzeczać. O ktoś za mnie wszystko zdecydował.
-On ci nie da szansy. Zdecydował o tobie setki lat temu. Twoje postanowienia mogą być błędne i cie zgubią. Oby tylko cie nie zamknął w zamku. To by był najgorszy cios dla mnie. – uchwycił mnie za policzki głaszcząc. Zdjął moje okulary chowając do swojej kieszeni – Masz piękne oczy. – pogrążałam się z nim. Zbliżał się do moich usta. Musnął delikatnie, lecz odsunęłam się o krok czując ból głowy. Trzymałam się z głowę. – tak myślałem. – spojrzałam na niego nie rozumiejąc – Nikt nie może cię całować z demonów. Jesteś tylko Króla. To takie przytłaczające. Chodź,  idziemy. –uchwycił mnie za dłoń ciągnąc za sobą.







Jechaliśmy ciemnym lasem. Wszyscy dobrze się bawili, a ja niezbyt. Czym bliżej do zamku czułam się fatalnie. Głowa bolało, tak samo kark, serce biło szybciej. Ciało dziwnie się zachowywało jakby ostrzegało mnie bym się nie zbliżała do tego miejsca. Sasuke na mnie patrzał od czasu do czasu. Bałam się wejść do zamku, jeśli coś się stanie to będzie koniec. W dodatku czułam, że go dzisiaj niechcący naprawdę uwolnię. Może ojczym miał rację. Musze się z tym pogodzić? Cóż, trudno.
Zauważyłam zamek. Był ogromny. Rozprzestrzeniał się blisko przepaści. Fundamenty były ozdobione jakimiś demonami lub czymś innym, lecz na pewno były to stwory. Był w stylu gotyckim. Wyglądało tak jakby dotykał chmur. Most był z cementu, potężny, a co sto metrów był posągi demona lub stwora?
Autobus się zatrzymał na parkingu.
-Wysiadamy. Dalszą drogę się przejdziemy. Autobus dalej nie może jechać. – każdy wysiadł. Sasuke uchwycił mnie za dłoń ciągnąc. Wysiedliśmy. Jakoś nie miałam ochoty tam iść. Przełknęłam gule stojącą w gardle. Szłam razem z Sasuke. Gdy mijałam posągi sądziłam, że się na mnie patrzą. Spojrzałam do tyłu. Nie myliłam się! Ich oczy na mnie patrzały lustrując każdy ruch, który wykonałam.
-Sasuke?
-Hm…
-Czy ten zamek żyje? – zapytałam od tak. Stanął w miejscu obracając się do mnie przerażony. Co? Czy powiedziałam coś dziwnego? Tylko powiedziałam czy On żyje?
-Tak. On żyje. Tak jakby. Mój brat nim kieruje choć  jest zaklęty. Dla niego jest to po prostu coś w rodzaju rozrywki. W tym zamku zginęło wielu ludzi, którzy Jemu się sprzeciwili. Nie chce byś te miejsca widziała, ale na pewno je zobaczysz. A one… - wskazał na kamienie w formie demonów – pilnują tego zamku przed istotami magicznymi. Wpuszczają jedynie demony, a teraz ludzi do zwiedzania zamku. Są magiczne… Dla mojego brata to frajda, bo gdy się przebudzi z zaklęcia będzie miał pożywienia. Ludzie nazywają Go potworem, tak samo mnie.  – odeszliśmy. Spojrzałam ostatni raz na posąg, który podążył za mną.
Spojrzałam na zamek, który wydawał się jeszcze większy. Weszliśmy do środka, a dwóch ochroniarzy skinęło lekko głowami w dół przed Sasuke. Na dłoniach mieli dziwne znamiona. Hm.. Ciekawe. Może to znak Demona? Nie. Nie możliwe. Ojczym takiego nie miał.
-Dobrze, zaraz do Nas przyjdzie przewodnik i oprowadzi. – oparłam się o ścianę czując jak kark pali. Masowałam sobie, trochę pomogło. Doszła do Nas przewodniczka spoglądając na mnie i na bruneta z ciekawością. Trzymał mnie za dłoń, czyżby o to chodziło?
-Czy możemy zaczynać?
-Tak. Oczywiście. Wszyscy są. – odeszliśmy za nią. Sasuke przez cały czas mnie trzymał. Wpatrywałam się w różne rzeczy. Moją uwagę przykuł miecz powieszony na ścianie obok portretu mężczyzny. Ten mężczyzna jest taki sam co z moich snów? Dlaczego? Tak jak dzisiaj rano. Pojawił się w łazience cały we krwi. Dlaczego właśnie On? He… Gdzie pozostali? Trudno. Sama sobie zwiedzę. Spojrzałam na włócznie z jednym ostrzem, która znajdowała się w drugiej Sali. Chciałam jej dotknąć, ale ktoś mnie uderzył.
-Nie dotyka się eksponatów. – zabłysła lekko. Odeszłam dalej. Nie wiem ile czasu zwiedzałam sama, ale doszłam do miejsca, którym okazała się wielka sala, gdzie stał tylko jeden eksponat. Skamieniały.. Nie, On nie był skamieniały. Nie był nawet w lodzie. Jego ciało utrzymane było bardzo dobrze. Siedział na jakimś tronie uśmiechając się szatańsko. Uchwyciłam się za kark rozmasowując. Promień bólu przeszedł po plecach. Do mnie doszli pozostali uczniowie ze szkoły.. Wszyscy podziwiali Demona? Spojrzałam na tabliczkę. „Król demonów”.
Nie słyszałam niczyich głosów tylko wpatrywałam się w Demona siedzącego, który opierał głowę o dłoń. Oczy – czerwone. Wyglądają jak prawdziwego demona, ale czaiła się w nich chęć zemsty i posiadania. – w nich można było się zatopić. Podeszłam bliżej wpatrując się w nie głębiej. Naprawdę wyglądał jakby był żywy. Nic nie było od niego oddzielone. Można było podejść.
Spojrzałam na strażnika, który zmroził mnie  srogim spojrzeniem. Spojrzałam na powrót na bruneta, a jego oczy zabłysły intensywniejszą czerwienią. Po ciele przeszedł dreszcz mieszany z bólem, który nie był zbyt przyjemny. Niechcący dotknęłam jego lewej dłoni przez co zesztywniałam nie mogąc się ruszyć. W mojej głowie zaczęły pojawiać się przeróżne obrazy, ale tylko urywki. Mogłam dostrzec jakim jest zabójcą, który nie ma dla nikogo litości. Krew, która obciekała po jego dłoniach, ustach. Jego pożądanie i posiadanie, które było jego jednym celem.
Dostrzegłam matkę, która rozmawiała z wysłannikiem Demona – moim ojczymem – przekazywał jej papier i dotknął jej czoła przez co zemdlała, ale dotknął brzucha z lekkim uśmiechem gładząc. Odgarnął wolno materiał, gdy była w ciąży i jego ręka zabłysła, a na jej brzuchu powstał znak, który zniknął.
Wróciłam do tego świata. To tak jakby on wszystko wiele lat w przód zaplanował. Zrobił to by dominować nad wszystkim i wszystkimi. To nie powinno się dziać. Nie powinno mnie tu być, raczej muszę stąd jak najszybciej wiać i się więcej razy nie pokazać. Nie powinnam w ogóle do tego zamku zawitać, w szczególności, że każdy patrzy na mnie jak na wroga. W takim razie wiem już, że każdy tutaj zebrany jest jego podwładnym. Wszyscy wykonują jego rozkazy.
Odsunęłam się do tyłu puszczając jego dłoń, która była dziwnie przyjazna dla mojego ciała. Spojrzałam na swoją dłoń i na niego, gdy jego oczy jeszcze bardziej zabłysły czerwienią i tak pozostały. Tak jakby obserwował moje poczynania w tym momencie.
Dziwne.
Poczułam czyjąś obecność za sobą. Odwróciłam się chcąc uderzyć, ale zatrzymał moją rękę w mocnym uścisku patrząc przed siebie niż na mnie. W jego oczach czułam pustkę, a on wpatrywał się w swojego brata, którego oczy bardziej zabłysły. Czyżby w tym momencie się z nim kontaktował?  Próbowałam uwolnić rękę, ale byłam bezsilna, więc czekałam. Patrzałam na kobiety, które przechodziły wpatrując się w posąg, a raczej żywy okaz.
Sasuke – pomyślałam.

Serce biło jak szalone. Nie wiedziałam dlaczego w moim ciele tlił się strach nie tylko do  Króla Demonów, ale także do Sasuke. Miałam złe przezucie. Nie chce zostać w tym miejscu i być więźniem. Ścisnął mocniej dłoń przez co jęknęłam głośno. Ludzie, a raczej demony spojrzeli na mnie. Zacisnęłam dłoń w pięść próbując się wyswobodzić.  W końcu obudził się i mnie puścił.
-Sakura? Co ty roisz? Dlaczego…
-To tak się z nim komunikujesz? – zapytałam. Popatrzał na mnie nei wiedząc o co chodzi – Sasuke, odleciałeś. Próbowałam się wyrwać, ale twój uścisk jeszcze bardziej się zaciskał. Nie powinieneś przy ludziach tego robić, nie wiem co miał ci do powiedzenia,  ale mnie to raczej nie powinno interesować.
-Wiem, przepraszam. – powiedział. Spojrzałam na kobietę, która stałą przy jego pomniku i go ucałowała. Drgnęłam, nie wiedziałam o co chodzi? Czy tak można? – dziwne czyż nie? Krąży legenda, ze ten któremu uda się pocałować Króla Demonów, może zyskać wieczna młodość, ale to tylko tyczy się jednej kobiety – spojrzał na mnie. – Sakura, jeśli go przebudzisz nie będziesz mogła nigdzie uciec. On ci na to nie pozwoli, bo jestes od narodzin jego.
-Nie.. – powiedziałam – Nie tylko od narodzin,a le o wiele wcześniej. Mój ojczym coś na ten temat wie, noszę jego znak, prawda? Mam w sobie… - odwrócił  głowę w bok. – a jednak. Było do przewidzenia, że ze mna jest coś nie tak. Bo w końcu jak to możliwe, że widzę tyle rzeczy, które tyczą się jego! – podniosłam glos wskazując na króla.
Poczułam jak z mojego palca wystrzeliwuje jasna moc. Spojrzałam w tamtą stronę, a po ciele bruneta rozprzestrzeniał się promień wchłaniając się w niego. Zamek zaczął się trząść, tak jakby było trzęsienie ziemi. Odchodziłam do tyłu patrząc na długowłosego bruneta. To mamy problem! Sasuke stał ze spuszczoną głową. Inni poklękali nie ruszając się. Nawet ochrona była po tej samej stronie. W pomieszczeniu byłam tylko ja, która nie zamierzała się kłaniać i oczywiście Sasuke – brat Króla Demonów.
Drzwi się zatrzasnęły, okna także się zamknęły. Oparłam się o ścianę ze strachem, który zaczął władac moim ciałem. Jak to możliwe, ze to zrobiłam? Tylko z wściekłością na niego wskazałam, a tu nagle taki wybryk? Nie mogę w to uwierzyć. W pomieszczeniu panowało ciemno, przez które nie mogłam dostrzec wielu rzeczy. Dłonie mi drżały, a wokół unosiła się nie zbyt przyjemna atmosfera. Wpatrywałam się przed siebie. Zauważyłam jedynie czerwień oczu naprzeciwko siebie. Uchwyciłam się za szyję cicho jęcząc z bólu. Trzymałam się za kark, który bolał coraz mocniej. Tam coś miałam lecz nie wiedziałam co, ale jeśli to znak, który ojczym mi podarował. Czyżbym miała wyczuwać jego obecność?. Przymknęłam powieki by choć na chwile powstrzymać zawroty głowy.
-Bracie… - wypowiedział Sasuke. Uniosłam powieki patrząc przed siebie.
-XXI wiek. Szmat czasu minęło. – drgnęłam słysząc ten zimny i szatański głos.

