piątek, 1 lutego 2013

Świat Ninja 3


Wyszłam z gabinetu Paina. Wszystko sobie wyjaśniliśmy, znaczy nie opowiedziałam mu wszystkiego o sobie ale tylko kilka nieistotnych faktów. Kierowałam się do swojego pokoju. Nagle BUM! Ktoś na mnie wpadł a głowa Ktosia wylądowała na moim dekoldzie.  Odruchowo zamachnęłam się i Ktoś wylądował na ścianie za ścianą, czyli w pokoju Deidary. Blondyn akurat paradował w samym ręczniku i gdy tylko Ktoś wpadł do jego pokoju tak się chłopak przestraszył że aż mu ręcznik spadł.
- Ale widoki. – usłyszałam obok głos Sasora. Na moim czole wyskoczyła żyłka.
- Mocny masz prawy prosty. – usłyszałam. Ktosiem okazał się Hidan. – No i teraz wiemy kto z nas ma najmniejszego ‘przyjaciela’. – powiedział białowłosy wskazując na Deidarę znikającego w łazience.
- Ja Ci dam najmniejszego! – usłyszeliśmy z łazienki. Chłopaki zaczęli się kłócić  ja zagadałam do szmacianego (Sasoriego)
- Mogę się założyć że Hidan mi pokaże swojego.
- Nie sądzę, prędzej Cie przeleci.
- Zakład?
- Oky.
- O ile? – usłyszeliśmy głos Papy Finanse. Spojrzałam się stało tam całe Aka. Będzie się działo.
- Trzy stówy?- zapytałam.
- Oki.
- Ja też. – dołożył się Kisame, potem Zetsu i cała reszta. W sumie w puli było ok. trzech tysięcy.
- Wygrany zgarnia wszystko.
- Jasne. – przeszłam do działania. Aka schowało się za ścianą. – Hidan.
- Czego?!
- Mogę się założyć że Twój jest najmniejszy.
- Skąd Ty to możesz wiedzieć?
- Bo tylko Twojego nie widziałam. – trochę poczerwieniał a po chwili spuścił spodnie .
–  I co?!- Hidan dumnie wypiął pierś.
- Pstro. Kakuzu wyskakuj z kasy. – wyrwałam Papie kasę z ręki podwędzając troszkę jeszcze z jego kieszeni. Boziuuu ale on ma tego, jak troszkę więcej wezmę nic się nie stanie.
- No kobieto, rządzisz. On nie chciał nawet Konan pokazać. – odezwał się rybowaty.
- Ja tu jestem! – dostał od Konan.
- Co to ma Qrffffa znaczyć?! – odezwał się Hidan już ubrany.
- Że masz najmniejszego. – wszyscy zaczęli się brechtać a ja dałam dyla do siebie. Po drodze liczyłam ile podwędziłam Papie. Kiedy byłam już pod drzwiami usłyszałam:
- Gdzie jest moja kasa?! Kto ukradł mi moją kasę?! Jakim cudem?! Moje kochane pieniążki!!!
- Nie wierze. Ktoś jest lepszym złodziejem od Kakuzu. Kobieto SZACUN!!!!- usłyszałam krzyk z końca korytarza.
