piątek, 1 lutego 2013

Męskie pożądanie [MadaSakuIta] Cz. 2

‘Część 2.

Siedziałam  w kuchni popijając herbatę. Nie wiedziałam już jak to wszystko wyjaśnić. Nienawidziłam Go. Chciałam, aby zniknął z powierzchni ziemi, cała dwójka. Zrobili harmider w świecie. Gorzej za rządów całego Akatsuki. Moje wrażenie co do tego? Chcę ich wszystkich pozabijać. Nie maja prawa żyć na tym świecie, choć też nie mogę tego powiedzieć, nie mogę wyrazić swojego zdania, gdyż mogę od nich dostać jeszcze bardziej co spowoduje moją śmierć. Itachi… On pragnie abym się szybko nie poddawała, chce abym była silniejsza do techniki. Zrobię co w mojej mocy by tak się stało, lecz z pewnością tak szybko to się nie stanie. Musze to trochę przyśpieszyć…
Całe moje życie musi się odmienić. Nie chcę już tak cierpieć, choć teraz ludzie i ninja będą więcej cierpieć, gdyż przywódcą został Madara, ten który pobudził Kyuubiego ze swojego snu i potrafił go kontrolować. Gdyby uwolnił, mój przyjaciel był by w niebezpieczeństwie. Umarł by na miejscu, na to na pewno bym nie pozwoliła. Za bardzo go cenię.
Usłyszałam jak drzwi wejściowe się zamykają. Nie zwróciłam na to zbytniej uwagi. Mogli być to rodzice, oby nikt nie z Akastuki nie są mile widziani w moim domu. A jak by byli oni z łaski swojej niech zapukają. Domy nie należą do nich. Na całe szczęście byli to rodzice, którzy usiedli naprzeciwko mnie. Wpatrywali się we mnie co naprawdę było zastanawiające.
Nie odzywałam się tylko siedziałam i wpatrywałam się w ciecz. Matka zaparzyła kawę dla siebie i ojca. Byli jakoś dziwnie skupieni na mnie. Coś z pewnością planowali, mogłam się tego dokładnie spodziewać. Moje podejrzenia zawsze były słuszne.
-Musimy porozmawiać – wypowiedział ojciec z surowym głosem. Nie wiem o czym tak bardzo chcieli porozmawiać, ale z pewnością musiało to być coś gorszego niż nasz „kochany” przywódca. Wolałam nawet o tym nie myśleć, każde potkniecie, co mu się nie spodoba ma być karalne? To są kpiny. Nigdy go nie będę słuchać. Mogę przypłacić tak swoim życiem, ale wydaje się, że tak będzie najlepiej.
-O czym? Co może być tak ważnego? – pytałam ich patrząc na nich. Spojrzeli na siebie a potem na mnie. Nikogo wokół nie było, więc mogli wszystko robić. Bałam się, że mogą coś głupiego wykombinować związanego z Madarą.
-O Tobie. – matka odpowiedziała za ojca i siebie – Mamy podejrzenia, ze Madara ma jakiś plan związany z tobą. Nie chcemy by tobie cokolwiek się stało. Gdy dowiedzieliśmy się, że w przeszłości byłaś z Itachim szlag nas trafił. On wymordował swój klan, ale.. – wściekłość zżerała mnie od środka. Przymknęłam powieki uspokajając się, aby nic o moim Itachim nie mówili. – teraz wiemy, ze nie popełniłaś błędu. Kochałaś go. Boimy się, że Madara chce z tobą zrobić coś gorszego. Dlatego musisz…
-Uciec. – dokończył ojciec. Popatrzałam na nich zdziwiona. – Wiemy, to wielkie ryzyko dla nas i dla ciebie. Chcemy twojego dobra, dlatego w najbliższym czasie musisz stad zwiać. Tutaj już nie jest twoje miejsce. Nie tak sobie to wszystko wyobrażaliśmy. Jesteś silna, i wiemy że w świecie dasz sobie radę. Dlatego postanowiliśmy podjąć takie ryzyko, i chcemy abyś ty tez takie podjęła. Ucieczka dla ciebie jest najlepszym wyjściem. – westchnęłam. Już sama nie wiedziałam co mam począć. Ojciec i matka chcą abym uciekała, nie czuję się tu najlepiej to prawda. Nigdy już nie będę się dobrze czuła jeżeli przy mnie nie będzie Itachiego.