-Zbyt dużo – powiedział Sasuke. Patrzałam na nich. Jego długie ciemne włosy podkreślały bladą cerę. Czerwone oczy wpatrywały się w Sasuke intensywniej. Odgarnął delikatnie grzywkę. Niektóre kobiety na niego popatrzały, a w ich oczach dostrzegłam radość, że powrócił. Cholera, uwolniłam go! To straszne, to nie powinno się stać. Teraz będzie najgorszy okres dla ludzkości.


od autorki:
Rozdziały również na : itasaku by kimi i life and problems itasaku 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Świat Mroku (ItaSaku) cz. 3

1 komentarz:


Zapadł już zmierzch, gdy w końcu dotarłam na miejsce. Zatrzasnęłam cicho drzwi samochodu i wolnym krokiem skierowałam się do pobliskiego budynku, w którym mieszkał wampir. W zaciśniętej dłoni trzymałam zwiniętą, białą kartkę. Czułam szorki dotyk papieru na skórze. Moje oczy bacznie lustrowały pobliskie otoczenie. Kolejny raz odwinęłam skrawek papieru i  przeczytałam adres.

Dzielnica  Namaru
5/23

Przystanęłam na nierównej drodze i patrzyła, na posępną szopę na odludziu, ogrodzoną krzakami. Była cała z drewna i zapadała się. A jednak stała i straszyła swoim wyglądem. Spojrzałam w okno, gdzie dostrzegłam płomień świecy, który odbijał się od zakurzonych szyb.  ‘’A zatem był w domu ‘’ – pomyślałam. Pierwsze co zrobiłam, gdy otrzymałam Tą informację to wybiegłam z klubu, przebrałam się i znalazłam głupca, który wypożyczył mi samochód na tą noc. Muszę więc uważać, aby nie zarysować karoserii. Auto było stare i wysłużone, jednak właściciel chciałby jeszcze zobaczyć swój, ukochany samochodzik. Westchnęłam ciężko i wyrzuciłam papier. Nie będzie mi już potrzebny. Zgrabnym ruchem wyciągam broń z buta i kieruje się  równym  krokiem  w stronę budynku.
Przystaję przed drzwiami, które zwisały na jednym z zawiasów. Były krzywe, pokryte pleśnią a przede wszystkim spróchniałe.  Zerknęłam na niebo, gdzie wędrowały ciemne chmury zwiastujące deszcz. „Muszę się pośpieszyć przed burzą”. Spojrzałam ostatni raz za siebie i wkroczyłam do środka.
Poczułam omdlewający odór zgniłego mięsa i fetoru nie pranych ubrań. Zmarszczyłam nos, idąc przez wąski korytarz, gdzie natknęłam się na szczątki ludzkie. Patrzyłam na kościotrupa, który leżał po środku pomieszczenia. Jego puste oczodoły, patrzyły prosto na mnie a szczęka rozwarła się w niemym okrzyku. Przeszłam bez odrazy i wkroczyłam do większej izby, gdzie, jak miałam nadzieję, jest wampir. Przystanęłam na progu i omiotłam wzrokiem pomieszczenie. Było nieduże i  puste. Na małym stoliku, stojącym blisko okna, stała świeca. Jej płomień tańczył, przywołując niechciane wspomnienia: Ja, rodzice, palący się dom i On. Odwracam wzrok i patrzę w ciemność. Nagle dostrzegam jakiś ruch. Osobnik jest odwrócony do mnie tyłem. Ma na sobie ciemny płaszcz i jest dziwne pochylony. Słyszę odgłosy siorbania i mlaskania. Napawa mnie obrzydzeniem.
-Nie ładnie stał plecami do gościa, nie uważasz? – pytam i przerywał mu. Istota zamiera.
Słyszę ja wciąga powietrze przed nozdrza, wchłaniając mój zapach.  Odkłada coś z cichym łoskotem i wstaje.
-Wszędzie rozpoznam ten zapach. – mówi  i odwraca się w moją stronę.
Patrzę bez mrugnięcia okiem na mordercę moich rodziców. Jest taki jak go zapamiętałam. Wysoki i szczupły o owalnej twarzy, krzywym uśmiechu i czerwonych oczach. Haczykowaty nos dodawał mu upiornego wyglądu. Czarne , krótkie włosy sterczały mu na wszystkie strony.
-Malutka Sakura, dorosła.  – Zaśmiał się chrapliwie.  Nie drgnęłam, gdy wypowiedział moje imię. – Nie spytasz mnie, skąd wiem jak masz na imię? – Droczył się ze mną. Nie pozwolę by przepełnił mnie gniew, bo wtedy stracę szanse pomszczenia mojej rodziny. Spojrzał na mnie z udawanym zaskoczeniem.  – Powiem Ci.  Gdy umierali, krzyczeli Twoje imię. – powiedział a oczy zalśniły mu ciemnym szkarłatem. Zerknęłam na podłogę, gdzie zauważyłam leżącą, bezwładnie dłoń. Przygryzłam lekko wargę.
-Czyżby nie interesowało Cię jak umarli twoi rodzice?
-Zamknij się! – warknęłam i ruszyłam na niego z wyciągniętym sztyletem.
Zamachnęłam się, lecz trafiłam w próżnię. Wampir odskoczył zwinnie, chowając się za obszernym płaszczem.  Szczerzył te swoje, ostre zęby.
-Umiesz walczyć, cudownie, trochę się pobawimy. – odparł i zdarł z siebie płaszcz.
Moim oczom ukazała się jego naga klatka piersiowa, pokryta licznymi bliznami. Jedna  z nich krwawiła. Nie miałam czasu na obserwację, gdy wampir rzucił się na mnie z impetem. W ostatnim momencie upadłam na podłogę i przeturlałam się po zakurzonej podłodze. Mężczyzna uderzył w stół, który połamał. Świeczka z cichym brzdękiem potoczyła się do moich nóg. Wstałam szybko, oczekując kolejnego ciosu. Wampir wyprostował się i odwrócił w moją stronę. Oczy płonęły mu dziko, a usta rozwarły w gniewnym grymasie. Zmarszczyłam brwi, spoglądając jak kawałek drewna utkwiło mu w boku. Jednym zręcznym ruchem wyciągnął kołek i wyrzucić przez okno. Szyba pękła i roztrzaskała się w drobny mak. Dźwięk rozbijanego szkła był ogłuszający.  Chłodne powietrze wdarło się do środka. Przymknęłam na chwilę powieki, co było błędem. Poczułam mocne uderzenie w twarz. Jęknęłam i upadłam na podłogę. Deski zaskrzypiały cicho pod wpływem mojego ciężaru. Mimowolnie dotknęłam policzka.  Poczułam ciepłą maź, która spływała mi po brodzie. Cicho zaklęłam. Usłyszałam cichy warkot, który wydobył się z ust wampiry. Spojrzałam przed siebie. Istota stała nade mną i patrzyła na mnie czerwonymi oczyma. Na jego wargach błąkał się paskudny uśmiech.
-Tylko tyle potrafisz? Naprawdę? – Kpił ze mnie. Zacisnęłam  mocno usta. ‘ Pokaże Ci ‘ – pomyślałam. Nagle zamarłam, uświadamiając się, że moja ręka jest dziwnie lekka. Nie czuje chłodu metalu. Zerkam w bok. Mój sztylet leżał pod ścianą. Zostałam bez broni.  – Wy ludzie jesteście tacy słabi. – mówił a ja szukałam czegokolwiek, czym mogłam się bronić.
Na pewno nie zdążyłabym podnieść się i dotrzeć do sztyletu, wampir przyszpiliłby mnie do podłogi. Gorączkowo myślę jak wyjść z tej sytuacji. Nieśmiertelny czuje się pewnie, wiedząc, że mu nie zagrażam.  Nieoczekiwanie słyszę huk. Drgnęłam i zauważyłam drewnianą belkę trawioną przez ogień. Mimowolnie spoglądam na sufit, który tonie w morzu ognia. Mężczyzna podążą za moim wzrokiem.
-Hm, niedługo spłonie a twoje szczątki wraz z nim. – mówił. Zawzięcie  szukałam dłonią jakieś rzeczy. Moja ręką zacisnęła się  na kawałku drewna. – Zaraz dołączysz do swoich rodziców. – uśmiechnął się, ukazując ostre zęby.
Nie czekając, wyciągnęłam rękę, w której trzymała nogę od stołu i wbiłam w serce wampira. Istota zamarła. Z jego gardła wydobył się wrzask, który przerodził się w ciche bulgotanie. Po czym upadł na podłogę. Ciężko dysząc wstałam i przez chwilę patrzyłam na martwe ciało nieśmiertelnego. Leżał twarzą do ziemi z wyciągniętymi rękoma. Przymknęłam powieki i ostatni raz zerknęłam  na wampira, z którego pozostał tylko proch. Musiał być naprawdę stary.  Nie miałam czasu na odpoczynek, gdy runęła połowa dachu. Odskoczyłam zwinnie od ognia, który błyskawicznie się rozprzestrzeniał. Tak jak wtedy. Potrząsnęłam głowa i szukałam wyjścia. Zauważyłam okno, pozbawione szyb i nie czekając pognałam w jego kierunku. Za sobą słyszałam huk i odgłos palącego się drewna. Wyskoczyłam przez okno, czując na sobie żar płomieni. Upadłam i przeturlałam się po wilgotnej trawie. Padało.  Wstałam chwiejnie i spojrzałam na swoje ubłocone ubranie. ‘Jeszcze tego brakowało’.  Odwróciłam się w stronę budynku, który płonął jak gigantyczna pochodnia. Stałam i patrzyła na to z fascynacją i pewnego rodzajem satysfakcją. Zabiłam przecież wampira, Tego wampira. ‘Powinnam być szczęśliwa, nie?’ Pokręciłam głową, po czym skierowałam się w stronę samochodu.


Gdy wróciłam do domu było już późno. Odstawiłam samochód właścicielowi. Był trochę zdziwiony moim wyglądem, lecz wytłumaczyłam mu, że wraz z przyjaciółmi urządziliśmy sobie biwak w taką pogodę. Mężczyzna tylko pokręcił głowa z dezaprobatą, mamrocząc pod nosem, że nowe pokolenie nie ma za grosz rozumu. Był jednak szczęśliwy, że jego autko przeżyło. Zapłaciłam mu za wypożyczenie i odeszłam szybko, za nim mężczyzna zacznie dalej mnie wypytywać o szczegóły. Nacisnęłam włącznik a żarówka lekko zamigotała. Przywitała mnie cisza i odczuwalne zimno. Podeszłam do kaloryfera i ustawiłam go na maksymalne podgrzewanie. Udałam się do łazienki, gdzie mokre ubrania wrzuciłam do kosza. Wzięłam prysznic. Woda spłukała ze mnie brud, krew i zapach spalenizny, który przywarł do mnie jak pijawka. Założyłam na siebie czystą bieliznę i zwiewną koszulkę nocną.  Opatuliłam się biały, puchatym szlafrokiem i skierowałam się do sypialni. Z ulgą położyłam się na łóżku i wdychałam słodki zapach czystej pościeli. Przymknęłam powieki. Czułam ciepło, wydobywające się z grzejnika, było mi dobrze. Po chwili zasnęłam.