- Dzięki Deidara!- odkrzyknęłam- A! Kakuzu! Chyba zabrałam Ci też roczny zapas gumek zapachowych! Po odbiór przyjdź później! – wchodząc do pokoju usłyszałam tylko chichoty. Pożyczone rzeczy schowałam do szkatułki a sama usiadłam w kącie pokoju i po chwili w pełnym skupieniu lewitowałam łokieć nad ziemią powtarzając słowa ‘Sairento inu to shizukana mizu ni chūi shite kudasai.’ Uspokajałam w ten sposób swój umysł i swoje emocje, nad którymi miałam całkowitą kontrolę. Mimo iż z zewnątrz udawałam silną, odważną, oziębłą, suchą, bezlitosną to wewnątrz za grubymi murami w najgłębszym i najczarniejszym zakamarku mojego serca byłam tylko kobietą, która jak każdy ma uczucia, nie w każdej sytuacji jest silna, nie zawsze odważna, potrafiąca powiedzieć ciepłe słowo i ukryć swoją bezlitosną naturę. Niestety ludzie nie zasługują na to by widzieć na mojej twarzy uśmiech, moje oczy wypełnione radością i mnie cieszącą się życiem. Otworzyłam przed ludźmi swoją ‘mroczną’ stronę, ponieważ tyle razy byłam zraniona, tyle razy bezsilna. Skończyłam z uczuciami dawno a tu nagle na mojej drodze stają bracia Uchiha. Itachi, przyjaciel z dzieciństwa i Sasuke, w którym szukałam pocieszenia. Natykam się na nich podczas braterskiej walki. Na śmierć i życie. Przerywam ją ratując starszego z opresji, niestety w krótkim czasie zostaje zgwałcona przez młodszego. Jaka jest moja reakcja? Nie schowałam się w kącie i nie płakałam. Po prostu uciekłam. Nadal nie wie kogo zgwałcił, kto zabił jego nauczyciela, kto przerwał jego walkę, kto mu uciekł, kogo szukać… Jest kompletnym Pacanem. W młodości za nim latałam krzycząc na prawo i lewo ‘Sasuke-kun’ ukrywając prawdziwą siłę. A on tymczasem mnie olewał. Nienawidzę go za ten jego egoizm.  A starszy? Spotkałam go kiedy miałam pięć lat. Trochę ćwiczyliśmy, trochę gadaliśmy. Ogólnie spędzaliśmy każdą wolną chwilę. Potem został wybity jego klan a on uciekł bez słowa pożegnania.  Po dziesięciu latach spotykamy się znowu. Mimo iż tak się zmieniłam On mnie poznał. Ciągle zastanawiam się , dlaczego? Nie! Dość rozmyślań o Nim. Wstałam i wyszłam z pokoju. Na korytarzu panował półmrok. Pochodnie ustawione co pięć metrów lekko tylko rozświetlały korytarz. Nie wiedziałam gdzie się kierować ale postanowiłam zaryzykować. Poszłam w lewo. Znajdowało się tu mnóstwo drzwi. Ale ja szłam dalej. Po kilku minutach doszłam do rozwidlenia. Itachi czy Konan coś tam wspominali że jadalnia jest w prawo od korytarza z pokojami więc logicznie należy skręcić w lewo. Tak też zrobiłam. Szłam prosto przed siebie. W pewnym momencie zrobiło się zupełnie ciemno, dopiero po chwili zorientowałam się że dalej pochodnie się już nie palą albo ich po prostu nie ma. Zmaterializowałm przez sobą małą świeczkę, która po chwili zapalona unosiła się w powietrzu rozświetlając korytarz. Szłam powoli nie tracąc czujności. Nie zdążyłam postawić kilku kroków gdy usłyszałam głos Hidana.
- Stary mówie Ci! To była ekstra laska! A jakie miała ciałko….
-Chce Ci przypomnieć że kiedy Ty się zabawiałeś ja musiałem wykonać misję. Następnym razem to ja się będę zabawiał. – usłyszałam zirytowany głos Kakuzu. Nie wiele myśląc złapałam świeczkę, naciągnęłam kaptur na głowę i wniknęłam w podłogę.
- A swoją drogą to ciekawe czy Łasica zdążył już przelecieć tą swoją koleżankę. Mam nadzieję że tak, teraz ja sobie z niej skorzystam. Niezła z niej dziunia, nie sądzisz?- Kakuzu nie zdążył odpowiedzieć gdyż złapałam białowłosego za nogę czego wynikiem był jego upadek na twarz.
-Hihihi…- Kakuzu zaśmiał się pod nosem- Pewnie usłyszała to… Hihihi
- Hahaha, bardzo śmieszne- odpowiedział Hidan przewracając się na plecy i patrząc na chichoczącego kompana- co ona może mi zrobić? Najwyżej powymachiwać tą swoją szabelką przed nosem.- nie wytrzymałam. Wyciągnęłam moją katanę i wyłoniłam się z podłogi. Zamachnęłam się ‘szabelką’ która wbiła się między nogi Hidana lekko dziurawiąc jego spodnie w kroku. Spojrzałam na niego spod kaptura. Zaczął cały dygotać widząc przed sobą osobę w czarnym płaszczu i ze świecącymi na biało oczyma.
- AAAAAA! O Jashimie! Ratuuj!- zerwał się podłogi i uciekł aż się za nim kurzyło a ja zaśmiałam się ironicznie. Schowałam katene, ściągnęłam kaptur a moje oczy na powrót przebrały kolor zroszonej trawy. Odwróciłam się do Kakuzu, który stał nieruchomo i wpatrywał się we mnie nieobecnym wzrokiem.