-Nie mogę.
-Dlaczego? – zapytała matka.
-Ponieważ znam Madare. – powiedziałam pewnie. – On nie odpuści… nigdy! Gdy naprawdę się na cokolwiek uprze chce to zrobić lub to mieć za wszelką cenę. Więc jeśli coś sobie zaplanował w mojej roli nigdy nie odpuści. Będzie dążył do tego do samego końca. – przerwałam na moment przyglądając się pogodzie na zewnątrz. Słońce właśnie zachodziło, lecz bardzo po woli. – Poświeci także wiele swoich ludzi by to dostać. Ma chore ambicje. Kiedyś myślałam, że taki jest Itachi, ale myliłam się jest o wiele lepszy. Madara Uchiha to kanalia którą naprawdę trzeba zniszczyć. A Sasuke jest tylko narzędziem w jego dłoniach. Nic od niego nie dostanie. A gdybym uciekła, oni by mnie złapali.
-Chociaż spróbuj. – zachęcał ojciec.
-Nie mogę. To źle dla was się skończy. On nie patyczkuje się z rodziną uciekinierów. Zabije was.
-Trudno, ale ty przeżyjesz. – powiedziała matka.
-Dzisiaj dokładnie o pierwszej w nocy bariera będzie wygaszona. Wtedy masz szanse ucieknąć stąd jak najszybciej, nikt o tym nie będzie wiedział. Nawet my. Musisz jako pierwsza pokazać ludziom, że można uciec od tej niewoli. Musisz to zrobić. – ojciec wstał i odszedł. Matka patrzała na niego i pobiegła za nim. Nie zrobili tego co chcieli. Złamać mnie nie idzie tak łatwo. Poczułam przyjemne dłonie na karku. Przymknęłam powieki rozkoszując się.
-Zrób to. – zachęcał mnie. Spojrzałam przez ramię na niego. – To dobre wyjście. Twoi rodzice mają racje, ty możesz ludziom pokazać jak się przeciwstawić silniejszemu członkowi Akatsuki. Prawie mnie pokonałaś, pamiętasz?
-Prawie.. – wyszeptałam tak jakby do siebie.
-Sakura.. nie czepiaj się słówek. Teraz jesteś na pewno silna. Wiem o tym. Czuję to w tym niematerialnym ciele. – powiedział. Wstałam i obróciłam się do niego zostawiając herbatę.
-Chcę żebyś był ze mną – powiedziałam do niego.
-Jestem.. – powiedział i delikatnie się uśmiechnął.
-Nie w taki sposób. Tu obok mnie żywy i prawdziwy. – poczułam jak dotyka mnie swoją dłonią.
-Już niedługo, kochanie. Będziemy razem. – zniknął. Zostałam sama. Nie miałam co do roboty. Nie wiedziałam czy mam to zorbie, mój ukochany też był za tym, abym uciekła z wioski. A  czy tak naprawdę jest to dobry pomysł? Nie wiedziałam. Naprawdę nie wiedziałam co mam zrobić. Było mi ciężko podjąć jakąś porządną decyzję. Wyszłam z domu na mały spacer. Chciałam na chwilę odświeżyć swój umysł.  Na swojej drodze spotykałam coraz mniej ludzi, nie wiedziałam czemu chodzą tak pośpiesznie. Wszędzie widziałam Akatsuki, a w tym także Sasuke, który rozmawiał z jednym ze swoich. Przeszłam obok nich nie interesując się niczym. Spojrzał na mnie, lecz to mnie nie obchodziło. Odgarnęłam do tyłu włosy. Zatrzymałam się i spojrzałam się na największy budynek, w którym niegdyś bywała Tsunade, lecz od teraz był dla mnie zakazanym miejscem. Nie weszłabym tam nigdy, nawet za tysiąc lat. Ruszyłam dalej. Zacisnęłam dłonie w pięść. Ucieknę… Już to wiem. Nie pozwolę by mną ktokolwiek rządził. Mam własną wolę, żaden shinobi nie będzie kierował moim życiem. Do mnie dobiegł długo włosy blondyn. Przyjaciel z Akastuki, który podkochiwał się we mnie.
