piątek, 22 lutego 2013

ITASAKU - OBSESJA cz.I


Wrócił do Wioski Liścia ponad rok temu, ludzie nie byli mu przychylni tym bardziej że konsekwencją powrotu było zabicie młodszego brata. Wielu próbowało przemówić Wielmożnej Hokage do rozsądku, by nie pozwoliła mu ponownie się tu osiedlić, jednak pomimo ich błagań ona nie miała innego wyjścia. Już przed jego przybyciem znała prawdę o Klanie Uchiha, o tym jak bardzo musiał się poświęcić dla dobra misji jaką zlecił mu sam Trzeci Hokage.

Itachi od najmłodszych lat był bardzo uzdolnionym Shinobi. Najpotężniejsi w wiosce pokładali w nim swoje nadzieje i planowali jak wykorzystać małego jeszcze wtedy chłopca. Jak się później okazało wymyślili '' Plan Idealny'' z jego udziałem w roli głównej. Dla nich był to jedynie wydany rozkaz, który  jego osobie zwiastował czarną przyszłość.

'' Zabij cały swój klan''. Tak brzmiały słowa które usłyszał tydzień przed dopuszczeniem się mordu na własnych rodzicach. Zrobił to, gdyż sam najwyższy rangą w wiosce tłumaczył mu jak bardzo Uchiha rosną w siłę i jak wielkim zagrożeniem stają się  dla kraju Ognia. '' Twoja rodzina stała się butna i za wszelką cenę dąży do władzy, nie liczy się dla nich życie ludzkie. Czy chcesz by twój młodszy brat stał się taki sam jak oni? Żądny krwi i chęci posiadania wszelkiego istnienia w swoich rękach? '' Te słowa słyszał przed bardzo długi czas, nimi właśnie starali się osiągnąć zamierzone sobie cele, udało się.

W deszczowy wieczór , w wieku 12 lat założył na twarz maskę Anbu. Ukrył swoje lico przed światem i z ostrą niczym brzytwa kataną wkroczył na teren własnej posesji. Zabijanie członków swojego Klanu trwało zaledwie kilka minut, kiedy tego dokonał stanął nad martwymi ciałami swoich rodzicieli i czekał na przybycie najmłodszego, ostatniego ocalałego. Cały we krwi i ze łzami w oczach nie ruszał się z miejsca, różne myśli nachodziły jego głowę, jednak nawet chwila zawahania kiedy to chciał jak najszybciej stąd uciec nie wprawiła jego ciała w najmniejsze drżenie. Przecież nie mógł tak po prostu odejść bez wyjaśnienia Sasuke powodu swojej zbrodni. Kłamliwego wyjaśnienia, bo przecież tylko w ten sposób go ochroni.

''Zabiłem ich gdyż chciałem sprawdzić swoje możliwości. Nienawidź mnie całym sercem, by w przyszłości zdobyć siłę aby mnie zabić.'' Takimi słowami zostawił  zapłakanego siedmiolatka pośród martwych ciał i cuchnącej krwii, którą umazane było wszystko wokół. Nie pozwolił mu na to by dostrzegł jego potok łez spływających po policzku. Tak bardzo bolały go słowa które padły z jego ust w kierunku istoty którą kochał ponad wszystko. Nie oglądając się za siebie ruszył w kierunku głównej bramy Wioski, by jak najszybciej opuścić teren będący jeszcze przed chwilą jego domem. Z ogromnym ciężarem  na barkach udał się tylko w sobie znanym kierunku, by kontynuować powierzoną mu misję.