Minął  tydzień.  Można by rzecz, że zaczęłam normalnie żyć. Szłam wąską uliczką i bacznie przyglądałam się mijanym budynkom.  Były to przeważnie całodobowe sklepy spożywcze i odzieżowe.  Kompletnie nie interesowały mnie sukienki i markowe ciuchy. Spojrzałam na swoje znoszone dżinsy i zieloną, spraną  bluzę. Może to nie był szczyt mody, lecz ubiór był  bardzo wygodny.  Wzruszyłam ramionami i pognałam dalej, ciesząc się ładna pogodą. Mijając kolejne skrzyżowanie zaczęłam zastanawiać się, co pocznę z życie. Od dawna zajmowałam się zabijaniem wampirów, tylko po to, aby znaleźć tego właściwego. Teraz gdy osiągnęłam cel, czułam się taka… pusta. Potrząsnęłam głową, wpatrując się w czubki  własnych butów. Nie powinnam tak myśleć… Nagle zatrzymałam się na chodniku, lecz nie podniosłam głowy. Byłam obserwowana. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach badając zaistniałą sytuację. Poczułam dreszcz, który zawładnął mym ciałem. Odwróciłam się gwałtownie, czując nagłe zawirowanie powietrza za plecami. Opuściłam torby, które upadły z cichym łoskotem a kilka mandarynek potoczyło się po chodniku. Wampiry mierzył mnie wściekłym spojrzeniem, gdy niespodziewanie uderzyłam go w żołądek. Warknął cicho i odskoczył. Nie wiele myśląc, wyciągnęłam krótki miecz, który schowałam pod ubraniem. Wyciągnęłam broń i ruszyłam na przeciwnika, który wytrzeszczył kły. Nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy ostrze dosięgło celu i zatopiło się w twardym ciele nieśmiertelnego. Mężczyzna  stęknął cicho i odskoczył ode mnie jak oparzony. Patrzył na mnie długo a ja nie spuszczałam go z oczu.
-Przybyłem na rozkaz mego Pana. – wychrypiał.
-Nie wiem kim jest Twój Pan, ale powiedz mu, że jeśli czegoś chce ode mnie, to niech sam osobiście się do mnie pofatyguje.  – odparłam. Wampir zmierzył mnie wściekłym spojrzeniem i odszedł. Gdy w końcu zniknął mi z oczu, westchnęłam i schowałam broń. Zerknęłam na rozsypane torby i z niechęcią zabrałam się do pakowania produktów. Po chwili ruszyłam w kierunku domu.


Szłam, ostrożnie po kamiennych schodach, pnąc  się do góry. Myślami byłam daleko i nawet się nie zorientowałam, że w moim mieszkaniu ktoś jest. Stanęłam przed drzwiami i przekręciłam kluczyk w zamku. Światło zamigotała lekko po czym żarówka zgasła, zapewne przepaliła się. Na moje usta  cisnęło się kilka wulgaryzmów. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie zapalałam światła i pamiętałam, żeby wyłączyć je za nim wyszła, coś musiało być nie tak. Zatrzymałam się i wtedy go zobaczyłam, siedzącego na krześle w kuchni z lekkim uśmiechem na ustach. Zachłysnęłam się powietrzem, widząc jego postać odzianą w czarną bluzę i czarne spodni. Zacisnęłam mocno dłonie na uchwytach reklamówek i z całych sił starałam się zachować spokój.
-Byłbym wdzięczny, żebyś następnym razem nie pobiła mojego posłańca. – rzekł na wstępie. Zrozumiałam, że miał na myśli tego wampira, który zaatakował mnie na chodniku. Zmarszczyłam brwi i położyłam zakupy na blacie.
- Czego chcesz? – spytałam. Uśmiecha się lekko, rozbawiony.
-Ciebie. – mówi swobodny tonem, który zaczyna mnie irytować. Zakładam ręce na piersi i patrzę prosto w oczy wampirowi.
-Chyba żartujesz. -  Z  jego twarzy zniknął uśmiech a zastąpiła go chłodna powaga i obojętność.
-Nie. -  krótka, sensowna odpowiedź. – Pamiętasz naszą umowę? – pyta. Marszczę brwi i usiłuje przypomnieć sobie to zdarzenie. Wzruszam ramionami.
-Nie liczy się. – odparłam. Sapnęłam cicho, gdy nagle pojawia się przede mną niczym góra nie do zdobycia. Silny, szybki i w dodatku wściekły. Jego oczy jarzyły się jasnym szkarłatem. Patrzyłam zdezorientowana w jego twarz, nie mogąc wykrztusić ani słowa. Bez słowa ujmuje moją dłoń i przyciska usta do nadgarstka. Mimowolnie drżę, gdy czuje zimny dotyk na skórze.
-Przypomnę Ci. Za to, że pomogłem w zamian ofiarowałaś mi siebie. Teraz należysz do mnie i jesteś moją własnością. Mogę zrobić z Tobą co chce a ty masz mi służyć i przychodzić na każde moje skinienie. Rozumiesz? Gdy przyśle swego sługę ty masz iść za nim jak cień. – odparł i odsunął się ode mnie. Pokiwałam lekko głową i starałam zapanować się nad moim sercem, które biło dwa razy szybciej niż powinno. Oddychałam z trudem. Itachi patrzył na mnie, po czym uśmiechnął się lekko, ukazując kły.
-To do zobaczenia. – rzekł i zniknął jak mgła. Stałam tak po środku kuchni i zastanawiałam się, co zrobiłam. Sprzedałam się wampirowi a przecież przez całe życie z nimi walczyłam. Usiadłam na podłodze i przycisnęłam kolana pod brodę. Spuściłam głowę i oddychałam równo.
-Stałam się niewolnicą wampira.

 *




Skończyłam. Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale ostatnio nie ma czasu i niestety stąd to opóźnienie. Nie wiem, kiedy ukaże się następna cześć, gdyż teraz zamierzam napisać na itasaku, więc do zobaczenia.
Rozdziały przeniesione są z bloga jednopartowki-itasaku Kimi, też zacznie przenosić swoje partówki, więc możliwe, że już czytaliście niektóre! Pozdrawiam. 

Świat Mroku (ItaSaku) cz. 2

Brak komentarzy:



Zapukałam mocno w dębowe drzwi i czekałam. Stojąc na ganku przyglądałam się wypielęgnowanym grządką kwiatów, które rozsiewały swój słodki zapach. Na podjeździe stał samochód - czerwone Punto toteż wiedziałam, że ktoś jest w domu. Westchnęłam cicho i zapukałam kolejny raz, tym razem głośniej. Usłyszałam ciche szuranie nóg o podłogę a po chwili drzwi się otworzyły, ukazując twarz Shino. Uśmiechnęłam się lekko.
-Nie musiałaś tak walić. – odparł, wpuszczając mnie do środka. Przystanęłam po środku pomieszczenia i rozejrzałam się wokół. Nic się nie zmieniło. Kuchnia urządzona jak zawsze w przesadnym stylu. Zerknęłam na chłopaka, który miał na sobie szarą bluzkę z długim rękawem i brązowe spodnie od dresu. Na jego nosie jak zawsze spoczywały czarne, okrągłe okulary, które zakrywały jego oczy. Włosy rozwichrzone jakby przed chwilą wstał.
-Widać, że nic się nie zmieniło. -  rzekłam, ignorując jego poprzednią wypowiedź. Brunet milczał i zlustrował mnie wzrokiem. Czarna bluzka bez rękawów i czarne spodnie podkreślały moją szczupła, atrakcyjną sylwetkę. Długie buty na szpilce sprawiały, że byłam wyższa niż w rzeczywistości.
-Czyżbyś szła na pogrzeb? – spytał z przekąsem. Zaśmiałam się perliście.
-Jak zawsze świetne poczucie humoru. – Aburame milczał, przeczesując włosy wierzchem dłoni, sprawiając, że miał na głowie większą szopę niż przedtem.
-Nie przyszłaś tu po to, aby powspominać dawne czasy, więc czego chcesz? – spytał bez urazy. Z mojej twarzy zszedł uśmiech.
-Informacji. -  Mój głos stał się profesjonalny. Czarnooki pokiwał głową.
-Chodź. – Skierował się do swego ‘gabinetu’ jak  zaczął go nazywać. Przeszliśmy przed salon, który tonął w różu. Zatrzymałam się patrząc to na różowe ściano to na meble w kolorze ciemnej wiśni.
-Hm powiedzmy, że mama wzorowała się na Ciebie wybierając ten wystrój – rzekł Shino trochę speszony. Uniosłam jedną brew i mimowolnie przeczesałam palcami swoje różowe włosy.
-Rozumiem. – odparłam współczująco. Przeszliśmy wąski  korytarzem, na którego końcu znajdowały się drzwi. Kiedyś byłam tam składzik a brunet urządził go na swoje osobiste biuro. Otworzył drzwi i zapalił światło. Żarówka zamrugała a jej mdły blask padł na komputer umieszczony po środku pokoju. Zamknęłam drzwi i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pokój był mały, urządzony schludnie. Stał tu stolik i dwa krzesła. Prócz biurka, na którym spoczywał komputer znajdował się tu regał na książki. Nie zabrakło również sterty gazet w kącie. Na ścianach wisiały plakaty i wycinki gazet, podające największe wydarzenia w historii tego miasta.
-Muszę przyznać, że masz gust. – odparłam, wpatrując się w zdjęcie półnagiej kobiety wiszącej nad biurkiem. Chłopak nie skomentował tego a ja nie zamierzałam tracić więcej czasu.
-To czego chcesz? – ponawia pytanie, patrząc na mnie uważnie.
-Chcę się dowiedzieć, gdzie mogę dowiedzieć się więcej na temat tamtego typa. – mówię. Shino kiwa głową. Wie o co chodzi. Już kilka razy byłam u niego po informację. I wie dlaczego robię to co robię.
-Nie masz dość problemów? – mówi i odwraca się, zasiadając do komputera. Po chwili jego palce bębnią o klawiaturę.
-Wiesz, że lubię doprowadzić sprawę do końca. – mówię, choć nie jest to do końca prawdą. Gdybym chciała mogłabym to rzucić, wiedząc, że zabiłam tego mężczyznę. Wtedy byłabym spokojniejsza i może wyjechałabym z Tokio na zawsze. Kusząca perspektywa.
-Nie mogę nic więcej ci powiedzieć, co sama wiesz. – odzywa się czarnooki, wyrywając mnie z zamyśleń. Kiwam sztywno głową, niepocieszona. – ale… - Uwielbiałam, gdy tak mówił. Coś wiedział. – Jest taki klub. – mówił ostrożnie. – Nie mów nikomu, że to ja Ci powiedziałem.
-Pewnie, że nie. Nie zdradzam swoich Informatorów. – syknęłam zirytowana. Kiwnął głową.
-W dzielnicy Kanto jest taki klub ‘Kokoro’ lub ‘Shinichi’ już dokładnie nie pamiętam. – Marszczę brwi. -  Na pewno go zauważysz. Wokół niego kręci się dużo ludzi. Ponadto nad drzwiami wisi duży, czerwony szyld, nie sposób go przeoczyć.
-Co to ma do rzeczy? – pytałam już trochę wściekła. Shino nie wyraża się w dość jednoznaczny sposób.
-Znajdziesz tam kogoś. Nie znam jego imienia ale wiem, że rządzi tą speluną i nie tylko.  – mówił interesująco. -  Będzie to brunet o czarnych, długich włosach. – zakończył swoją wypowiedź. Stałam i myślałam nad tymi informacjami. Nie było ich wiele ale lepsze ten trop niż wcale.
-Będzie chciał ze mną rozmawiać? – spytałam. Aburame spojrzał na mnie w milczeniu.
-Musisz go odpowiednio zachęcić. – Zrozumiałam jego sugestie. Kiwnęłam głową.
-To dzięki. – Pożegnałam się i wyszłam z jego domu. W drzwiach minęłam się z jego matką, która długo mi się przyglądała.  Nie interesowało mnie jej natrętne spojrzenie, miałam na głowie inne sprawy.  