-Nie rób głupstw – powiedział. Zatrzymaliśmy się. Popatrzałam na niego. Wpatrywał się w moje oczy. – Znam takie oczy. Ty coś knujesz? Nie rób tego. Nie uciekaj. On nie ma dla nikogo litości, dla ciebie szczególnego. Szybciej by ciebie zamordował. Dobrze o tym wiesz. – uśmiechnęłam się delikatnie do siebie. Nie rozumiał tym razem moich intencji.
-Nie ucieknę. – powiedziałam pewna wszystkiego. Chciałam uciec i to bardzo. Zrobię to gdy nadejdzie odpowiedni moment. W tej chwili nie mam takiej szansy. W nocy będzie… – Niby w jaki sposób? Skoro jest bariera to jak mam się wydostać z wioski na zewnątrz? – zapytałam retorycznie. Oczywiście dobrze wiedziałam jak stąd uciec. Rodzice o wszystkim mnie powiadomili, a mój ukochany chce bym uciekła. Sama nie wiedziałam, ale jak mnie tu nie będzie nie mogłabym zrobić techniki. Choć jest jeszcze jedno miejsce na jutsu wskrzeszenia.
-E… – zająknął się – Fakt, ale… – zaczął – nie byłaby założona bariera na dzień i noc, gdyby nie było przewidziane, ze Ktoś chciałby uciekać z wioski. – patrzał na mnie przeszywająco. Wiedziałam już dokładnie o co dokładnie chodzi. Madara Uchiha przewidział o moich zamiarach w przyszłości? Czyżby to widział? Sama nie wiedziałam co mogę na ten temat myśleć.
-Masz na myśli mnie?
-Kogo innego? Nie wiem skąd, ale Madara wiedział, gdy dojdzie do władzy będziesz chciała uciec. Sądzę tez, ze nie zna ciebie na tak dobrze by wiedzieć co kombinujesz – uśmiechnęłam się ponownie. Właśnie o tym chciałam wiedzieć. Zbierał tyle informacji, a szczerze gówno wie.
-Właśnie o to się starałam, aby nie wiedział. Wiele ukrywałam tylko przed nim. Itachi wie o mnie wszystko, zna mnie całą. – odchodziłam, lecz uchwycił za dłoń.
-Tez chciał bym poznać. – powiedział łagodnie. Patrzałam na jego twarz i uśmiechnęłam się delikatnie. Chciał bym była z nim? Nie mogłam, kochałam tylko Itachiego, a miałam jego wskrzesić do życia. Po prostu to był mój cel nad którym siedzę całymi nocami.
-Nie mogę.
-Nie możesz czy nie chcesz?
-I jedno i drugie. – powiedziałam do niego. – Nadal moje serce należy do jednej osoby i jest nią Itachi. Moja miłość nigdy nie zgaśnie, będzie wieczna tak jak obiecałam gdy przysięgałam mu swoją miłość. Będzie do samego końca mojego życia. – puścił mnie. Odeszłam szybko w stronę domu. Widziałam jak Sasuke na to wszystko się patrzał. Widocznie słyszał nasza konwersacje. Nie podobało mi się to, ale co mogę z tym zrobić? Nic. Niech sobie myśli co chce, lecz nie zrobi to na mnie większego wrażenia. Wskoczyłam na jeden z dachów i zmierzałam w stronę lasu, gdzie po raz pierwszy spotkałam Itachiego… Stanęłam w miejscu, gdzie był cień i przyglądałam się ludziom, którzy chodzili wolno nie przejmując się niczym czy mamy innego przywódcę czy też nie. Byli tacy bezwartościowi moim zdaniem. Nie potrafili się przeciwstawić…
Obróciłam się tyłem do ludzi i w ciemności spotkałam szkarłat tęczówek. Sharingan świecił w ciemnościach jasnym blaskiem. Sasuke, co za typek. Myśli, ze wszystko potrafi zrobić? Nigdy.  Był taki zimny i chłodny na wszystko. Świat się całkowicie zmienił. Wprowadził mnie w swoje genjutsu? Cóż nie potrafiłam się temu oprzeć. Itachi dobrze o tym wiedział. Nie byłam do tego zdolna, dlatego przy treningach mało uzywał Sharingana. Świat stawał się ciemniejszy. Patrzałam przed siebie nic nie robiąc. Przede mną stanął Sasuke.
