wtorek, 27 maja 2014

Sztuka miłości (ItaSaku) cz.7

6 komentarzy:

                    
        
               Nie zadawałam pytań. Z otwartymi ustami wpatrywałam się w nieznajomego niezdolna wydać ani jednego dźwięku. Mężczyzna, bardzo zbudowany i wysoki przeraził mnie. Patrzył na mnie spod byka i wskazał ręką na wyjście. W milczeniu za nim pomaszerowałam.
            - Rusz się, kurwa! Nie mamy czasu – Ryknął w moją stronę, gdy wyszłam z obskurnego pomieszczenia. Moja rana go nie interesowała. Gwałtownie popchał mnie do przodu, po czym syknęłam i kuśtykając starałam się dorównać mu kroku.
            Miałam wrażenie, że minęła wieczność, zanim doszliśmy na miejsce. A pokonaliśmy naprawdę krótką trasę. W środku kolejnego pomieszczenia nie było nikogo wbrew temu, co przypuszczałam zastać. Byliśmy sami.
            - Ty tu zostajesz – Burknął pod nosem – Szef zaraz przyjdzie. – Dodał uważnie mi się przyglądając. Widocznie starał się rozkminić, co ja w ogóle tu robię, po czym popchnął mnie do środka i trzasnął drzwiami.
            Od razu padłam na kolana i się rozpłakałam. Głównie z bólu, bo upadkiem przygniotłam swoją ranę i pewnie jeszcze bardziej ją zmasakrowałam. Byłam na skraju paniki. Chciałam, żeby ta cała sytuacja była tylko bardzo złym snem i żeby wszystko wróciło do normy. Pochlipując oparłam się o ścianę i zamknęłam oczy, żeby się uspokoić i zacząć trzeźwo myśleć. Musiałam coś wymyślić. Nie mogłam tu zostać!
            Nie zdążyłam. Drzwi otworzyły się bardzo szybko i światło zapaliło się. Pomieszczenie już nie było takie odpychające. Zauważyłam, że w kącie leżały dwa krzesła, a na przeciwko mnie było małe okienko. Do środka wszedł dość niski mężczyzna. Był stary, zmarszczki zdobiły całą jego twarz.
            - Witam – zaczął błądząc wzrokiem po pokoju. Po chwili zatrzymał się na mnie. Zareagował dość dziwnie. Jego wyraz twarzy sprawiał wrażenie troski. Od razu przy mnie kucnął i przyjrzał się mojej ranie. Skrzywił się.
            - Pewnie boli – raczej stwierdził, niż zapytał – Pomogę pani wstać i usiąść na krześle – zaproponował. Podał mi swoją dłoń i pomógł mi wstać. Syknęłam, ale jakoś dałam radę dojść do krzesła.
            - Mam nadzieję,   że nazywa się pani Sakura Haruno i nie doszło do nieporozumienia.
            - Tak?- Wydukałam – A pan to kto?
           - Danzo – odparł – Dla pani jestem Danzo – uśmiechnął się, co bardzo go odmłodziło. Patrząc się na mnie poprawił swój czarny, idealnie leżący na nim garnitur. Po tym usiadł na krześle, które postawił naprzeciwko mnie.
            - Pewnie zastanawia się pani, co tu robi, prawda? – Zapytał. Nie czekał na moją odpowiedź. – Znajduje się tu pani z jednego powodu. Ma pani coś, na czym mi bardzo zależy. Pewną cyfrę, numer, szyfr..
            Wciągnęłam powietrze. Dalej nic nie mówiłam i zaczęłam unikać jego wzroku.
            - Jak pani zapewne wie, zrobię wszystko, żeby to zdobyć. Nie musi się pani stawiać. Szkoda na to pani czasu. Nie wiem, czy jest pani świadoma tego, co oznacza to, czego szukam. Z chęcią to pani wyjaśnię.
            Mężczyzna wstał, po czym zaczął spokojnie spacerować naokoło pokoju, a ja poczułam napływającą panikę po raz kolejny w ciągu tych kilku minut.
            - Pani świętej pamięci ojciec ukradł kiedyś ciężko zarobione pieniądze kilku powiązanych ze sobą osób.
            Słysząc to poczułam ukucie w sercu. A więc mój ojciec naprawdę nie żyje.
            - To było bardzo złym posunięciem – kontynuował – Ale muszę przyznać, że wykazał się dużym sprytem! Przez niemal 15 lat nie wiedziałem, co się z nim dzieje. Nie wiedziałem nawet, czy te pieniądze jeszcze gdzieś są. A tu, proszę, pani okazuje się, że pani ojciec przebywa w Japonii i ma piękną żonę i dziecko… Sama pani rozumie, nie mogłem pozwolić na to, aby ten człowiek dalej istniał. Ale nie mogłem pozbyć się go też tak od razu. W końcu pieniądze, które ukradł… Ta astronomiczna suma była i jest zbyt cenna.