- Co… to… było?- wyjąkał.
- Nauczka. Powiedz mu że Jashim mu nie pomoże. – spojrzałam na niego z ukosa, po czym ruszyła w kierunku jadalni już bez kaptura i świeczki.
- Przekaże. A tymczasem, mogłabyś mi oddać mój zapas gumek??? Przez Ciebie musiałem pożyczyć od Hidana. – wzdrygnął się – Nigdy więcej.
-Mogłabym. – z każdym krokiem słychać było przytłumione głosy dochodzące z jadalni.
- To mi je oddaj! – stanął przede mną  i się lekko schylił. Swoją drogą chyba wszyscy są więksi ode mnie. Wpadam w dołek. Jestem najniższa z całej organizacji, przez co wszyscy patrzą na mnie z góry. To jest nie fair!!! Podniosłam do góry głowę by spojrzeć mu w oczy.
- To mi je zabierz. – to stwierdzenie wystarczyło by ostudzić go. Oboje wiedzieliśmy że jest to wyzwanie.
- Dobrze więc. Dziś o północy. Na hali treningowej, na poziomie -5. – spojrzał na mnie wyzywającym wzrokiem.
- Zgoda. Sasori będzie sędzią. On ustali reguły zabawy. – patrzyłam na niego wzrokiem mówiącym ‘Nie odzyskach ich’.
- Stoi. – wyciągnął do mnie dłoń. Z uśmiechem satysfakcji podałam mu ją.
- Zetsu! Przecinaj. – odezwaliśmy się jednocześnie a obok nas pojawił się Zetsu. Rzucił nam tylko ciekawskie spojrzenie i przeciął zakład. We trójkę skierowaliśmy się do jadalni. Sasori akurat siedział przy stole popijając kawę, obok niego Deidara. W drugim końcu kuchni stali Kisame i Hidan o czymś zawzięcie dyskutując, na środku siedział Tobi bawiąc się samochodzikami a temu wszystkiemu przysłuchiwał się Itachi  siedzący przy stole. Razem z Kakuzu spojrzeliśmy na siebie i na Sasoriego.  Usiedliśmy naprzeciwko niego i zaczęliśmy opowiadać mu o naszej zabawie jedno przez drugie:
- Sasori jest sprawa…- grzecznie zaczął Papa Finanse.
- … potrzebujemy sędziego do naszej zabawy. Bawimy się dziś o północy na piętrze -5…
- … ustalisz zasady gry i przedstawisz je jutro przed rozpoczęciem.
- Coś w rodzaju pojedynku. Ty ustalasz zasady, ty pilnujesz ich przestrzegania, ty wyłaniasz zwycięzcę.-  czerwono włosy patrzył na naszą dwójkę zaciekawiony a wraz z nim wszyscy, którzy znajdowali się w jadalni oraz Konan, która weszła jak siadaliśmy.
- O co gracie? – zapytał po krótkie chwili.
- O gumki. – momentalnie na czole Sasoriego zauważyłam pulsującą żyłkę a reszta się brechtała.
- Taki poważny pojedynek o gumki. No nie wyrobie. Thihihi. – nasza blondyneczka już tarzała się ze śmiechu.
- Deidara – rzekł grobowym tonem Sasori – Widocznie  dla nich jest to poważna sprawa, wnioskując oczywiście po poważnym tonie ich wypowiedzi. A Ty nie powinieneś się z tego śmiać, bo gumki są jednak poważnym tematem. – teraz to nawet ja w duchu płakałam ze śmiechu. Gumki poważnym tematem, ke? No żyć, nie umierać.
- Zgadzasz się? – zapytałam Skorpioniastego z równie grobową miną.
- Oczywiście że tak. Nie mógłbym przegapić takiej okazji na dobrą rozrywkę. – cień uśmiechu wdarł się na nasze twarze – Warunki waszej a właściwie już naszej zabawy będą gotowe na dwudziestą. Zapraszam do mnie w celu ich omówienia.
- Miło się z Panem robi interesy. – Kakuzu wstał wyciągając do niego dłoń. Ale wpadł.
- A co do interesów to nie ma nic za darmo. Do zobaczenia wam wieczorem. – i wyszedł. A za nim pognała blonde. Tymczasem Papa zaliczył przysłowiowy FacePalm.