Około południa znalazłam się w swoim mieszkaniu, które mieściło się w dzielnicy Okori. Westchnęłam i rzuciłam płaszcz na krzesło w kuchni. Podeszłam do kuchenki i postawiłam czajnik na gazie. Wyjęłam z małej szafki zielony kubek i wrzuciłam saszetkę herbaty. Po czym postawiłam na blacie stołu. Skierowałam się do sypialni a dokładnie do szafy. Otworzyłam mebel i przyjrzałam się jego zawartości. Spoglądam na ubrania wiszące na wieszakach. Zaczęłam je przeglądać i zastanawiałam się, co włożyć. Żadne z ubrań, które posiadałam nie nadawało się do klubu. Przeważnie były to spodnie bądź rybaczki a także bluzy z długim rękawem i kapturem. Musiałam przyznać, że mam zły gust. Już prawie pogrążyłam się w rozpaczy, gdy przypomniałam sobie o prezencie od Hinaty - mojej przyjaciółki. Uradowana zaczęłam przeszukiwać dno szafy, aż w końcu natrafiłam na fioletowe pudełko. Wyjęła je ostrożnie  i położyłam na łóżku. Uśmiechnęłam się. Usłyszałam gwizdek toteż szybko pognałam do kuchni i wyłączyłam palnik. Postawiłam gotową herbatę na stole, po czym sięgnęłam po krakersy. Nie byłam zbytnio głodna, gdyż zjadłam późne śniadanie. Usiadłam na drewnianym krześle i ugryzłam kawałek krakersa.   Spojrzałam przez okno i zauważyłam kilka szarych chmur. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie padać.


-To tutaj. –mówię taksówkarzowi, wtykając mu w rękę plik pieniędzy. Mężczyzna zatrzymuje się przy krawężniku. Wychodzę z samochodu a on odjeżdża z piskiem opon. Patrzę jak auto znika za rogiem.  Kręcę głową i poprawiam czarną sukienkę. Była trochę za ciasna  i podkreślała moje kobiece kształty. Niezrażona dziwnym zachowaniem kierowcy szłam powoli na czarnych szpilkach w stronę klubu. Dostrzegłam go, za nim zauważyłam kręcących się nieopodal ludzi. Nad drzwiami wisiał neonowy, czerwony napis Shinichi i podobiznę lisa, który trzyma w ręku papieros.
-Szalenie oryginalne. – mówię i kieruje się do drzwi. Nagle zatrzymuje się, widząc znaną mi sylwetkę. Uśmiecham się ironicznie, widząc Kibę z dwiema dziewczynami. Chłopak uśmiechał się uroczy a one śmiały się wdzięcznie z jego kawałów. Przewróciłam oczami. Czarnooki przechodzi obok, lecz niespodziewanie odwraca się w moją stronę, patrząc na mnie w zadumie.
-Sakura? – pyta. Próbuje uśmiechnął się.
-Cześć a zastanawiałam się gdzie zniknąłeś. – mówię z cichą drwiną w głosie. Inuzuka lustruje wzrokiem moją sylwetkę. Próbuje nie drgnąć.
-Haruno, co to za impreza, że wcisnęłaś się w tą kieckę?! – Ignoruje jego sarkastyczny ton. Jego przyjaciółki cicho zaśmiały się.
-Powiedzmy, że przypadkowa okazją. – mówię i zerkam w stronę klubu. Kiba to zauważyła i również spojrzał na budynek. Zmarszczył brwi.
-To nie twoje klimaty. Z resztą nie wiesz w co się pakujesz. – Zdenerwował mnie. Chyba nie myśli, że jestem, aż taka ślepa? Dobrze wiem kim są te lale, które trzymają go za ramiona. Oczywiście, że były to wampirzyce dlatego były tak cholernie ładne, jednak nie miałam ochoty się zdradzać z tą wiedzą. Uśmiechnęłam się sztucznie, bez wyrazu.
-Życzę udanej nocy. – warknęłam przed zaciśnięte zęby. Odwróciłam się pośpieszne i szybko pognałam do kluby, na tyle, ile pozwalały mi buty. Wkroczyłam wolnym krokiem przed drzwi. Do moich nozdrzy dotarł zapach tytoniu i alkoholu zmieszany  z aromatem perfum. Moje oczy dostrzegły grupę ludzi bawiących się i krzyczących niezrozumiale do siebie. Było głośno.  Podeszłam pewnym krokiem do baru i usiadłam na jednym z wysokich, żelaznych krzeseł. Cicho westchnęłam i patrzyłam na tańczące pary, które lubieżnie dotykały się.
-Co podać? – słyszę tuż przy uchu męski głos. Uśmiecham się mimowolnie i odwracam do rozmówcy. Barman był wysoki o szarych włosach i fioletowych oczach. Przyglądał się mi z błyskiem w oku.
-Tak,  poproszę wodę. – Mężczyzna nie skomentował tego wyboru i podał mi szklankę z bezbarwną cieczą. Uśmiechnęłam się w podziękowaniu.
-Jestem Hidan. – Przedstawia się i wyciąga do mnie dłoń.
-Sakura. – Ściskam jego wielką dłoń, jest zimna w dotyku.
-Pasuje do Ciebie. – mówi. – Co taka kobieta jak ty tutaj robi? – pyta od niechcenia choć wiem, że do czegoś pnie. Uśmiecham się, starając się ukryć nerwowość.
-Przyszłam się zabawić. -  mówię i biorę łyk wody, jest chłodna i dobra. Hidan kiwa głową z aprobatą i wyciera brudne szklany, białą ściereczką.  – i kogoś znaleźć. -  dodaje. Szarowłosy podnosi wzrok i patrzy na mnie. Odkłada materiał na bok i pochyla się w moim kierunku, mając dobry widok na mój biust.
-A kogo konkretnie? – pyta.
- Takiego bruneta z długimi włosami i czarnymi oczami. – mówię. Przez chwilę twarz fioletowookiego jest nienaturalnie nieruchoma, po czym na jego twarzy pojawia się nikły uśmiech. Odchyla się ode mnie.
-Znam go. Często wpada do klubu i jeśli chcesz mogę go ci przedstawić. – Uśmiechnęłam się na tą wzmiankę. Poszło łatwiej, niż przypuszczałam.
-Miło by było z Twojej strony. – Barman kiwnął głową i powrócił do obsługiwania klientów. Dyskretnie obserwowałam pomieszczenie. Zauważyłam  ludzi wchodzących i wychodzących z klubu w doskonałych nastrojach.  Dużo myślałam popijając wodę w małych ilościach i zdążyłam zauważyć, że ten klub jest słynny. Ciągle ktoś się kręcił, co rusz widywałam nowe twarze ludzi a jednak budynek nie był przepełniony. Coś mi umknęło. Postawiłam szklankę na blacie i rozprostowałam palce.  Byłam zmęczona tym czekaniem. Przelotnie spojrzałam na zegar. Minęła ósma. Zabawiłam tu prawie godzinę i niestety nie dowiedziałam się nic ciekawego. Westchnęłam, lustrując wzrokiem parkiet. Jedna para dobrze się bawiła, rozbierając się nawzajem. Usłyszałam gwar podniesionych głosów, gdy grupka ludzi weszła do klubu. Zmarszczyłam brwi, obserwując jak nowo przybyli poruszali się z gracją i z zwinnością. Nie zauważyłam twarzy, gdyż w pomieszczeniu panowała ciemność a jedynym źródłem światła były kolorowe neony. Zobaczyłam Hidan'a jak rozmawia z kimś szept potem kiwa głową. Idzie powolnym krokiem w moim kierunku. Próbuje przybrać normalny wyraz twarzy a usta wykrzywiły mi się w uśmiech. Szarowłosy stanął przed mną i wskazał na jeden ze stolików, przy którym siedział mężczyzna. Byłam tego pewna.
-Czeka na Ciebie. – rzekł i zniknął za ladą, czyszcząc szkło. Kiwnęłam głową i skierowałam się w kąt sali. Szłam, kołysząc lekko biodrami. Szłam, wpatrując się w mężczyznę. Shino dobrze go opisał. Miał długie czarne włosy i węglowe oczy. Jego twarz była blada a na policzkach zauważyłam dwie krzywe linie. Uśmiechnęłam się, widząc, że mnie obserwuje. Wyglądał na kilka lat starszego ode mnie. Może mnie z dwadzieścia parę lat lecz na pewno nie przekroczył dwudziestu pięciu. Przystanęłam obok stolika a on wstał, odsuwając cicho krzesło.
-Witam. – Przywitał się i pocałował moją dłoń. Usta miał zimne jak sople lodu. Próbowałam się z skrzywić. – Mam na imię Itachi.
-Sakura. – odparłam i oboje usiedliśmy na krzesłach.  Mężczyzna oparł dłonie o blat stołu i patrzył na mnie zaciekawiony.
-Dużo o tobie słyszałem od Hidan'a. – odezwał się nagle. Zaskoczył mnie jego miękki, męski głos.
-Tak a co konkretnie? – spytałam.
- Że jesteś piękna i wcale się nie pomylił. – Uśmiechnęłam się i nieśmiało spuściłam wzrok.
-Dziękuję. – powiedziałam. Siedzieliśmy i patrzeliśmy na siebie. Itachi odezwał się pierwszy.
-To co chciałaś ode mnie? – spytał i zawołał kelnerkę, aby przyniosła wino. Powoli w głowie układałam sobie plan jak to powiedzieć i się nie zdradzić.
-Powiedzmy, że kogoś szukam. – odpowiedziałam, gdy dziewczyna nalewała alkohol do dużych kieliszków. Uchiha powąchał wino, po czym upił mały łyk, delektując się jego smakiem.
-A kogo konkretnie? – spytał.
-Cóż. – rzekłam, zaciskając dłonie na kieliszku. – Szukam takiego typa, który ubiera się w czarne prochowce, ma czerwone oczy i bladą cerę. – mówię i patrzę na bruneta. Jego twarz ani drgnęła. Pił napój.
-Hm. – odstawił kieliszek na stół. – Nie znam nikogo takiego. – Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Po chwili namysłu postanowiłam zakończyć tą szopkę. Pochyliłam się do niego.
-Słuchaj. Wiem, że wiesz kim jest ta nędzna kreatura więc nie mydl mi oczu.
-Skąd ta pewność? – pyta, nalewając sobie wina. Zaciskam usta. Uśmiecham się lekko.
-Bo jest pijawką tak ja ty. – mówię. Czarnooki zaśmiał się cicho i dźwięcznie jakbym powiedziała żart. Odchylił się na krześle i patrzył na mnie rozbawiony.
-Muszę przyznać, że jeszcze nikt nie powiedział mi tego prosto w oczu.
-Cieszę się, że to byłam ja. – warknęłam.
-Powiedz mi, dlaczego mam Ci widać jednego z moich poddanych?
-Bo jeśli nie nadal będę zabijać twoich sługusów.
-Hm…
-Zawrzyjmy układ. – mówię w końcu.
-A to ciekawe.
-Jeśli wydasz mi tego szczura to ja już nie będę zabijać wampirów.-  powiedziałam i czekałam na jakąkolwiek reakcje z jego strony.
-To za mało. -  mówi. Spojrzałam na niego.
-A co byś chciał? – spytałam. Wampir nie odpowiedział. W jego oczach czaił się mrok, który gęstwiła z każdą chwilą.
-Ciebie. – Krótka, treściwa odpowiedź mnie zaskoczyła. Drgnęłam niespokojnie. Patrzyłam na Itachi’ego lecz myślami byłam daleko. Chciałam odmówić i wyjść stąd, lecz nie potrafiłam. Tak blisko byłam celu i mogłam go stracić. Jeśli odmówię brunetowi nie puści pary z ust. Ba! Zapewne ostrzeże tego szczura i zaszyje się w najciemniejszej norze i możliwe, że nigdy go nie znajdę. Wiem, że jestem dobra i to bardzo, ale nie dam rady odszukać wampira. Co miałam zrobić? Poddać się woli tego wampira czy na raz stracić może ostatnią szanse pomszczenia rodziców? Bo przecież po to żyłam? Żeby zabić mordercę i uwolnić się od obietnicy, którą złożyłam dawno temu. Czy było warto? Uchiha przyglądał mi się i nie zauważył, że jestem wewnętrznie rozdarta. Zaciskam dłoń i czuje jak paznokcie wbijają mi się w skórę.
-Zgadzam się. – Wypowiedziałam te słowa tak po prostu. Brunet uśmiechnął się. Wyciągnął do mnie dłoń a ja od razu ją uścisnęłam. Choć czułam, że źle robię.
-To świetnie. Wiedziałem, że się zgodzisz Zabójczyni.