            Podpalenie pani domu było tylko ostrzeżeniem dla pani ojca. Pani ojciec wiedział, że nie może uciekać do Ameryki, bo wszystko stracił, a pieniądze, które gdzieś przetrzymywał musiały pozostać jedną wielką niewiadomą. Nie chciał dopuścić do tego, abyśmy je odzyskali. Nie mógł tak ryzykować. W sumie to pani ojciec wydawał się całkiem pogodzony z tą sytuacją. Do tej pory mnie to zadziwia. – Westchnął. – Numer, który ma pani na plecach już poznałem. Sprytne. Nie sądziłem, że to, co jest zakodowane na pani plecach to jednocześnie numer konta bankowego i hasło, zapisane od tyłu. Sprytne, ale nie genialne.
            Przez moment w pomieszczeniu zapanowała cisza. Danzo zatrzymał się. Czujnie przyglądał mi się cały czas, jakby czekając, aż coś wywinę.
            - A czy nie zaczęła się pani zastanawiać, dlaczego jeszcze żyje? Przecież mam to, co chciałem. Czy nie powinienem pani zabić? – Zapytał. Z nieodgadnionym przeze mnie wyrazem twarzy podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy. W tym momencie koszmar powrócił. On mnie zabije. Tu i teraz.
            - Nie może pan! – Wymsknęło mi się. Przerażona spojrzałam prosto w jego oczy. Mężczyzna zaśmiał się.
            - Ależ mogę, pani Haruno. I zrobię to z ogromną przyjemnością.
            Przy moim czole pojawiła się spluwa, a on, oblizując wargi zmrużył oczy i mocno szarpnął mnie za głowę.
            - Niech się pani nie boi. Zanim to zrobię, przyjdzie do nas nasz specjalny gość.
           Zaczęłam płakać. Łzy wypływały z moich oczu nieubłagalnie szybko. Byłam równocześnie wściekła. Chciałam zabrać mu broń i sama wystrzelić w jego stronę. Ale trzymał mnie zbyt mocno.
            - Zaraz powinien tutaj być..
            Nie mylił się. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął znowu ten gburowaty nieznajomy. Ale nie był sam. Trzymał..
            - Itachi! – Krzyknęłam. Był w jeszcze gorszym stanie niż ja. Krew ciekła z jego twarzy. Nawet te jego długie, czarne włosy były zakrwawione. Twarz miał rozciętą, tuż nad brwią. Obok rany był paskudny siniec. Był ledwo żywy. Jednak.. Zareagował. Gdy spojrzał na mnie i posłał mi swój uśmiech… - Itachi.. – Powtórzyłam.
            Danzo zarechotał. Opuścił spluwę i spojrzał na Itachiego. Zaśmiał się głośno.
            -Witamy, witamy, królewicza z bajki. A już się bałem, że nie zdążysz…
            - Tylko spróbuj coś jej zrobić skurwielu – Powiedział Itachi – Nie poddam się tak łatwo. Nie w tym życiu.
            - Przykro mi, Itachi, ale nawet twój ojciec był tego samego zdania co ja. Należy ci się kara. Ta ślicznotka miała już dawno badać kwiatki. Dzięki tobie straciliśmy wczoraj kilku najlepszych ludzi.
            Itachi miał mnie zabić. To zabolało.
            - Ciebie też się pozbędę. Zobaczysz. Będziesz zdychał jak pies – Warknął Itachi i splunął w jego stronę. Po tym zakrztusił się własną krwią. Nie mogłam się na to patrzeć. Musiałam coś zrobić!
            - Nie martw się, Uchiha, tobą zajmie się twój ojciec. Chociaż widzę, że dużą robotę zrobili już moi chłopcy. Muszę im pogratulować. Kto by przypuszczał, że syn pana Uchihy będzie w takim stanie – nabijał się z niego.
            - Zabiję cię – Odparł Itachi – Zabiję!
            - Zobaczymy – powiedział Danzo i skierował spluwę w moją stronę. Ale nie zdążył wystrzelić. Itachi jak na zawołanie wstał i złapał go za szyję. Widziałam, jak nieludzko się męczy. Ale nie był niczym skrępowany. Widocznie nikt nie dawał mu jakichkolwiek szans. Spluwa spadła na ziemię wystrzeliwując gdzieś w dal, nie robiąc nikomu krzywdy. Ja, z trudem zeskoczyłam z krzesła i ją podniosłam. Teraz liczyły się sekundy. Krzyknęłam, nie wiedząc nawet do kogo. Ale nie zwróciło to uwagi dwójki mężczyzn, siłujących się właśnie na podłodze. Itachi syknął. Przetrzymywał Danzo na ziemi, jednak to Danzo go okładał. A ja wystrzeliłam.
            Strzał mnie ogłuszył i mocno cofnęło mnie do tyłu. Upadłam. Nie wiedziałam, czy trafiłam gdziekolwiek. Bałam się, że trafiłam w Itachiego. Załkałam. Przykryłam usta moimi dłońmi i rzuciłam spluwą gdzieś  przed siebie. Nie chciałam dłużej jej trzymać. Pewnie dzięki  niej zginęło już wiele osób.
            W pokoju zrobiło się cicho. Szarpanina na podłodze ustała. Moje serce mało nie wyrywało mi klatki piersiowej. Bałam się, naprawdę bałam się o Itachiego. Nie chciałam go zabić.  Nie chciałam  go stracić. Zależało mi na nim.
                   - Sakura – usłyszałam swoje imię – Zwijamy stąd. 