- Sędziego finansujesz Ty. Przerąbałeś sprawę swoim gadulstwem to teraz płać. – wstałam i poszłam śladem Sasora i Deia czyli wyszłam. Z dala słyszałam tylko rozżalone krzyki Papy:
- Ie! Ie! Ieeeeeeeeee! – krzyki i dyskusje coraz bardziej się oddalały, co znaczyło że coraz bardziej błądzę po tek ich kryjówce.  Szłam różnymi korytarzami lustrując skalne i o dziwo wcale nie wilgotne ściany i każde mijane drzwi. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to że na każdych drzwiach jest imię lokatora oraz coś w rodzaju znaków rozpoznawczych. Wszystko było wygrawerowane na mosiężnych drzwiach. Stojąc przed swoimi odniosłam wrażenie że pokój jest już od dawna przygotowany tylko dla mnie. Tak jakby tylko na mnie czekał. Na drzwiach ozdobną czcionką i dużymi literami, na wysokości oczu widoczny napis „Shi”, po którym wydawało by się że spływa krew. Od prawego, dolnego rogu wylatywał kruk, wokół którego wirowały płatki kwiatów wiśni. Wchodząc do pokoju odniosłam to samo wrażenie, co stojąc przed drzwiami. Dywan, poście na łóżku, szafa, biurko i krzesło. Sciany ciemno bordowe tak jak pościel i dywan, natomiast meble w odcieniu zgniłej zieleni. Runęlam na łóżko i przyglądałam się sufitowi rozmyślając. Po kilku minutach ciszy odezwał się Kashi siedzący na oparciu krzesła.
- Musimy uciekać. Sasuke się zbliża ze swoją organizacją. Konoha jakimś cudem zlokalizowała kryjówkę Akatsuki. Z Hokage na czele idą wojska z Suny, Konohy, Kiri i…
- Wiem. Ale co ja mogę. To już koniec. Mój koniec. – spojrzałam na kruka i pierwszy raz od dziesięciu lat, naprawdę szczerze się uśmiechnęłam -  Kiedy przybywają?
- Wojsko jutro z rana a Taka w południe. – znowu się uśmiechnęłam – Wszystko w porządku?
- Naturalnie że tak Kashikoi. – uśmiech. Znowu. Fajne uczucie. Podoba mnie się, i to bardzo.
- Ludzie są dziwni. – stwierdził, przyglądając mi się bacznie.
- To nie ludzie są dziwni tylko te wszystkie myśli, emocje i odczucia, które są w nich. – odpowiedziałam po czym wstałam i najzwyczajniej w świecie wyszłam zdzierając ze swojej twarzy uśmiech i rzucając go w kąt. była już dwudziesta. Stanęłam przed drzwiami Sasoriego. Zapukałam dwa razu po czym weszłam do pokoju. Sasori wraz z Kakuzu siedzieli na dywanie na środku pokoju. Dołączyłam do ich a Sasori wręczył mi warunki. Nie było ich dużo. Kilka z rodzaju ‘tego nie wolno ani tego i tego’.
- Dla mnie spoko. – odezwał się Kakuzu oddając swoją kartkę. Ja przestudiowałam do końca swoją i oddałam.
- Zgadzam się. Deidara. – powiedziałam do drzwi – wlazł na chwilę. – w futrynie pokazała się jego twarz z przepraszającym uśmiechem.
- Postaraj się o dobrą widownię. – powiedziałam z uśmiechem stojąc już za nim.
- A… ale jak.. Ty???

                Po zniknięciu za pierwszym zakrętem teleportowałam się do swojego pokoju. Kashikoi nadal siedział na krześle i teraz wpatrywał się w moją sylwetkę.
- Mówiłem Ci już, że kiedyś nie byłem ptakiem? – spytał nagle, intensywniej się wpatrując we mnie.
- Nigdy. – odpowiedziałam. Położyłam się na łóżku by wysłuchać Kashiego.
- Pamiętasz dzień kiedy mnie znalazłaś? To wtedy za pomocą zakazanej techniki zmieniono mnie w kruka. Miałaś wtedy jedenaście lat a ja zaś piętnaście. Byłem obywatelem Kiri a zmienił mnie Orochimaru. Wczoraj znalazłem jak mnie znowu zmienić w człowieka. Chciałbym żebyś to zrobiła. – z wrażenia podniosłam się do siadu a na moich kolanach znalazł się zwój.