*
Druga część za nami.

Świat Mroku (ItaSaku) cz. 1

Brak komentarzy:


Czułam się jak popsuta zabawka rzucona w najmroczniejszy kąt w pokoju. Zapomniana przez wszystkich, leżałam i czekałam, aż kiedyś znów ujrzę światło dzienne, poczuje, że wciąż jestem potrzebna. Ale kiedy to nastąpi? Nie wiem, mam dość otaczającej mnie ciemności, która powoli mnie zabija. Spadłam w bezdenną otchłań ciszy i rozpaczy, tonę w morzu cierpienia. Pragnę się uwolnić z pod jarzma strachu, lecz nic z tego, nie mogę, jestem skazana na Niego. Tego, który pierwszy rozpoczną to piekło i który zmienił mnie w to czym jestem teraz.


23.04  dzień, w którym umarłam i na nowo się narodziłam.

14.05.2013
Szłam wzdłuż  bocznej uliczki przepełnionej śmieciami i różnymi gratami. Zapach stęchlizny unosił się w powietrzu, a odór ścieków nie pozwalał normalnie oddychać. Tak wyglądało prawdziwe oblicze miasta. Bród, smród i ubóstwo. Brakowały tylko kilku pijaków, aby oddać temu miejscu autentyzmu. Wyjęłam z ust papierosa, po czym z mego gardła wydobył się palący, szary dym. Lubiłam to, dzięki temu mogłam się zrelaksować. Wiem, że to nałóg. Ale cóż, nie potrafię z tym skończyć. Przecież człowiek musi na coś umrzeć? Uśmiechnęłam się zadziornie i znów wypuściłam  tytoniowy dym.  Przechodząc obok kubła na śmieci, rzuciłam niedopałek nie przejmując się, że w każdej chwili może się zapalić. To już nie moja działka. Przeraźliwy krzyk kobiety rozciął poranną ciszę, powodując iż z mych ust nie schodził uśmieszek. A więc go znalazła? Cóż. Prędzej czy później ktoś by na niego wpadł znaczy na jego pozostałości.  Nic nie ma znaczenia...dla mnie. To co miałam najcenniejsze straciłam w dniu moim  8 urodzin. Kiedy zachwycona biegałam do domu nie mogąc się doczekać tego pieprzonego dnia, byłam szczęśliwa...ale...pamiętam to dokładnie, jakby zdarzyło się wczoraj i pozostanie w mej pamięci na zawsze.


23.04.2003
"Siedziałam w swoim pokoju cicho bawiąc się lalkami. W domu było cicho zbyt cicho. Wstałam powoli z drewnianej podłogi i lekko wyjrzałam za drzwi. Korytarz prowadzący do kuchni okazał się pusty.
-Mamo? - szepnęłam cichutko, po czym wyszłam z pokoju , powoli kierując się w stronę jadalni. Stukot moich butów odbijał się echem po całym domu.
-Boję się -  szepnęłam. Stawiałam malutkie kroczki na drewnianej podłodze. Zatrzymałam się przed wejściem do salonu. Powoli zajrzałam do środka.
-Mamo...? - szepnęłam, po czym wkroczyłam w mrok.  Panującą ciemność w pokoju rozjaśniał słaby blask świecy, stojącej na krawędzi stołu. Wkroczyłam w mrok, bojąc się, że ktoś może złapać mnie za nogi i powlec w nieznanym kierunku. Bałam się nocy i wszystkiego co było z nią związane.  Nawet spałam przy włączonym świetlne, nigdy nie wychodziłam na dworze w po ciemku. Po prostu bałam się...Często czułam jakby obserwował mnie para złych, czerwonych oczu. Byłam tchórzem. Przystanęłam i nasłuchiwałam. Cisza była niedoniesienia. Podreptałam bliżej świecy po czym wzięłam ją w ręce, odwróciłam się z zamiarem wkroczenia dalej, gdy nagle zesztywniałam. Pisnęłam głośno, zakrywając dłońmi buzie. Świeca upadła i poturlała się do leżących ciał. Mym ciałem zawładną dreszcz, ręce trzęsły się nie kontrolowanie po czym z mego gardła wydobył się szloch, coraz głośniej płakałam. Na drżących nóżkach podeszłam do rodziców. Ich martwe oczy wpatrywały się we mnie uważnie. Upadłam na kolana w kałuże krwi. Bałam się, ale spróbowałam dotknąć ramienia mamy.
-Mamo. – szepnęłam. - Mamo! - Trzęsłam jej bezwładnym ciałem. Nic. Żadnego ruchu. Łzy płynęły po zaróżowionych policzkach. Podeszłam do taty, jego też próbowałam obudzić. -Nie! - krzyczałam z rozpaczą. –Nie! - Usłyszałam stukot butów o posadzkę. Zamarłam. Powoli odwróciłam się za siebie, napotykając czerwone spojówki. Oczy rozszerzyły mi się ze strachu.
-Witaj. - Uśmiechnął się szyderczo. - A może żegnaj? -  Uderzył mnie mocno w brzuch, poturlałam się i walnęłam w ścianę. Jęknęłam z bólu. Podniosłam wzrok. Mężczyzna spowity był z czerń, w jego kącikach oczu czaił się mrok. Uśmiechnął się odsłaniając szereg ostrych zębów.
-Pożegnaj się ze światem maleńka. - szepnął.  Wstałam ociężale i przyległam bliżej ściany.
-Nie! - Nagle zapalił się ogień, świeca leżała w kałuży krwi. Obcy syknął jak dzikie zwierze. Płomienie dosięgły zwłok i "pożerały" je z każdą minutą. Patrzyłam na to z oszołomieniem, chciałam rzucić się ku nim, ale to nic nie da. Teraz walczyłam o własne życie. Byliśmy oddzieleni językami ognia, osobnik się wahał. Widziałam jak w jego oczach pojawia się drapieżny błysk. Ogień w tym czasie pochłonął większość pomieszczenia, palący dym wdarł się do mych ust, kasłałam.
-Ty i tak umrzesz. - usłyszałam jego zimny głos. - Więc nie muszę się teraz tobą zajmować. Zniknął. Po prostu rozpłynął się w powietrzu. Chciałam się ruszyć, lecz płomienie były wszędzie.  Sufi zaczął się walić, spadło kilka belek, które od razu zaczął trawić ogień. Nie miałam żadnego wyjścia. Zginę. Ja nie chcę. Odwróciłam się napotykając okno. Okno. Wdrapałam się na parapet z zamiarem otwarcia go, lecz nic z tego. Było coraz gorącej, skóra zaczęła mnie parzyć, z mojej letniej sukienki nie zostało nic prócz łachmanów. Nie otworzę. Ta gorzka prawda stała się udręką. Ja nie mogę. Muszę to zrobić dla rodziców. Spojrzałam ostatni raz na miejsce, gdzie leżały ich ciała po czym rzuciłam się do okna. Szyba pękła rozbijając się na milion drobnych kawałków, niektóre z nich raniły moje drobne ciało. Wylądowałam na trawie. Nie było tak źle. Podniosłam się z trudem i spojrzałam na dom. Cały już płonął. Nie mogę tu zostać. Chwiejnym krokiem szłam przed siebie. Bałam się, że On znów wróci, aby mnie zabić. Moje dłonie pokryte były licznymi ranami, z których ciekła krew. Powoli siły mnie opuszczały...Nie jeszcze nie teraz! Szłam dzielnie nastawiając każdy krok. W oddali usłyszałam wycie syren, ale było za późno. Przed oczami majaczyły mi szarawe plamy. Nie. Obraz zaczął się rozmazywać...upadłam na kolana i rozłożyłam się na wilgotnej trawie. Jak przyjemnie....Zemdlałam."



Potrząsnęłam głową, aby wywalić tą natarczywą myśl. Od 10 lat nawiedzał mnie w snach szepcąc te same słowa: "I tak Cię dopadnę". Na jego ustach widniał ten sam uśmiech, co wtedy, uśmiech zwycięstwa. Nienawidziłam go za wszystko. Zacisnęłam ręce w pięści. Dziś znów zabiłam, kolejnego śmiecia, który był nie wart, aby nadal żyć na tym świecie. Zabiłam go nawet nie mówiąc, dlaczego. Jedno pchnięcie, a sztylet wbił mu się prosto w serce. Ale to nie ON. To nie ten, którego pragnę zabić. Od dziesięciu lat próbuję znaleźć tego drania i zabić go, pomścić śmierć moich rodziców. Dotarłam do głównej ulicy w Tokio, gdzie po tym skręciłam w prawo.  Muszę się dowiedzieć, gdzie przebywają kolejni mordercy. Na mych ustach znów zawitał uśmiech. Spowita w czerń budziłam pewne wątpliwości napotkanych ludzi, ale już dawno przestałam być człowiekiem.

*
 Witam. Tak długo nic nie dodawałam, prawie rok. Jak ten czas mija. Tak więc zapraszam do przeczytanie mojej (chyba) 3 partówki. Nie będzie ona długa, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba. Pozdrawiam. 