               



                Itachi chciał uciekać. Nie brał pod uwagę tego w jakim jest stanie. Nie czuł bólu. Skończyło się to tym, że zemdlał przy samochodzie. Na szczęście jakiś przechodzeń wezwał pogotowie, a ja, płacząc i tuląc Uchihę błagałam go o to, żeby otworzył oczy.
            Wszystko skończyło się w szpitalu. Tam opatrzono moją ranę i zadbano o Itachiego. Szybko do siebie doszedł, ale mogliśmy tam zostać. Nie tylko Danzo był łakomy na pieniądze do których dostęp miałam tylko ja. Poza tym nie wiedzieliśmy też, czy zdradził komuś numer i czy ktokolwiek poza nim i ojcem Itachiego wiedział o całym zajściu. Co do jego ojca… Wolałam nie wnikać. Widocznie Itachiemu nie układało się z nim za dobrze.        
            Na początku myślałam, że wszystko przekreśli lekarz. Chciał wzywać policję, bo nie chcieliśmy wytłumaczyć mu, dlaczego jesteśmy w takim stanie. Żadna bajeczka go nie przekonywała. W końcu Itachi ‘wytłumaczył’ mu spluwą przy głowie kilka faktów i tak z powrotem znaleźliśmy się w jego samochodzie i znowu jechaliśmy tą przeklętą autostradą.
            Ja cały czas płakałam. Opłakiwałam mojego ojca i matkę, chociaż przy niej nie byłam już taka pewna. W końcu sobota zaczęła się dopiero dzisiaj w nocy, a mama miała jechać w sobotę… To powodowało przyjemne ciepło w sercu. Itachi skupiony na drodze nie zmieniał już co chwilę stacji radiowej. Spoglądał tylko na mnie z niepokojem i co jakiś czas poklepywał mnie po głowie, co zaczynało wyprowadzać mnie z równowagi.