Dołączył do organizacji Akatsuki i infiltrował ich od środka. Informacje o ich posunięciach otrzymywała Rada Starszych, tylko te trzy osoby znały prawdę o Itachim Uchiha. Lata mijały a w nim wszystkie ludzkie uczucia wygasły. Zbyt wielu nie ludzkich czynów się dopuścił, zbyt wiele krzywd wyrządził niewinnym by mógł pozwolić sobie na słabość jaką były emocje. Czuł się martwy wewnątrz. Był jak robot, wykonywał swoje zadania bez żadnych sprzeciwów. Łzy i błagania o życie jego ofiar przed śmiercią nie robiły na nim żadnego wrażenia. On nie żyje, Itachi umarł w momencie kiedy po raz pierwszy splamił swoje ręce krwią, krwią swojego rodu.

Teraz wrócił. Na nowo rozpocznie życie w osadzie która go nienawidzi. Boją się że ich również może pozbawić życia tak jak zrobił to ze swoim Klanem gdy był jeszcze dzieckiem. Zabił nawet brata którego kiedyś tak bardzo pragnął chronić, nic dla niego nie znaczył. W tej bitwie był jedynie jego przeciwnikiem, jednym z wielu którym ukradł życie. Wszelkie wartości dla niego nie istniały, nie miał planów związanych z przyszłością, żył dniem dzisiejszym i był przygotowany nawet na najgorszą śmierć. Jego nie można było zaskoczyć, on przewidywał wszystko.

Błąd. Jednej rzeczy jednak nie był w stanie przewidzieć.

Dzień jak co dzień. Przebywała w gabinecie Piątej Hokage a zarazem swojej mentorki pomagając jej w układaniu dokumentów. Mimo iż Tsunade pełniła w tej Wiosce najwyższy urząd i podejmowała najtrudniejsze decyzje, to była niezłą bałaganiarą. Tym razem jednak przeszła samą siebie. Dziewczyna zbierając dokumenty porozrzucane po całym pomieszczeniu, nie raz potknęła się o puste butelki po sake. Przeklinając w duchu jej osobę przy okazji sprzątała odpadki próbujące pozbawić jej równowagi. Miała nieodpartą ochotę umoralnić swoją przełożoną, tak jak to tłumaczy matka dziecku, jednak nie dostała takiej szansy. Drzwi otworzyły się na rozcież uderzając o ścianę co spowodowało głośny huk, a do środka wbiegła zdyszana Shizune z przerażeniem w oczach. Obie wlepiły w nią swój pytający wzrok czekając na wyjaśnienia, jednak ona zdołała wydusić z siebie tylko dwa słowa.

-Itachi Uchiha....

Na dźwięk tego imienia, osiemnastolatkę przeszedł nie miły dreszcz. Czasem widywała ów osobnika kiedy przecinał jej drogę swoim krokiem, jednak oprócz krótkiej wymiany wzroku nie zdarzyło się nic innego. Nigdy nie zamienili ze sobą ani słowa, z resztą on z nikim nie rozmawiał, a miała do niego tyle pytań. W końcu pozbawił życia osobę którą kochała najbardziej na świecie, chciała wiedzieć dlaczego to zrobił i jak do tego doszło. Nie czuła strachu co do jego osoby, owszem miała respekt ale to wyłącznie przez te rzeczy jakich nasłuchała się od ludzi, po całej okolicy krążyły plotki jaki to on jest zimny i okrutny. Nie osądzała go, bo przecież jak można osądzać człowieka którego w ogóle się nie zna. Nie uciekała na jego widok jak to inni mieli w zwyczaju robić. Nie rozumiała też ludzi którzy od razu go skreślili. Przecież wszyscy poznali prawdę, wiedzieli że dopuszczając się zbrodni wykonywał jedynie rozkaz, okrutny rozkaz którego większoś by się nie podjęła, ale jednak rozkaz. Jej rozmyślenia przerwał głos dochodzącej do siebie kobiety.

-Itachi Uchiha jest w szpitalu.
-Jak to w szpitalu?

Tsunade nie dowierzała jej słowom. No tak, w końcu kto by się spodziewał że ta machina do zabijania kiedykolwiek będzie potrzebowała pomocy innych.