-Nic się nie zmieniłaś. Jesteś nadal słaba. – uśmiechnęłam się delikatnie. Zniknął z moich oczu. Nie wiedziałam o co chodzi, ale dostał mi się widocznie do umysłu. Otoczenie zmieniło się w łąkę, na której często siedziałam słuchając zwierząt i szumu lasu. Przede mną ukazał się mój ukochany. Wiedziałam, że to genjutsu.
-Sakura.. – powiedział trzymając mocno rękojeść. Wiedziałam, ze coś jest nie tak. – Zawiodłaś mnie. – podchodził do mnie – Jak mogłaś to zrobić? – nie rozumiałam tego wszystkiego. Jego miecz zalśnił jasno. Zamachnął się i wbił we mnie. Poczułam ból, ale nie krzyczałam. Uchwyciłam jego ręce. Nie wyrywał. Miał takie ciepłe, aż chciało mi się płakać.
-Za co? – wyjąknęłam patrząc na niego.
-Za zdradę. – wypowiedział – nienawidzę tego.
-Miałabym ciebie zdradzić? Niby dlaczego? Kocham Cię. – powiedziałam. Uchwyciłam mocniej jego dłonie i wbiłam  miecz głębiej, aż przebił mnie na wylot. Dotknęłam jego policzka zakrwawioną dłonią zostawiając ślady szkarłatu. – Wiesz jak między nami wyszło. Wybacz mi. – genjutsu zniknęło. Patrzałam na Sasuke, który był zdziwiony. – To mało być genjutsu? Twój brat miał silniejsze. – odchodziłam. Nic nie powiedział, chyba nie wiedział, ze w taki sposób opierałam się ich jutsu. Słońce już było na granicy zachodu, jeszcze chwila a mogła bym stąd odejść. Weszłam do domu wolno, nie zwracając na nic uwagi.
Moim jedynym celem była broń i przygotowanie się do podróży. Chciałam aby rodzice nie zostali skrzywdzeni, ale znałam wuja Sasuke. On dla nikogo nie zna litości, a jeśli ma ze mną związany plan będzie naciskał jeszcze bardziej bym, na ból stała się odporna. To straszny typek, jeśli chodzi o jego charakter. Usiadłam na bezowym fotelu wpatrując się w zachodzące słońce. Miałam jeszcze dużo czasu, jeśli chodzi o ucieczkę.
Gdybym odpowiedziała na tych parę pytań, dlaczego on to zrobił? Dlaczego mnie tak pilnuje? Nie mam na nie żadnej odpowiedzi, niczego. Sama nie rozumiem swoich decyzji. Raz chce tak a następny tak. Nie mogę się dokładnie zdecydować. Minęło parę godzin. Wstałam i zapięłam sobie dodatkową kaburę z bronią i mieczem u biodra. Na zegarku wybiła za pięć pierwsza. Szybko ruszyłam przed siebie wybiegając oknem. Na stoliku zostawiłam kopertę dla rodziców wyjaśniając mój powód ucieczki. Madara musiał mieć dowód, ze oni o niczym nie wiedzieli.
Znalazłam się tuż przy bramie. Niebo było jasnego koloru oświetlonego przez srebrną poświatę, nie było widać czerni która wcześniej panowała. Wybiegłam po za granice wioski. Patrzałam się dokładnie na nią.
-Wybaczcie mi. – powiedziałam do siebie. Wbiegłam do gęstego lasu, by nie mogli mnie tak szybko znaleźć. Chciałam aby moja chakra była mniej wyczuwalna. Słyszałam jak za mną poruszają się szybko ninja. To było po prostu nieprawdopodobne. Szybko wywęszyli moja ucieczkę. Może byłam obserwowana przez dłuższy czas. Wzbiłam się wyżej i zostałam poraniona w ramię. Nie zwracałam na to uwagi. Było to małe draśnięcie, ale nie wiedziałam jeszcze jak poważne. Szybko przemierzałam las raniąc sobie ciało od ostrych gałęzi.