            Nie wiedziałam, kiedy zasnęłam. Gdy się obudziłam było już ciemno. Dalej jechaliśmy samochodem. Itachi coś pił, ale od razu odłożył napój na miejsce, gdy zobaczył, że się obudziłam. Spytał się mnie, jak się czuję, a po tym wskazał palcem na lewo. Lotnisko.
            - Nie! – Krzyknęłam – Nie wyjadę. Nie zostawię Ja..
            - Wyjedziesz. A tak właściwie już wyjeżdżasz. Masz kupiony bilet, zmienioną tożsamość. Na miejscu będzie czekać na ciebie moja znajoma. Pomoże ci się zaklimatyzować i zacząć od nowa… - przerwał mi Itachi i ze spokojem starał się przemówić mi do rozsądku. Ale ja go nie słuchałam. Nie widziałam nawet takiej opcji, żeby wyjeżdżać.
            - Nie! – Powtórzyłam.
            - Oj, Sakura, Sakura… - westchnął i wywrócił oczami – Myślałem, że w końcu zmądrzejesz. Chyba, że lubisz być przetrzymywana w małych pomieszczeniach i patrzeć się, jak o ciebie walczę. Trzeba było powiedzieć mi o tym od razu. Wymyśliłbym coś… Auł!
            Uderzyłam go. Z wściekłością na niego patrzyłam i powstrzymywałam się od kolejnego uderzenia. W końcu był cały w siniakach.
            - Przestań – W końcu wydukałam. – Nie mówi tak więcej.
            - Sakura, pomyśl w końcu logicznie. Oni cię tutaj i tak dorwą. Myślisz, że tylko Danzo na ciebie polował? Ich jest więcej. Wśród nich jest nawet mój ojciec…
            - Gdzie mnie wysyłasz? – Zapytałam po dłuższej chwili.
            - Do Perth. To jest w Australii.
            - Australia? – Zapytałam niepewnie – Jesteś tego pewien?
            - A co w tym złego? Byłem tam kiedyś i mi się spodobało. – Burknął.
            - Kiedy mam samolot?
            - Za pół godziny. – Odparł cicho.
            - A ty? Lecisz ze mną? – Zapytałam.
            - Nie. Mam tu do załatwienia dużo spraw… A z resztą, co ty się tak o mnie martwisz? Przecież mieliśmy układ, że po naszej rozmowie dam ci spokój do końca życia i zniknę z twoich oczu. Zapomniałaś o tym? – Powiedział. Wyczuwałam w jego głosie ból, widocznie też nie był zadowolony z takiego obrotu spraw.          
            - No ale po co masz tutaj zostawać? Przecież grozi ci niebezpieczeństwo!
            - Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie. Dobra, koniec tych rozmów. Jesteśmy na miejscu.
           
           