Życie naznaczonej (część 10)

1 komentarz:
Przymknęła powieki, rozkoszując się idealną ciszą jaka panowała w pomieszczeniu. Jej myśli pozostawały rozmącone przez poranną rozmowę ze starszym Uchihą. Ta dyskusja wytrąciła ją z równowagi. Przez co od rana chodzi zła jak osa. Myślała, że mały odpoczynek zrobi jej dobrze, jednak pomyliła się. Ta sprawa nie dawała jej spokoju. Od kilku minut czekał na pewną uczennicę, aby wyjaśnić jej problem jaki zaistniał i, który musi rozwiązać. Westchnęła, splatając dłonie ze sobą. Usłyszała szczęk otwieranego zamka. Otworzyła leniwie oczy, wpatrując się w niebieskowłosą. Dziewczyna ukłoniła się lekko i stanęła przed jej obliczem.
- Cieszę się, że tak szybko przyszłaś.  - powiedziała. Konan kiwnęłam głową. - Mam dla Ciebie pewne zadanie. Chodzi tu o Haruno Sakure... - zaczęła, wyjaśniając uczennicy cel jej odwiedzin.

Westchnęłam zrezygnowana i spojrzałam na swoje ubrania. Postanowiłam założyć spodnie i tunikę.
- Masz się ładnie ubrać ! - usłyszałam z dołu głos Kakashiego. - Zero spodni ! - nakazał. Znowu westchnęłam. Od kiedy to on będzie mi wybierać w co się ubiorę, co ? Spojrzałam na kremową sukienkę i założyłam ją, do tego brązowawe buty na obcasie. Włosy miałam rozpuszczone i tak je zostawiłam. Zerknęłam na leżące ubranie, postanowiłam, że spodnie zabiorę. Poszukałam jeszcze obcisłego topu i marynarki. Wszystko schowałam do torby, po czym zeszłam na dół. Hatake czekał na mnie na korytarzu.
- Teraz będziesz mnie ciągle odwoził ? - spytałam.
- Tak. - odparł. Przewróciłam oczami, kierując się do drzwi.

Szarowłosy podwiózł mnie pod same drzwi, co było lekką przesadą. Lecz zaraz zmieniłam zdanie, gdy usłyszałam dzwonek.
- Cholera, spóźnię się ! - przeklęłam pod nosem i szybko powędrowałam do sali treningowej, gdyż miałam lekcję Samoobrony. Przeciskałam się przez tłum , olewając głośne szepty uczniów. Zapewne chodziło o wczorajszy bal. Przewróciłam oczami.  Ludzie się nigdy nie zmienią, tylko plotki im w głowie. Uśmiechnęłam się delikatnie, widząc drzwi prowadzące do sali. Szybko przemknęłam przez wrota i znalazłam się w środku. Owa sala była ogromna i doskonale wyposażona w różne urządzenia do treningu jak bieżnie, sztangi itp. Jednak coś tu nie pasowało. Spojrzałam po liczbie osób, że jest nas za dużo. Czyżby łączone lekcje? Zdziwiona podeszłam bliżej Ibikiego - naszego trenera, który jakby to rzecz ma fioła na puncie treningu. Lubi wyżywać się fizycznie na niektórych uczniach.
- Wreszcie przyszłaś Haruno. - odparł jak zawsze obojętnie i spojrzał na mój strój. Fakt nie pasował do tej okoliczności. - Hm...
- Mogę w tym ćwiczyć. - szybko odpowiedziałam. Mężczyzna spojrzał na grupkę wampirów, którzy patrzyli na mnie z przestrachem. Czy ja jestem  aż tak straszna?
- Nie, odpuszczam Ci Haruno...pokazałaś na co cię stać. - rzekł i skierował się do grupki uczniów, których pierwszy raz widzę na oczy. Kątem oka dostrzegłam znaną mi postać bruneta - Sasuke.
- Haruno usuń się z drogi ! - usłyszałam polecenie Morino. Niepewnie rozejrzałam się dookoła, po czym zeszłam z boiska i stanęłam bliżej ściany. - Dobra zaczynamy! Ruchy, ruchy... - Wampiry zaczęły biegać wokół sali, a ja nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Zauważyłam nieopodal ławkę, więc postanowiłam usiąść na niej. Tak, więc to uczyniłam.
Przez chwilę obserwowałam jak mężczyzna wyżywa się psychicznie na uczniach, lecz to mi się znudziło. Oparłam się plecami o ścianę i spojrzałam w sufit. Był taki biały. Nagle poczułam jak coś uderza w moją nogą. Szybko oderwałam wzrok od sufitu i spojrzałam na leżącą przede mną piłkę do siatkówki. Zmarszczyłam brwi.
- Przepraszam. - usłyszałam swobodny męski głos. Podniosłam wzrok na osobnika, którym okazał się młody Uchiha. Nie odpowiedziałam tylko jak zafascynowana wpatrywałam się w bruneta. - Mam nadzieję, że nie boli ? - spytał z troską.
- E..nie... - odpowiedziałam, a on uśmiechnął się lekko. W tym uśmiechu coś było, co dało mi do myślenia.
- Jeszcze się nie znamy, jestem Sasuke Uchiha. - odparł. Wyciągnęłam rękę chcąc uścisnąć mu dłoń, lecz zamiast tego złożył na mej dłoni delikatny pocałunek. Zarumieniłam się lekko i speszona odwróciłam wzrok.
- Haruno Sakura. - odpowiedziałam niepewnie, wpatrując się w te dwa czarne węgle. Chłopak zabrał piłkę.
- Uchiha dość tego! Weź te cztery litery i chodź do nas a nie podrywasz panny ! - usłyszałam zgryźliwy komentarz Ibikiego, co jeszcze bardziej mnie onieśmieliło, bo powiedział to dość głośno.
- Muszę iść. - rzekł, posyłając mi ostatni uśmiech i podbiegł do trenera, który zdzielił go przez głowę. Nadal uśmiechałam się jak głupia do sera, choć za wszelką cenę, chciałam przybrać wyraz obojętności. Nie udało mi się to jednak. Nie wiem, co mnie napadło? Zakryłam usta dłonią, aby nikt nie zauważył uśmiechu. ' Zaraz zacznę się śmiać jak głupia ' - pomyślałam. Dopiero po kilkunastu minutach opanowałam się na tyle, aby zachować normalny wyraz twarzy. Nie wiedziałam, że spotkanie z Uchihą tak pozytywnie na mnie wpłynie. Czułam się przy nim tak dziwnie. A teraz kompletnie mi rozum odjęło. Bo od kiedy tak często się uśmiecham, kiedy jakiś facet podchodzi do mnie? Hm...to był pierwszy raz. W tamtym życiu nie byłam taka lubiana. Teraz się to zmieni. Rozejrzałam się zaciekawiona po sali, szukając wzrokiem znanych mi osób i znalazłam je. Stali oni po drugiej stronie sali i wpatrywali się we mnie badawczo. ' Czyżby widzieli jak Sasuke do mnie podchodzi ? ' - pomyślałam. Itachi stał z skamieniałam wyrazem twarzy, oparty o ścianę. Nie wyglądał na zadowolonego. Jego przyjaciele tłoczyli się wokół niego, coś szepcząc między sobą. Jednak najbardziej nie podobało mi się zachowanie bruneta, patrzył na mnie jakby z wyrzutem? Nie wiem, o co mu chodzi. Ale od razu poczułam się winna. Tylko, że nic przecież złego nie zrobiłam ? Odwróciłam wzrok. Powoli mój cały entuzjazm ze mnie wyleciał. Nie miałam ochoty tu dalej siedzieć, więc wstałam i powędrowałam do wyjścia. Cicho przemknęłam przez otwór i skierowałam się wzdłuż korytarza.
- Sakura ! - Za plecami dobiegł mnie głos Konan, co było dla mnie szokiem, gdyż tak oficjalnie się nie znałyśmy. Zatrzymałam się i pozwoliłam, aby mnie dogoniła.
- Tak ? - spytałam nazbyt uprzejmie, co niebieskowłosa zignorowała.
- Muszę z Tobą porozmawiać. - rzekła rzeczowy tonem.
- O co chodzi ? - spytałam, nie wiedząc, co może chcieć ode mnie bursztynooka.
- Wiem, że nie radzisz sobie w byciu wampirem tym bardziej wampirzycą..  - zaczęła. Na pewno tego się nie spodziewałam. Nie umiem być wampirem ?  No przepraszam, trzeba jakiś kurs ukończyć ażeby nim zostać !? Nie moja wina, że tak wyszło, przecież ja tego nie chciałam ! Lecz za nim cokolwiek odpowiedziałam kobieta ciągnęła dalej. - Tak, więc wyznaczono mnie, abym Ci pomogła. - Dobre sobie. Chciałam się roześmiać, ale głos ugrzązł mi w gardle i nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa.
- A kto niby Cię wyznaczył ? - spytałam podejrzliwie. Miałam prawo wiedzieć, kto chcę rządzić moim życiem ?!
- Hm...Rada. - powiedziała powoli. No pięknie! Znowu ta Rada! Grr...Muszę koniecznie się o niej czegoś dowiedzieć. Otwierałam usta, aby zapytać, lecz Konan mnie ubiegła.
- Chodźmy,  zaraz będzie dzwonek. - I rzeczywiście zabrzmiał dzwonek, pozbywając mnie szansy wypytania o szczegóły wampirzyce.

Następną naszą lekcją była Anatomia ludzka i jak myślicie z kim? No oczywiście z profesorem Orochimaru. Jak ja go nie lubię ! Ciągle mnie tylko pyta i posyła te swoje uśmiechy ala gad. Nie chciałam mu znowu podpaść jak dawniej, ale czasami nie mogłam oprzeć się pokusie, aby mu dopiec. Chyba pozostało we mnie z dawnej Sakury ? Uśmiechnęłam się delikatnie, notując notatkę podyktowaną przez nauczyciela.
- Czy coś się stało Haruno ? - spytał jak zawsze podejrzliwie.
- Nie, proszę pana. - odparłam grzecznie.
- To dobrze. - powiedział, jednak nie spuścił ze mnie wzroku. Musiałam się pilnować, aby nie wpaść. Nie zdążyłam nawet pisnąć, kiedy brutalnie odebrano mi zeszyt. Gniewnym wzrokiem spojrzałam na bladoskórego, który z rosnącą obawą czytał notatkę. W końcu  ze zmarszczonym czołem, oddał mi moją własność, po czym powrócił do monologu.  Wzięłam swój zeszyt z rosnącą frustracją. Czy on nie przesadza, albo próbuje mnie sprowokować ? Otworzyłam kajet na odpowiedniej stronie  i zaczęłam pisać.