- Dobrze. Zrobię to Ka…
- Z tym akurat trafiłaś świetnie Sakura. Jestem Kashikoi Tsuki. – zaskoczyło mnie to z lekka. Po kilku minutach było wszystko gotowe do przemiany. Wykonałam znaki zakazanej techniki a po chwili kruk stojący przede mną został otoczony czarnymi piórami. Po opadnięciu ich moim oczom ukazał się przystojny mężczyzna. Krótkie białe włosy, równie białe tęczówki i świetnie wyrzeźbione ciało. Boski po prostu.
- Arigatuo, Księżniczko! – powiedział podekscytowanym głosem i najzwyczajniej się do mnie przytulił, podniósł mnie i okręcił kilka razy wokół własnej osi. – Jestem CI niezmiernie wdzięczny. – odstawił mnie na swoje miejsce a ja zaśmiałam się dźwięcznie. – Pięknie się śmiejesz Kwiatuszku. Cała jesteś piękna. Wtedy, gdy się spotkaliśmy zauroczyłem się w Tobie i przez te dziesięć lat ten urok osiągnął najwyższe granice. Niestety ja mam swoją miłość, która od dziesięciu lat czeka na mnie w Kiri a Ty masz swoją tutaj. Mam nadzieję że się nie pogniewasz na mnie jeśli Cie teraz zostawię.
- Nie. Nie pogniewam się.
- Powiedz Kwiatuszku, co mogę dla Ciebie zrobić?
- Najpierw wróc do swojej miłości. Kiedy już będzie bezpieczna daj ten zwój Itachiemu, powiedz że ode mnie.
- Dobrze. Zrobię jak sobie życzysz.
- Powodzenia Kashikoi-kun i żegnaj.- posłałam mu ostatni promienny uśmiech i skierowałam się do drzwi.
- Żegnaj Kwiatuszku. Na zawsze pozostaniesz w mojej pamięci. – odwzajemnił uśmiech. Wyszłam na korytarz i skierowałam się w jego głąb. Szkoda mi opuszczać tak wspaniałego przyjaciela, z którym się żyło dziesięć lat. Ale wolę żeby teraz odszedł niż uczestniczyl w jutrzejszej rzezi, która się tu odbędzie. Spojrałam na zegarek. 20.20 Przyspieszyłam kroku a po kilkunastu metrach zatrzymałam się przed drzwiami prowadzącymi do pokoju Itachiego.
               
                Leżałem właśnie na łóżku i rozmyślałem. Konkretnie rozmyślałem nad Sakurą, nad tym jak się zmieniła. Pamiętam nadal wszystkie wspomnienia z nią związane. Z Sakurą poznałem się gdy miałem jedenaście lat a ona wtedy pięć. Pamiętam jak wracałem z Akademii a Ona siedziała na jednej z ławek, które znajdowały się przy małym jeziorku i odwrócone tyłem do alejki. Obok niej leżał miś a sama wspomniana machała delikatnie nóżkami. Miała długie różowe włoski, ubrana w zieloną sukienkę i czarne buty. Przyglądałem się jej tak kilka minut, a Ona w tym czasie zdążyła mnie zauważyć. Wzięła w rączkę swojego misia i spojrzała na mnie tymi swoimi szmaragdowymi oczyma, które wtedy miały w sobie tak wiele bólu, smutku i złości, że było to nie do opisania. Chciała odejść ale kiedy się odwróciła na pięcie, odezwałem się do niej. Nie zdarzało mi się to jeszcze nigdy ale poczułem że ja, Itachi Uchiha, muszę dowiedzieć się dlaczego jest ona taka smutna i pocieszyć ją, wywołać na jej drobnej twarzyczce uśmiech.
- Coś się stało? – zatrzymala się w pół kroku, jak gdyby ktoś jej właśnie strzelił w plecy. Mocniej tylko ścisnęła misia, trzymanego przy piersi.
- Nie. Nic. – odpowiedziała cicho i ponowiła swój chód, przyśpieszając.
- Zaczekaj! – moje ciało momentalnie zareagowało na to i ruszyłem za nią, by po chwili być już przed nią. Nie zdążyła się zatrzymać, przez co uderzyła swoją główką w moją klatkę piersiową.