-Właśnie wrócił z misji i jest poważnie ranny, ale...
-Ale co?
-No bo nikt nie chce go opatrzyć.
-Jak to?

Tym razem różowo-włosa zadała pytanie jakby nie dowierzając w słowa jakie usłyszała.

-Sakura, ludzie się go boją. Z resztą ja też wolę nie mieć z nim nic wspólnego.
-Ja się nim zajmę. Przy okazji, nie mogę uwierzyć w to co powiedziałaś. Przecież jesteśmy medykami, naszym obowiązkiem jest pomagać innym, choćby nie wiadomo jaki to był zbrodniarz.

Nie czekając na tłumaczenia Shizune, ruszyła w stronę szpitala. Po tym jak w recepcji została poinformowana o numerze sali, w której znajduje się pacjent bez słowa udała się w wyznaczone miejsce. Recepcjonistka była najwyraźniej zdziwiona jej zachowaniem, gdyż wydawałoby się jakby chciała coś powiedzieć, jednak widząc zdecydowanie w oczach młodej Haruno, zatrzymała te '' wieści '' dla siebie. 

Wchodząc do gabinetu zabiegowego wzięła głęboki wdech próbując rozluźnić swoje napięte mięśnie i z uśmiechem weszła do środka zamykając za sobą drzwi.

-Witam. Nazywam się Sakura Haruno i będę twoim lekarzem.

Zerknęła w jego stronę. Siedział zupełnie nie wzruszony tym iż z rany na jego brzuchu z dość dużym ciśnieniem, równomiernie sączy się brunatna ciecz. Wydawał się być niczym człek ze stali nie czujący bólu, zero zmartwienia tym iż w każdej chwili mogą  pochłonąć go kościste ramiona śmierci w mroczną, bezdenną czeluść. To opanowanie, ten chłód od niego bijący i te zimne, bez wyrazu, puste oczy. On na prawdę potrafił przerazić. 

Nałożyła na swoje drobne ciało biały fartuch, a dłonie opatuliła gumowymi rękawiczkami po czym podeszła do niego.

-Zdejmij koszulkę.

Bez słów zrobił co mu kazała, a przecież chciała usłyszeć jego głos, choćby jeden raz. Dokładnie obejrzawszy ranę, zaleciła by się położył, sytuacja się powtórzyła. Jednak kiedy podwinęła do góry fartuch i okrakiem usiadła na jego udach, najwyraźniej nie wytrzymał.

-Co ty wyprawiasz?

W jego oczach dało się wyczytać zdziwienie i ciekawość, natomiast jego głos przeszył ją na wskroś. Miał barwę podobną do Sasuke, ale wyższą, bardziej męską i lekko zachrypniętą najwyraźniej przez zmęczenie którego po sobie nie pokazywał. Choć poczuła w swoim organizmie odrobinę strachu, to jednak nie zamierzała zmieniać pozycji.

-Masz poważną ranę do której potrzebuję sporej ilości chakry i czasu. Usiadłam na tobie, bo nie mam zamiaru męczyć się przy leczeniu, a wydaje mi się że jakoś zdołasz przeboleć mój ciężar na swoich nogach, skoro  ten defekt nie sprawia ci problemu.

Wskazała miejsce które zaczynała oczyszczać z bakterii. Nie sprzeciwił się, zamilkł i jedyne co mogła dostrzec, to oczy bacznie obserwujące jej ruchy. Po około dwóch godzinach zakończyła swoją leczniczą technikę i ślimacznymi ruchami zeszła ze swojego pacjenta. Chwyciła się półki wiszącej na ścianie by nie upaść kiedy czerń pojawiła się w jej polu widzenia. Niestety, ale jego uszczerbek na zdrowiu znacznie nadwyrężył pokłady jej wewnętrznej energii. Dowlokła się do krzesła na którym swobodnie spoczęła, wzięła do ręki długopis i pisała coś na kartce.