Przede mną pojawił się ninja, był to mój przyjaciel z Akatsuki. Zamachnęłam się i uderzyłam, lecz jedynie złamałam drzewo w pół. Ruszałam dalej, przed mną pojawiło się paru członków Akatsuki. Runęłam na dół i ukucnęłam. Stałam w miejscu. Wokół mnie pojawili się wszyscy członkowie.
-Teraz mogę się zabawić. – powiedział Hidan. – Chciałem powalczyć z Haruno, a nikt nie pozwalał.
-Wiesz, że ma być żywa.
-Żywa będzie, ale można ją uszkodzić. – zaśmiał się głośno. Przytrzymywałam się dłońmi, gdyż kręciło mi się w głowie. Rozerwałam materiał w ramieniu. Wszystko się pogorszyło. Z kabury wyjęłam zioło i zaczęłam rzuć. Było kwaśne. Wyciągnęłam i wsadziłam sobie w ranę by nie rozprzestrzeniało się dalej tylko truciznę wysysało. Zawiązałam mocno na ranie i syknęłam z bólu. Poczułam jak rosnę w siłę, gdyż uaktywniałam swoja moc. Poczułam chakre Madary i Sasuke. Byli w tym otoczeniu i z pewnością na mnie się patrzeli. Byłam o tym przekonana… Zwiesiłam głowę. Uśmiechnęłam się szatańsko.
-O nie.. – wypowiedział Deidara – Ja nie chcę. – wyszeptał.
-Oj zamknij się. Nic ci nie zrobi. Jest zbyt słaba. – mówił Hidan z przeciągnięciem. Nie mogłam mu odpuścić. On był takim dupkiem, ze szkoda mówić, a także psychopatą. Wokół mnie zaczęły pojawiać się czarne płatki róży. Towarzyszyły przy tym czarne pióra.
-Itachi.. – wyszeptałam sama do siebie. Srebrno włosy ruszył na mnie, a inni patrzeli się. Zniknęłam i pojawiłam się przed nim uderzając nogą w szczękę. Odleciał na parę metrów uderzając w drzewo. Padło na ziemię z hukiem, a  na polanie pojawił się Madara wraz z Sasuke. Wpatrywali się we mnie jakbym cokolwiek zrobiła. Pładki kwiatów wirowały wokół mnie przyklejając się do mnie co jakiś czas, moje włosy stały się czarne. Uchwyciłam się w okolicy oczu i uśmiechnęłam się chytro. Jęknęli cicho. Spojrzałam na nich. Wszyscy byli związani roślinnością i nie mogli się ruszyć. Madara i Sasuke wpatrywali się we wszystko. Patrzałam na nich. Widziałam całkiem inaczej. Moje oczy widziały każdy ich ruch, znałam ten rodzaj.
-To nie możliwe.
-Jest możliwe, Ona ma łączność z Itachiem. Porozumiewa się z Nim, a przy tym może wykorzystywać jego techniki, lecz znając Ją żadnej się nie nauczyła. – powiedział długo włosy brunet. Poczułam przy swoim ciele przyjemne dłonie oplątujące mnie. Chwycił moje dłonie. Robiłam szybko znaki i w stronę Uchiha wysłałam płomienie ognia. Odskoczyli, każdy w inną stronę. Miałam lekko popalone na twarzy,  ale nie przejmowałam się tym zbyt bardzo. – Chyba się pomyliłem. Kto był Twoim nauczycielem, Sakura?
-Nie twój zasrany interes. – wypowiedziałam wściekła.
-Ach… No tak, za dużo się interesowałem, ale wiesz, że to może skończyć się całkiem inaczej. Odpuść sobie. Nie dasz rady sama nas pokonać. – mówił pewnie. – Itachi już nie przyjdzie na pomoc swojej księżniczce. – zaśmiał się.
-Czyli Ona naprawdę chodziła z moim bratem?