- Gomennasai. – mruknęła tylko i znowu się zerwała do biegu. Po kilkunastu minutach gonitwy znaleźliśmy się na wzgórzu. Dziewczynka stanęła tylko na chwilkę i obejrzała się za siebie, by po chwili zbiec na dół. Nie ociągając się pognałem za nią. Nawet nie zauważyła jak na szczycie zostawiła misia, o którego ja się potknąłem. W locie zdążyłem tylko chwycić miśka a następnie sturlałem się na sam dół, gdzie już na mnie czekała. Zatrzymalem się dokładnie przez nią, swoją głową przy jej nóżkach. Spojrzałem najpierw na misia a potem na nią. Momentalnie na jej twarz wpełzł uśmiech a potem usłyszałem jej dźwięczny śmiech. Podniosłem się szybko i stanąłem przed nią. Jej oczy znajdowały się na wysokości mojej klatki. Podniosła na mnie swoje oczy.
- Możesz mi oddać misia? – zapytała delikatnie, palcem wskazując na maskotkę w moich rękach.
- Mogę. Ale najpierw chcę się czegoś dowiedzieć od Ciebie. – momentalnie z jej twarzy zniknął uśmiech a oczy momentalnie zapałały do mnie złością i rozczarowaniem.
- Kolejny egoista, myślący tylko o swoich potrzebach. – po tym stwierdzeniu prychnęła i skrzyżowała swoje drobne rączki na klatce piersiowej.
- Że słucham? – zapytałem zbity z tropu, musiałem wszystko dokładnie przeanalizować.
- Jesteś egoistą! Nienawidzę Cię! – mogę się założyć że wtedy miałem oczy jak pięciozłotówki, podczas gdy mała uciekała. Na szczęście szybko się otrząsnąłem, dogoniłem ją i złapałem za rękę żeby się zatrzymała.
- Posłuchaj mnie, Smarkulo! Nie jestem egoistą. To Ty sobie to ubzdurałaś. Chciałem Ci tylko pomóc bo siedziałaś tam na tej ławce taka przygnębiona, jak by Ci co najmniej przed chwilą rodziców zabili! A ja chciałem dobrze. Niestety niektórym nie dam rady pomóc. – dziewczynka momentalnie spuściła głowę a jej ciało było niczym szmaciana lalka. Po chwili słyszałej jej szloch a na ziemię zaczęły spadać pojedyncze krople. To były lzy. Jej łzy. Czułem się wtedy okropnie, że doprowadziłem ją do płaczu. po raz kolejny wyrwała mi się ale tym razem daleko nie zaszła gdyż po kilku krokach potknęła się i upadła. Odniosłem wrażenie że nie robiło jej to różnicy że ma zdarte kolano czy łokieć. Chciał Się podnieść ale nie miała siły. Podszedłem do niej i podniosłem ją do siadu przy okazji wręczając misia.
- Jak masz na imię? – zapytałem. Po jej policzkach caly czas spływała słona ciecz a zaczerwienione już oczy wpatrywały się w ziemię.
- Sa… Sakura Haruno.- odpowiedziała, ściskając mocniej miśka.
- Haruno? A co się stało że byłaś sama na tej ławce? – na to pytanie nie dostałem odpowiedzi. Wziąłem więc dziewczynkę na ręce i niosłem ją do jej domu. Po kilku minutach się uspokoiła ale nadal nie miała na nic siły.
- Gdzie idziemy? – zapytała cichutko resztkami sił.
- Odniosę cie bezpiecznie do Twojego domu. – odpowiedziałem spoglądając na jej twarz. W tym momencie jej źrenice się rozszerzyły a usta lekko otworzyły.
- Ie! Nie chce tam wracać! Rozumiesz?! Nie chcę! – zaczęła się szamotać ale jednak ja byłem silniejszy i nie pozwoliłem jej znowu uciec. Zamiast tego po prostu ją przytuliłem.
- Sakura, spokojnie. Uspokój się. – mocniej ją przyciągnąłem do siebie. Po chwili również i jej małe rączki oplotły mnie w pasie a na koszulce poczułem jej łzy.
- Nie, proszę Cię. Itachi, nie… chcę… - mówiła coraz to słabszym glosem i zemdlała z wycieńczenia upuszczając miśka. Jeszcze chwilę tak z nią stałem a następnie chwyciłem misia i tą małą, kruchą istotkę na ręce i ruszyłem do jej domu. Przez całą drogę zastanawiałem się skąd zna moje imię. Kiedy byłem już przed drzwiami zadzwoniłem dzwonkiem a w drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna, który miał tak samo zielone oczy jak Sakura.