-Możesz się już ubrać. Napiszę ci nazwy ziół które przez tydzień będziesz musiał zażyważ oraz ich sposób dawkowania. Po wyjściu idź do szklarni obok szpitala, tam wydadzą ci wszystko co tu wymieniłam. Acha, oczywiście przez te siedem dni zero nadwyrężania ciała.

-Co to znaczy?

-Zapomnij o treningach i misjach. Jeśli nie chcesz znów trafić pod moją opiekę oczywiście.

Tu się uśmiechnęła, sama nie wiedząc dlaczego liczyła choćby na najmniejsze drgnięcie jego kącików ust ku górze, jednak wiedziała że to nie możliwe. Rozmawia z nim pierwszy raz w życiu i co? Nagle on ma się do niej uśmiechać? Żałosne. Skrytykowała samą siebie w myślach za takie nędzne przemyślenia.

-Widzimy się w następną środę, oczywiście jeśli będziesz odczuwał jakieś niepokojące bóle to zgłoś się wcześniej.
-Nie sądzę bym musiał to robić.
-Nigdy nie odczuwasz bólu?

Spojrzał na nią dziwnym wzrokiem, zupełnie jakby swoim pytaniem ingerowała w jego przestrzeń prywatną. Postanowiła się wycofać, choć trzeba  przyznać że nie było to łatwe, chciała dowiedzieć się o nim czegokolwiek. Kto jak kto, ale ta młoda panna  miała okropnie ciekawską naturę, przez co wiele razy naraziła się na spore problemy. Najwyraźniej w tym wypadku nie było inaczej.

-Wybacz. Nie powinnam zadawać ci pytań nie związanych z twoim stanem zdrowia, zignoruj je.

Złapała za kartkę i wyciągnęła rękę przed siebie. Odebrał świstek po czym ją zaskoczył, trzeba jednak dodać że zaskoczenie objęło także jego osobę. Nie spodziewał się słów które wypłynęły niczym potok z jego ust, nie posądził by siebie że cokolwiek jej odpowie.

-Odczuwam ból inaczej niż ty, czy którykolwiek z twoich znajomych. Otwarta rana mi nie przeszkadza, przynajmniej wtedy wiem że nadal żyje.

Zaskoczenie wymalowało się na jej twarzy jasnymi kolorami, mężczyzna również wyglądał na zdziwionego, jednak jego chwilowe wyłamanie się z zimna którym był owinięty aż do szpiku kości szybko zawładnęło nim ponownie. Znów jego twarz przybrała wyraz kamiennego posągu, żył samotnie i nie zamierzał tego zmieniać a zwłaszcza wiązać swoje plany z jakąś dziewczyną, dla niego to był zbędny balast którego nie zamierzał brać na pokład. Jedna myśl jednak zaprzątnęła jego umysł i postanowił się nią podzielić, wiedział że w jakimś stopniu ta wiadomość zrani młodą panią doktor, a on uwielbiał zadawać nieoczekiwany ból.

-Sakura Haruno tak?
-Słucham?
-To ty jesteś tą dziewczyną zakochaną po uszy w moim bracie.

Jego słowa wprawiły ją w osłupienie, skąd on o tym wiedział.? Czekała na dalszy ciąg jego zdania, wyraźnie widziała że na tym nie zakończył swojego monologu.

-Leżąc i dławiąc się krwią, Sasuke cię przepraszał za to że nie miał okazji wyznać przed tobą tego co na prawdę do ciebie czuł. Nie powiedział w prost, ale domyśliłem się że był na tyle głupi by się w tobie zakochać. Żałosne.

Po tych słowach zostawił Haruno samą, nie mogła w to uwierzyć . On Sasuke Uchiha, ten który zawsze ją krytykował, ten który twierdził że jest słaba i irytująca, on ją kochał. Obraz zamazał się od napływu łez, serce rozrywał ból i rozpacz, wściekłość szarpnęła jej delikatnym ciałem i pojawił się żal. Żal, że nie starała się bardziej, że nie walczyła o niego z całych sił, że nie zdołała sprowadzić go do domu i że w tej najważniejszej chwili, po prostu się poddała. Nie wytrzymała, szpitalne ściany wypełniły się jej głośnym płaczem.