Odetchnęłam z ulgą, kiedy lekcja dobiegła końca. Miałam już dość humorków Orosia.
Z zadowoleniem opuszczałam te szare, cztery kąty, kiedy dobiegł mnie głos Konan.
- Sakura! - krzyknęła i skierowała się w moją stronę, zostawiając swoich przyjaciół. Westchnęłam cicho. Czuje się jakby miała niańkę. Serio. Kakashi chcę mnie pouczać, Konan, dyrektorka, Rada...Co ja jakieś dziecko jestem ?!  Ale nic nie powiedziałam.
- Idziemy spokojnie korytarzem. - wyjaśniła i lekko pociągnęła mnie do wyjścia. Kątem oka zauważyłam jak rudowłosy podąża w naszą stronę, chcąc coś powiedzieć, lecz niebieskowłosa go ubiegła.
- Nie czekajcie na mnie. My dojdziemy do Was w swoim czasie. - rzekła stanowczo. Nagato pokiwał głową i poszedł do swoich kolegów. Zdziwiona, patrzyłam jak szarooki tłumaczy chłopakom, po czym wszyscy udają się na zewnątrz. Zmarszczyłam brwi. ' Co tu się dzieje ? ' - pomyślałam.
- A teraz mnie słuchaj. - rzekła bursztynooka, łapiąc mnie za rękę, którą mocno ścisnęła. ' Ma siłę ' - pomyślałam. - Na początku krok. - spojrzałam na nią dziwnie, nic nie rozumiejąc. - Chodzi o chód. Masz iść powoli lecz z klasą. - wyjaśniła pośpiesznie
- Aha.. - wydukałam. Czy to czasami nie lekcja dobrego wychowania ?
- To jeden, dwa. - zaczęła liczyć nasze kroki, a ja starałam się, aby nie paść ze śmiechu, ale dziewczyna poważnie podeszła do swego zadania, więc nie chciałam jej robić przykrości. Poszłam za jej wskazówkami. Po paru minutach, rozluźniłam się na tyle, aby móc normalnie chodzić i muszę przyznać, że nawet dobrze mi szło. - Dobrze. - pochwaliła bursztynooka. - Druga sprawa: strój. Musisz zawsze wyglądać oszałamiająco. No może nie zawsze, ale musisz mieć całe ubranie. - Nie zrozumiałam jej ostatniej uwagi. ' Całe ? ' - pomyślałam. Czyli, że chyba nie podarte, nie? - Następne: mowa. Musisz dobrze się wyrażać. - pokiwałam głową. Z tym będzie trudniej, ale nie powiedziałam tego kobiecie. - Zachowanie. - Tu spojrzała na mnie znacząco a ja udałam, że nie wiem o co jej chodzi.
- Czyli ? - spytałam głupkowato.
- ...czyli nie możesz wyżywać się fizycznie na wszystkim, co wpadnie Ci w dłonie. - Pokiwałam głową, udając, że interesuje mnie to co mówi. - Np. jeśli chodzi o Bal. - odparła z naciskiem, myśląc, że zareaguje jakoś na tą wzmiankę. Wzruszyłam ramionami. Ucieszyłam się, kiedy wyszłyśmy na zewnątrz bo powoli miałam dość tych natrętnych spojrzeń i nauk Konan. Lekki wiaterek rozwiewał mi włosy. Spojrzałam wysoko w niebo, zakryte pierzastymi warstwami chmur. Uśmiechnęłam się lekko. Niebieskowłosa prowadziła mnie  na tyły szkoły, nie pytając się mnie o zdanie. Westchnęłam cicho. W oddali usłyszałam głośne rozmowy mężczyzn. Wyszłyśmy za rogu, tym samym ukazując mi grupkę wampirów. Zauważyli nas, gdy byłyśmy zaledwie kilka kroków od nich. Zamilkli. Zatrzymałyśmy się, a uczennica odebrała się od mojego ramienia. Już powoli zaczęło mi drętwieć. Rozmasowałam bolące miejsce. Wampiry nadal milczeli jak zaklęci, wpatrując się we mnie. To było pierwsze nasze spotkanie na osobności. Cóż. Założyłam ręce na piersi i odważnie patrzyłam w ich oczy. Speszyli się, spuszczając wzrok. Uniosłam jedną brew do góry. Tylko brunet pozostał niewzruszony. Mimowolnie mój wzrok zatrzymał się na blondynie, który kopał kamień. Wspomnienia dały o sobie znać. Oczami duszy widziałam jak leżę zbolała na ziemi a Deidara kopnął mnie  w nogę. To mnie zabolało i to bardzo.
- Patrzcie ! - zawołał niebieskooki i kapnął kamień, który wylądował daleko za posesje szkoły. - Jak daleko poleciał. Takie marne, nie znaczące, nic. - Jego uwaga mnie zdenerwowałam. Odsłoniłam kły. Nikt nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, gdyż byli skupieni na chłopaku. W tym oto kamieniu zobaczyłam dawną siebie: małą, nic nie znaczącą, słabą... Syknęłam złowieszczo, sprawiając, że kilka par oczy zwróciło się w moją stronę.
- Sakura! - jęknęła bursztynooka, lecz było za późno. Szykowałam się do skoku na niczego niespodziewającego się blondyna.
Deidara krzyknął przeraźliwie, kiedy niespodziewanie na niego naskoczyłam. Chciałam go przygwoździć do podłoża, ale wywinął się. Teraz przerażonym wzrokiem patrzył na mnie.
- Co ci jest ?! - spytał podenerwowany.
- Zapłacisz mi za to. - warknęłam i ruszyłam na niego. Moje paznokcie wydłużyły się i lekkim ruchem rozdarłam chłopakowi koszule. Wampir wiedział, że ze mną nie może zadzierać, więc pędem ruszyła przed siebie a ja ochoczo pobiegłam za nim.
Usłyszałam rechot Hidana, który nabijał się z niebieskookiego a Konan darła się wniebogłosy.
Blondyn pomknął przez ogród a ja wbiegłam za nim.  Biegłam szybko, nie przejmując się, iż gałęzie krzewów ranią mnie i rozdzierają mi sukienkę. Teraz to nie miało znaczenia. Chciałam go dopaść, tak podpowiadał mój instynkt. Zabawne co, nie?  Z gracją omijałam roślinność jaka rosła dookoła szkoły. W oddali dostrzegłam słaby zarys mojej ofiary. Uśmiechnęłam się perfidnie. Nie może mi zwiać. Nagle ogród się skończył i wybiegliśmy na wolną przestrzeń. Doskonała okazja. Nie czekając, przyśpieszyłam i oderwałam się od ziemi. Wykonałam w powietrzu salto i z głuchym łoskotem wylądowałam na plecach mężczyzny. Niebieskooki jęknął i upadł na ziemię. Siedziałam mu na plecach.
- Co jest kurwa !? - warknął zduszonym okrzykiem. Milczałam, bardziej frustrując wampira. Usłyszałam dudnienie kroków, lecz nie przejęłam się tym.
- Deidara! - krzyknął zrozpaczony Sasori. Przewróciłam oczami.
- Sakura zejdź z niego! - nakazała niebieskowłosa, co mnie zirytowało i to bardzo, lecz posłuchałam jej. Powoli zeszłam z niego i oddaliłam się na kilka kroków. Blondyn odwrócił się na plecy i spojrzała na mnie z przestrachem. Oparł się rękoma o podłoże i chciał wstać, lecz zaraz upadł na ziemię. Uśmiechnęłam zniewalająco. Zaraz podbiegł do niego Akasuma i pomógł mu wstać. Jednak ja nadal byłam czujna. To, że udaje taką ofiarę nie oznacza, że nie chcę się na mnie odegrać.
- Co to było ? - spytał czerwonowłosy, zwracając się do nas obu.
- Mała zemsta. - uśmiechnęłam się złośliwie. Niebieskooki spojrzał na mnie zaskoczony, i przygryzł lekko wargę. Czerwonooki zmarszczył brwi. - To, że teraz jestem wampirem nie oznacza, że zapomniałam co mi zrobiłeś. - odparłam spokojnie, po czym wyprostowałam się. Wampir chciał coś powiedzieć, jednak bursztynooka go ubiegła.
- Sakura! - krzyknęła. Powoli miałam dość jej pisków. - Co ja Ci mówiłam! - znalazła się przy mnie, oglądając moją garderobę. Mimowolnie spojrzałam na swoją sukienkę, która była rozdarta w kilku miejscach i nie powiem, że ledwie zasłaniała mi tyłek. Więc to o tym mówiła przedtem uczennica.  Pokiwałam w milczeniu głową, krytycznym wzrokiem wpatrując się w ubiór. ' Cudownie ' - pomyślałam.
- Musisz się przebrać. - oznajmiła kobieta. - Masz ubranie na przebranie? - spytała. Pokiwałam głową. - To dobrze. - złapała mnie za przedramię i ciągnęła w stronę budynku. - Chodź. - ponaglała. Kątem oka zauważyłam jak brunet wpatruje się we mnie, lecz zaraz odwrócił wzrok, gdy Nagato coś do niego powiedział. ' O co chodzi ? ' - pomyślałam.


Pokój tonął w półmroku, nikły blask lampy oświetlał owe pomieszczenie. W fotelu siedział wysoki mężczyzna, który w spokoju sączył swój napój. Niemal zachłannie opróżnił kieliszek. Przytomnym wzrokiem spoglądał przez okno na najbliższą okolicę. Jego oczy  śledziły każdy ruch, nawet liści, które spadły z drzewa. Myślał. Nagle drzwi otworzyły się na oścież, wpuszczając do środka zimne powietrze. Wampir zmarszczył brwi, patrząc wyniośle na osobnika, który zakłócił jego spokój. Brunet zaś nawet nie przeprosił za swoje najście, tylko usadowił się na drugim fotelu, na przeciwko Madary. Uchiha taksował go wzrokiem , lecz po chwili sobie odpuścił.
- Czego chcesz ? - spytała Fugaku, patrząc prosto w oczy karookiego. Wampir wypił całą zawartość naczynia i łapczywie oblizał wargi.
- Dobrze wiesz. - Szatyn zaczerpnął głośno powietrza, ukazując, jak bardzo denerwuje go ta rozmowa.
- Nie musisz oddychać, więc przestań udawać. - odparł spokojnie Madara, wlewając sobie następny kieliszek. Czerwona ciesz, zabłysła w naczyniu. Z nieukrytą radością czarnooki zanurzył swe usta w winie.
- Mógłbyś przestać ? - odparł Fukagu. - Staniesz się alkoholikiem. - Ta uwaga niezbyt spodobała się starszemu osobnikowi, toteż odstawił naczynie z głuchym łoskotem.
- Dobra, miejmy to z głowy. Ona musi zostać narzeczoną Itachiego. -  rozkazał władczo, wpatrując się w Fugaku. Mężczyzna pokręcił głową, jakby nie dowierzał słowom Madary.
- Nie pozwolę na to. Ona jest nikim.
-  Słuchaj. To nie moja wina, że twój synek zrobił nam takie gówno! Dobrze wiesz, że to on ją przemienił, a my możemy tylko załagodzić konflikt.
- Może... - zaczął lecz brunet mu przerwał.
- Postanowione! I nie ma inne opcji. Takie jest Moje zarządzenie. - nakazał Madara z groźbą, wpatrując się Fugaku. Szatyn zamilkł i przez chwilę patrzył na swoje buty.
- Dobrze. Będzie tak jak chcesz. - oznajmił. Na ustach Madary wpełzł diaboliczny uśmiech. ' I tak ma być ' - pomyślał.