- Sakura. – wyszeptał – Gdzie ją znalazłeś? Od rana jej szukamy. – przekazałem dziewczynkę jej ojcu. Nadal była nieprzytomna, chociaż nie, teraz już spała.
- Była w… - przez chwilę zastanowiłem się czy powiedzieć gdzie się ukrywała - … parku. Spacerowała alejkami.
- Całe moje Słoneczko. Bardzo lubi chodzić do parku. Ale byłem tam kilka razy, dlaczego jej nie widziałem? Ech, nie ważne. Ważne że się znalazła. Bardzo dziękuję Ci młodzieńcze.
- Ależ nie ma…. – nie zdążyłam dokończyć gdyż przerwała mi kobieta, która zjawiła się za mężczyzną.
- No gdzie ona się podziewała?! Ta dziewucha przyprawi mnie o zawał!!! Nadpobudliwy dzieciuch! – głośno lamentowała za jego plecami a on zrobił zgniewaną minę.
- Jeszcze raz bardzo CI dziękuję. Dobranoc. – zamknął drzwi przed moim nosem.
- Ale nie ma za co. – powiedziałem do klamki bo chyba ona jedyna była w stanie to zrozumieć. Teraz już wiedziałem dlaczego nie chciała wracać. Wspominam ten dzień bardzo często i pamiętam go jak by to było wczoraj a to już piętnaście lat.
 Westchnąlem głucho i usłyszałem ciche pukanie. Spojrzałem na zegarek, 20.20 Niechętnie wstałem i podszedłem do drzwi, delikatnie je uchylając. Za drzwiami stała właśnie Ona. Obiekt moich dotychczasowych rozmyślań. Spojrzała wymownie za moje plecy a ja wpuściłem ją do środka. Kiedy przechodziła obok, doleciał do mnie jej słodki zapach. Momentalnie zrobiło mi się ciepło. Mówiłem już że była moją przyjaciółką? Pewnie tak. Ale chyba nie mówiłem jeszcze że od tamtego dnia jestem w niej zakochany. Tak, wielki Uchiha się zakochał. Dziewczyna weszła głębiej i rozejrzała się po pokoju. Lustrowała go bardzo dokładnie. Najpierw od wielkiego łóżka prze dywan, komodę, regał na książki, drzwi do łazienki i na biurku kończąc. Zamknąłem drzwi i stanąłem za nią. Odwróciła się delikatnie i uniosła głowę. Nadal oczy miała na wysokości mojej klatki piersiowej. Przyjrzałem jej się od góry do dołu i z powrotem. Patrzyłem w jej szmaragdowe oczy. Zawsze się w nich zatracałem, one są moim narkotykiem, od którego nie ma ratunku. Przez chwilę wydawało mi się że jest w nich odrobina zwątpienia ale potem poczułem uścisk jej nadal drobnych rąk a na klatce jej głowę.
- Itachi. Tęskniłam. – powiedziała delikatnie mocniej mnie ściskając. Ja również ją objąłem i wtopiłem twarz w ocean jej włosów. Zauważyłem że nie były one już czarne jak przy naszym poprzednim spotkaniu, tylko różowe. Wziąłem głęboki wdech by poczuć tę przyjemną woń.
- Sakura. Ja też tęskniłem. Bardzo. – delikatnie odchyliła głowę i znów spojrzała w moje oczy a ja zatraciłem się w jej magicznym spojrzeniu. Poczułem jak moje serce przyśpiesza a sam wypełniam się wielką radością.
                Jego oczy są tak hipnotyzujące. Przyciągają jak magnes. Nie mogę się od nich oderwać. Tak bardzo za nimi tęskniłam. Za nim całym. W jego objęciach czulam się tak bezpiecznie jak nigdy. Pocałował mnie delikatnie w czoło, potem w nos, w policzek a potem w usta. Najpierw delikatnie, jak gdyby pytał czy może. Przymknęłam powieki i oddałam pocałunek. Potem całował już śmielej. Mówiłam już że jest to nieziemskie uczucie? Jedną ręką przeczesywał moje włosy a drugą wodził po moich plecach, ja przeczesywałam jego dlugie włosy. Swoją drogą bardzo je lubiłam. Itachi delikatnie uniósł mnie do góry, byśmy po chwili znaleźli się na łóżku. Całował bardzo delikatnie. On powoli rozpinał moją bluzkę i spodnie a ja jego koszulę. Nagle oderwal się ode mnie i spojrzał znowu tymi swoimi wspaniałymi oczyma.