Miał rację, widział to po niej. Te słowa przysporzyły jej cierpienia, ale przecież nie skłamał, powinna znać treść  która była do niej skierowana. Celowo zadał jej ten cios, ostrzem prosto w serce, w końcu kobiety są takie sentymentalne, przez co stają się aż na zbyt przewidywalne. Teraz pewno zamknęła się w tym pomieszczeniu z którego przed chwilą wyszedł i zalewa swoją twarz łzami. Tylko czy to jej w czymś pomoże? Przecież Sasuke nie żyje, więc czy warto na darmo wylewać z oczu słone krople? Dla niego to nie miało sensu. On nie płakał już tyle lat, zapomniał jak to jest, jaką ulgę przynosi to w cierpieniu. Wylać z siebie wszystkie smutki, by móc znów normalnie funkcjonować. Ta sytuacja musi się powtarzać, to odruch bezwarunkowy, choćby po to by zrobiło się lżej na duszy. 

Itachi Uchiha zapomniał jednak jak smakuje to uczucie, na zawsze zamknął za sobą drzwi prowadzące do swojego wcześniejszego życia i nigdy już nie zamierzał ich otwierać. Zamieszkał w mrocznym świecie, bez żadnego dostępu do jasnych barw, jego własne idealne miejsce zbrodni i krwi. Coś jednak w jego umyśle nie dawało mu spokoju. Dlaczego myślał o tej dziewczynie dłużej niż pięć minut? , to nie naturalne w jego przypadku, jednak mimo wszystko nie potrafił pozbyć się jej ze swojej głowy. Czyżby ciekawość? Tylko raz w życiu był czegoś ciekawy, dążenie do osiągnięcia tego stało się jego obsesją i nie skończyło się dobrze, bynajmniej dla tego kogoś. Jeśli jest  ciekawy tej nad wymiar delikatnej osóbki, to czy sytuacja się powtórzy? 

Nie przewidział tego, za to był coraz pewniejszy że Sakura Haruno posiada coś co zawładnie nim na tyle by mógł uczynić z jej życia piekło. Czy ona na powrót obudzi w nim to dzikie uczucie? 

Obrócił się i spojrzał na szpitalny budynek.

-Sakura Haruno, czy staniesz się moją obsesją?  Uciekaj, póki jeszcze ci na to pozwalam.




Witam.
Oto pierwsza część partówki ItaSaku, łącznie będą trzy części, kolejna już nie długo:)
Mam nadzieję że się podoba. Zapraszam do czytania i komentowania.
Pozdrawiam.

3 komentarze:

  1. Podoba sie oj podoba. Twój styl pisania jest co najmniej... hmm... dobry i to bardzo :D
    Matte matte matte matte matte matte iru!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. No ba że podobało!
    Kurde, ja chce więcej teraz. jestem ciekawa czy będzie jest az nad mierną obsesją czy tez nie??
    Hm.. jestem bardzo ciekawa ;)) pozdrawiam i czekam na kolejną część

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohayo!
    Wow...
    To było.. Fenomenalne! Intrygujące!
    Czytało się szybko, ciekawie.
    Mam nadzieję, że szybko pojawi się następna część!
    Pozdrawiam1

    OdpowiedzUsuń

Etykiety:

FugaMiko (4) Hinata (1) Itachi (7) ItaSaku (55) ItaSasu (1) KakaAnko (1) KakaSaku (2) MadaSaku (2) MadaSakuIta (2) Minakushi (2) Naruto (1) Sakura (8) Sasosaku (2) SasuIno (1) Sasuke (5) SasuSaku (2) yaoi (1) Zamówienie (25)
layout by Sasame Ka