-Tak, a w dodatku miała z Nim dziecko, które poroniła. Jakie to przykre. – moje nerwy były coraz większe. Stałam wpatrując się w niego. Nie mogłam sobie tego wyobrazić, dlaczego tak wyszło? Dlaczego? Itachi, mój ukochany, a Madara. Ocalę Itachiego, ale jakimś sposobem muszę jego wuja zlikwidować z swojej drogi. Podszedł krok do mnie i kolejny. Oddalałam się szybko. Nie miałam pojęcia, że tak może się stać, ale zareagować zawsze mogłam. – Cóż, ale Itachiego wtedy przy niej nie było. Toczył walkę przy której poległ. Wtedy uciekła z Akatsuki, co zrobiło małe zamieszanie. – wokół mnie zaczęła wirować chakra. Pędziłam na bruneta – Teraz wszystko w twojej przyjaciółce wzięło górę. Chce Go pomścić zabijając Nas. – uśmiechnęłam się.
-Mylisz się.
-Słucham? – zapytał wpatrując we mnie.
-Nie chcę Was zniszczyć, tylko Ciebie. To była twoja wina, ze poroniłam, a także, ze Itachi poległ. Ty jesteś największą kanalią jaką spotkałam! – wrzasnęłam na niego. Walczyłam z nim, każdy cios odbijałam jaki zadał. Ominęłam i uderzyłam go w szczękę. Obrócił się w powietrzu i stanął na klęczkach. Wpatrywałam się w niego z uśmiechem. On dawał wiele do myślenia, ale nie pozwolę, by ten drań popsuł plany. Mój wzrok się nie psuł, ale oczy bolały od tego kekei genkai.
-Uwierz mi, nie dasz rady. – powiedział – Znam Cię na wylot. – znalazł się za mną. W mojej dłoni pojawił się miecz. Wbiłam w niego. patrzał na mnie zdziwiony. Zmienił się w popiół? Rozumiem, klonów używa. – Dobra, nie mam czasu by się z Tobą bawić. – Na sobie wyczułam kunai przy szyi. Jakoś nie robiło to na mnie wrażenia. Wyczułam jak wbija Go w brzuch. Nie jęknęłam. Moje ciało zmieniło się w płatki czarnych kwiatów. Stałam naprzeciwko niego  trzymając się za ranę, którą wyleczyłam w szybkim tempie.
-Po pierwsze zapominasz wielu rzeczy. Potrafię się postawić każdemu, dzięki Itachiemu. Nawet takiemu jak Ty! – uderzyłam nogą, a wokół mnie powstał strumień chakry. Sasuke chciał zaatakować od tyłu, ale chakra go odepchnęła i upadł parę metrów dalej. Wyciągnęłam w jego stronę dłoń, machnęłam mocno. Wbiły się w niego, lecz tylko się uśmiechał.
-Może – wypowiedział tuż przy moim uchu. – Nigdy mnie nie pokonasz, a mam wiele planów do Ciebie, więc daj mi je zrealizować. – moje nogi zaczynały się pode mną zaginać. Jego oczy paraliżowały mnie, mój, a raczej Itachiego Sharingan musiał zniknąć. Padłam na kolana przed nim. Upadłam płasko oddychając wolno.
-Co zamierzasz z Nią zrobić?
-Na razie przechowam Ją w jednym miejscu – uśmiechnął się szatańsko. Poczułam jak bierze mnie na ręce i niesie w stronę wioski, poczułam wiatr w włosach. Spojrzałam na jego twarz pół przytomna. Nigdy nie przewyższy swojego bratanka. Straciłam przytomność widząc samą ciemność.

1 komentarz:

  1. Ciekawe, rozkręca się powoli :) Szkoda tylko, że nie ma kolejnej części ;_;

    OdpowiedzUsuń

Etykiety:

FugaMiko (4) Hinata (1) Itachi (7) ItaSaku (55) ItaSasu (1) KakaAnko (1) KakaSaku (2) MadaSaku (2) MadaSakuIta (2) Minakushi (2) Naruto (1) Sakura (8) Sasosaku (2) SasuIno (1) Sasuke (5) SasuSaku (2) yaoi (1) Zamówienie (25)
layout by Sasame Ka