- Sakura. Kocham Cię. Od zawsze. – znów powrócił do moich ust.
- Itachi… Ja Ciebie… też- wyszeptałam. Zjechał swoimi pocałunkami w dół po barkach, dekolcie i brzuchu. Ściągnąl moje spodnie i już byłam w samej bieliźnie kiedy on był jeszcze ubrany. Przekręciłam go na plecy i teraz to ja dominowałam. Nie przestając całowania jego ust pozbyłam się koszuli i wodziłam palcami po jego brzuchu i klatce. Było tam wiele blizn ale ciało miał perfekcyjne. Zero tłuszczu, same mięśnie. Wodząc tak, czułam pod palcami dreszcze jakie go przechodzą. Po chwili oboje byliśmy już nadzy i znów on dominował. Stosunek z nim to jest coś wspaniałego. Jest delikatny i wie jak rozgrzać kobietę. Coś niezapomnianego.

                Leże wtulona w Itachiego a on zatacza palcem małe kółeczka na moim ramieniu. Leżeliśmy tak już piętnaście minut.
- Sakura.
- Hm?
- Nurtuje mnie jedna rzecz. – zaczął delikatnie – Wiem że może nie powinienem pytać, ale… - popatrzył na sufit - ..ale, nie robiłaś tego ze mną pierwszy raz. Powiedz, kto mnie wyprzedził? spojrzał na mnie a ja spięłam mięśnie i nawet nie zauważyłam jak wbijam paznokcie w żebra Itachiego. Ale widocznie nie miał mi tego za złe bo tylko lekko wykrzywił twarz.
- To.. nie jest przyjemna historia – spojrzenie na zegarek 23.05 – Tydzień temu jak przyszłam do organizacji, uciekłam z kryjówki Orochimaru. Tam zabrał mnie Sasuke z tamtej polany. Najpierw mnie opatrzył i trzymał jako zakładnika. Któregoś dnia dostał jakąś misję i zanim wyruszył on… on… - na chwilę ucięłam by nabrać w pluca powietrza - … zgwałcił mnie. – ostatnie słowa wyszeptałam i mocniej się wtuliłam i Itachiego. Poczułam jaj jego mięśnie niebezpiecznie mocno się spięły. A po chwili delikatnie rozluźniły a On mocniej mnie przyciągnął do siebie. Uniosłam się trochę na łokciach i pocałowałam go w usta. Rozluźniło go to. Chwyciłam delikatnie płaszcz, oderwałam się od niego i ruszyłam do łazienki.  Itachi tylko taksował mnie wzrokiem. wzięłam zimny prysznic i szybko się ubrałam. Uzbroiłam się i po kilkunastu minutach wyszłam z łazienki. Czarnowłosy nadal leżał na łóżku. Podeszłam i znów go pocałowałam w usta. Delikatnie i subtelnie. Jeden raz, prawdopodobnie ostatni. Wyprostowałam się i odwróciłam na pięcie.
- Powodzenia. – uśmiechnął się do mnie szczerze. Odwzajemniłam uśmiech i wyszłam z jego pokoju. Szłam przez korytarze myśląc nad tym co będzie dalej. Czeka mnie niedługo zabawa z Kakuzu a muszę jeszcze odwiedzić Pain’a i powiedzieć mu o ataku jutro z rana. Coś czuje że gdy nadejdzie jutro, wszystko się skończy.

1 komentarz:

  1. Szkoda, że tylko tyle... No nic, czekam na kolejną część. ^_^

    Pozdrawiam!
    Blacky

    OdpowiedzUsuń

Etykiety:

FugaMiko (4) Hinata (1) Itachi (7) ItaSaku (55) ItaSasu (1) KakaAnko (1) KakaSaku (2) MadaSaku (2) MadaSakuIta (2) Minakushi (2) Naruto (1) Sakura (8) Sasosaku (2) SasuIno (1) Sasuke (5) SasuSaku (2) yaoi (1) Zamówienie (25)
layout by Sasame Ka