Stanęłam przy swojej szafce, wrzucając do jej wnętrza podartą sukienkę. Z głośnym trzaskiem zamknęłam drzwiczki, aż kilka osób spojrzało w moją stronę. Dobrze, że wzięłam zapasowy strój - pomyślałam. Spodnie rurki i obcisły top z marynarką świetnie do siebie pasowały, stwierdziłam to  niemal z radością. Konan poszłam nie wiadomo gdzie, powiedziała, że za chwilę przyjdzie. A ta chwil trwa z 10 minut. Z drugiej strony nie musi mnie pilnować na każdym kroku.  Westchnęłam cicho, po czym chciałam skierować się do następnej sali, gdzie mam kolejną lekcję. Poczułam przy uchu gorący oddech, a czyjeś dłonie oplotły mnie mocno w tali. Zmarszczyłam brwi.
- Witaj. - wymruczał nieznajomy.  Wydostałam się z uścisku mężczyzny, odwracając się do niego przodem. Moim oczom ukazał się Sasuke z nonszalanckimi uśmiechem na twarzy. - Jak minął dzień kwiatuszku?  - spytał. ' Za dużo sobie pozwala ' - pomyślałam, jednak nie chciałam być niemiła.
- A dobrze. - odparłam zdawkowo.
- To świetnie. - rzekł, przybliżając się w moją stronę. Mimowolnie cofnęłam się do tyłu, nagle poczułam za sobą rząd szafek. - Może.. - zaczął brunet i położył rękę nad moją głową, przybliżając się do mnie jeszcze bliżej. Czułam się jak w pułapce. Jego oddech drażnił mój policzek, lecz za wszelką cenę nie chciałam zmięknąć. - Poszlibyśmy gdzieś na spacer ? - wydawało mi się, czy on pochyla się nade mną? Chcę mnie pocałować. Poczułam suchość w ustach. Kątem oka zobaczyłam jak uczniowie gapią się na mnie. A niech się gapią, teraz miałam inny problem. A więc, Sasuke. Nagle zauważyłam jak Itachi wraz z kolegami podchodzi do zbiorowiska. Po czym jego wzrok zatrzymał się na mnie. Zdziwiony niemal otworzył usta, a Konan zakryła twarz dłońmi. Potem jednak jakby brunet się zmienił. Szok szybko przemienił się wściekłość. Blondyn widząc co się święci złapał karookiego wraz  z  Sasorim, aby powstrzymać go. Ale od czego? Czyżby aż tak się wściekł, że jego brat mnie całuje? Moje oczy rozszerzyły się ze  zdziwienia i szoku jakiego doznała. Spojrzałam na Sasuke, który niczego się nie spodziewał. Był zbyt zajęty pocałowaniem mnie. Nagle zebrałam się w sobie, a na moje wargi wpełzł uśmiech. Zacisnęłam mocno  prawą rękę w pięść i  uderzyłam chłopaka w szczękę. Zajęczał, nie wiedząc co się dzieje. Oddalił się ode mnie chwiejmy krokiem, po czym spojrzał na mnie wściekły. Lecz nic nie zrobił, gdyż podbiegłam do niego i kopnęła, go w kroczę. Wampir zawył i wbił się w ścianę. Wyprostowałam się. Brunet walną o ścianę i po niej zjechał. Trzymał się za krocze i spojrzał na mnie wściekle.
- Jesteś głupia czy co ? ! - krzyknął w moim kierunku. Uśmiechnęłam się i zasyczałam złowieszczo. Czarnooki z niedowierzaniem, wpatrywał się w moją sylwetkę.
- Wiesz co ? SPADAJ! - warknęłam i jakby nic podeszłam do swojej szafki. Wampir nadal na mnie patrzył z głupią miną. Usłyszałam śmiech i gwar podnieconych rozmów. ' A on znowu to samo '-  pomyślałam. Kątem oka zobaczyłam jak Sasuke nieudolnie próbuje wstać, w końcu Hidan wraz z Peinem go podnieśli. Lecz on się wyrwał  im i z wściekłością krzyknął:
- Pożałujesz tego ! - Przewróciłam oczami. Takie pogróżki nie robią na mnie wrażenia. Tłum gapiów szybko się rozszedł, jak się pojawił, a ja mogłam zostać sama ze swoimi myślami. Podeszła do mnie niebieskowłosa.
- Dobrze, że tak zrobiłaś. - powiedziała, opierając się o szafki. Spojrzałam na nią, nic nie rozumiejąc.
- Czemu ?
- Nie możesz tak poprostu  umawiać się z innymi. - mówiła dalej. Chciałam zaprotestować. Przecież ja się z nikim nie umawiam!
- Czemu?
- Bo to Itachi ma większe prawo do Ciebie, niż inni. - odparła rzeczowym tonem bursztynooka, po czym odwróciła się i odeszła. Pozostawiając mnie z tysiącami pytań.


Miałam tyle pytań, że już chyba nie zdążę ich zapamiętać. Weszłam do domu i modliłam się, abym zastała Kakashiego. Chciałam się coś od niego dowiedzieć. Zobaczyłam go w kuchni, więc bez zbędnych słów spytałam:
- Co to ma znaczyć, że Itachi ma większe prawo do mnie niż inni! - wypaliłam na przywitanie. Szarowłosy spojrzał na mnie zaskoczony nie spodziewając się owych słów, albo mnie. Minęło kilka dobrych minut, za nim Hatake powróciła mowa.
- O co chodzi? - spytał nie rozumiejąc mojego pytania.
- No bo. - zaczęłam siadając na krześle. - Bo to nie jest tak. Itachi mnie ugryzł. A ja muszę czymś mu się odpłacić? - No bo jak by to było? Coś za coś, nie? Więc, czego oczekuje ode mnie brunet ?
- Hm... - mężczyzna zastanowił się, odkładając na bok gazetę, która akurat czytał. Położył ręcę na blacie stołu i spojrzał na mnie.
- Przeważnie oznacza to związek na cała wieczność. - O mało, co nie udławiłam się własną śliną.
- Co?! - spytałam z niedowierzaniem.
- No....jesteś jego...- rzekł karooki, machając ręką i kreślił w powietrzu okręgi. - Będziecie razem, ożenicie się.. - Nie chciało mi się to mieścić w głowie. Z mieszanymi uczuciami, wyparowałam szybko z kuchni, chcąc wszystko przemyśleć w samotności.


- Dobrze, że przyszedłeś Itachi. - odparł Fugaku siedząc w swoim gabinecie. Brunet podszedł do biurka i stanął na przeciwko ojca. - Wiesz, o czym będziemy rozmawiać? - spytał. Karooki pokiwał głową. - To dobrze. Musisz się z nią ożenić i to już postanowione. - rzekł, wpatrując się w przeciwległą ścianę, po czym przeniósł wzrok na syna.
- Dobrze ojcze.


Kilka tygodni później.


Siedziałam w wielkim salonie, rozkoszując się martwą ciszą, jaka panowała wokół. Byłam sama, gdyż Itachi jeszcze się nie zjawił. Z cichym westchnieniem zaczęłam przypatrywać się dziełom sztuki, które były rozstawione po całym pomieszczeniu. Spojrzałam na dziwną rzeźbę, która miała chyba przypominać człowieka. Była to delikatna konstrukcja z drutu, wygięta pod różnymi kątami, przypominającymi kończyny.
- Nie wiem jak ktoś mógł kupić takie obrzydlistwo. - szepnęłam.
- Widocznie nie znasz się na sztuce. - usłyszałam głos bruneta. Odwróciłam się, napotykając spojrzenie karych tęczówek. Wzruszyłam ramionami. Uchiha stał przez chwilę w progu jakby bojąc się do mnie podejść, może bał się mojej reakcji? Postąpił krok na przód i podszedł do rzeźby. Przypatrywał się jej przez chwilę, po czym wzrok utkwił w mojej osobie. - Moja mama ją kupiła. - wyjaśnił, pociągając łyk czerwonego wina. Dopiero teraz dostrzegłam, iż trzyma dwa kieliszki w dłoniach. Cóż. Za bardzo skupiłam się na nim. - Tak szczerze mi się nie podoba. - przyznał i wręczył mi jedno z naczyń, które przyjęłam z ochoczą. Przez chwilę nasze palce się syknęły, lecz wampir szybko zabrał dłoń. Trochę się speszyłam, po za tym jestem podenerwowana.  Nie przyszłam tu, aby podziwiać rzeźby tylko, aby wyjaśnić pewną niecierpiącą zwłoki sprawę. Unikaliśmy tej rozmowy, lecz ile można uciekać ?
 - Wiesz po co tu przyszłaś ? - spytał zniżając głos. Pokiwałam głową bo nie byłam w stanie nic powiedzieć. - To trochę głupie. - Itachi zaśmiał się cicho i usiadł na kanapie. Zaraz jednak spoważniał.- Jesteśmy sobie przeznaczeni - wyszeptał, patrząc mi głęboko w oczu. Czułam jak serce bije mi szybciej albo to tylko złudzenie. Oblizałam suche wargi. Po czym powoli spojrzałam na niego.
- Taa....ale czemu? Czemu mnie przemieniłeś ? - spytałam, chcąc dowiedzieć się prawdy. Bo przecież nie zrobił tego mimachalnie. Lecz nie odpowiedział. Długo milczał i patrzył gdzieś za mną, zamiast spojrzeć mi w oczy.
-  Bo tak chciałem.... - wyjaśnił, znów spoglądając na mnie.
- Jasne. - rzuciłam cierpko. Czego mogłam się po nim spodziewać? Że mi dokładnie wyjaśni po co to zrobi? Usłyszałam cichy śmiech, który wydobył się z gardła bruneta. Co w tym śmiesznego? Nagle przestał, wstając i podchodząc do mnie. Ukucnął przede mną i spojrzał głęboko w oczy. Delikatnie odchyliła się do tyłu.
- Bo. - powiedział cicho. - od dawna Cię wybrałem. - Nie wiedząc co zrobić, wstałam pośpiesznie, sprawiając, iż mężczyzna również się podniósł. Jednak nie oddalił się a ja nie miałam sił, aby oddalić się od niego. To dziwne.
- Tylko ty jedna chciałaś przeciwstawić się nam Uchihą i naszemu reżimowi. - powiedział to lekkim tonem jakby nie przejmował się swoją rodziną. Wziął moją rękę po czym ją ucałował. Przyjemne dreszcze rozeszły się po moim ciele. To było przyjemne.
- Aha. - wydukałam, całkowicie zapominając co powinnam powiedzieć.
- A ty co czujesz ? - spytał nieoczekiwanie  karooki. To było trudne pytanie, lecz znałam już odpowiedź i to od dawna.
- Hm....jakoś nie potrafię się przyzwyczaić...ale. - uśmiechnęłam się. - przeznaczenie to przeznaczenie. - wyjaśniłam. Mężczyzna również się uśmiechnął. Nasze dłonie splotły się w nierozerwalnym uścisku. Po czym pocałowaliśmy się namiętnie.


The End


Od Autorki: Partówka wyszła jak wyszła. Wiem, że nie było hentai, ale jakoś nie potrafiłam go napisać. Po za tym nie umiem pisać love story, więc ta partówka była tego pozbawiona. Nie wiem kiedy coś dodam. Mam jedną część jakiegoś opowiadania, które kiedyś napisałam i tu wstawiłam. Jednak dodam coś jak więcej napisze. Nie chcę dać 1 część a potem przez pół roku nic by się nie pojawiło. Tak więc do zobaczenia.

Etykiety:

FugaMiko (4) Hinata (1) Itachi (7) ItaSaku (55) ItaSasu (1) KakaAnko (1) KakaSaku (2) MadaSaku (2) MadaSakuIta (2) Minakushi (2) Naruto (1) Sakura (8) Sasosaku (2) SasuIno (1) Sasuke (5) SasuSaku (2) yaoi (1) Zamówienie (25)
layout by Sasame Ka