            Na lotnisku nie mówił za dużo. Czekał tam na nas ten blondyn z motelu. Deidara, o ile się nie mylę. Gdy nas zobaczył niepokój zniknął z jego twarzy. Uśmiechnął się i nam pomachał. Wręczył mi jakieś dokumenty, coś tłumaczył. Nie słuchałam go. Byłam załamana. Znowu.
            Nie miałam dużo czasu. Bardzo chciałam przemówić Itachiemu do rozsądku. Nie chciałam wyjeżdżać. Chciałam sprawdzić, co z moją matką. Chciałam pożegnać się z Hinatą, która wspierała mnie przez ten cały czas. Chciałam podziękować pani Tsunade, usłyszeć jeszcze raz coś głupiego od Naruto. Chciałam też podziękować Itachiemu. To dzięki mu zawdzięczałam życie.
            - Nie chcę wyjeżdżać – Marudziłam. – Dlaczego ty mi to robisz? – Zapytałam się Itachiego z wyrzutem.
            - Powinnaś być wdzięczna.
            - Nie potrafię. – Odparłam zgodnie z prawdą. – Nie mogę tak po prostu zostawić tego wszyst..
            - Zajmę się tym. Daj mi czas i przestań marudzić – przerwał mi Itachi i zatrzymał mnie łapiąc mnie za rękę. Spojrzał mi w oczy. Ja znowu zaczynałam pochlipywać.
            - Załatwię wiele ważnych spraw i też wyjadę. Przecież po tym wszystkim też nie mam tutaj życia – dodał. – Przestań w końcu ryczeć i weź się w garść. Pozbyłaś się jednego z najniebezpieczniejszych ludzi świata, uratowałaś mi życie, pomogłaś nam stamtąd uciec. Nie jesteś z tego dumna? – Zapytał zdziwiony – Naprawdę się aż tak niedoceniasz? Cały świat stoi przed tobą otworem. Możesz robić wszystko, co chcesz. Jednak na pozostanie w Japonii ci nie pozwolę. Zbyt mi na tobie zależy…
            - Obiecujesz, że stąd wyjedziesz? Z moją matką?
            - Mogę obiecać… - Szepnął i podniósł mój podbródek. Moje serce zaczęło bić jak szalone, moje policzki zapłonęły, a ja zamknęłam oczy. Nasze usta złączyły się w pocałunku. Muskał je delikatnie, a ja, miałam wrażenie, że zaraz odlecę. Nie mogłam się powstrzymać i kiedy tylko zaczęłam mu je oddawać, pogłębił pocałunek. Zapomniałam o wszystkim. Czułam się tak dobrze… Wplotłam dłonie w jego długie, czarne włosy, a on, przyciągnął mnie bliżej i delikatnie wkradł się za moją koszulkę. Nie zwracaliśmy uwagi na przechodzących obok nas ludzi. Byliśmy tylko mu, tu i teraz. Ale wszystko piękne i tak się kiedyś kończy. Szara rzeczywistość szybko powróciła, gdy z głośnika dotarła do nas informacja o tym, że mam tylko kilka minut.

            - Obiecuję – Dodał, gdy odsunęliśmy się od siebie – Wrócę do ciebie. 

piątek, 23 maja 2014

Sztuka miłości (ItaSaku) cz.6

5 komentarzy:
                                                                V



- Niech ci będzie – westchnęłam.  Wywołało to tajemniczy uśmiech na twarzy bruneta. Nie sądził chyba, że tak szybko dam mu wygrać. – Namaluj mnie.
- Jesteś tego pewna?
Mój wybór zdziwił Itachiego. Mimo tego, że uśmiech nie zszedł z jego twarzy to jednak dało się wyczuć, że lekko się spiął. Z podejrzeniem sięgnął po swój szkicownik i usiadł na łóżku obok mnie.
- Co, strach cię obleciał? – Zakpiłam.
- Nie… - odparł – Po prostu..
- Po prostu usiądę na krześle naprzeciwko ciebie, dobrze? – Przerwałam mu uśmiechając się do siebie. Itachi był bardzo spięty. Punkt dla mnie.
Po chwili ustawiłam krzesło obok łóżka. I po tym moja pewność siebie wyparowała. Fakt mówiący o tym, że mam siedzieć na nim w samej bieliźnie był naprawdę dołujący. Poza tym nie mogłam myśleć o Itachim tylko, jako o artyście. W końcu był mężczyzną, któremu się spodobałam.
- Mam do dokończenia całą resztę poza twoją twarzą. Wybacz, na zajęciach za bardzo się na niej skupiłem. Planowałem to dokończyć u siebie w domu, ale skoro jest taka okazja, że jesteś tu ty i ja..
- To ja się rozbiorę – zaproponowałam i zaczęłam zdejmować spodnie. Itachi, jeszcze bardziej zdziwiony zaniemówił, ale po chwili wrócił do rzeczywistości.
- Ale jakbyś nie chciała to nie musis.. – Zaczął.
- Zamknij się w końcu! – Warknęłam. Itachi zaczął powoli mnie denerwować. – Chcę mieć to już za sobą. Moje marzenie to nie pozowanie w bieliźnie, tylko ukończenie studiów, na których   m n i e    n i e    m a.
Itachi nie odpowiedział. Po tym zdjęłam koszulkę i rzuciłam ją w kąt. Dostałam gęsiej skórki. W pokoju było dosyć chłodno, ale jak na tę porę roku powinno mnie to cieszyć, niż dołować. Gdy usiadłam na krześle i poczułam na sobie wzrok Itachiego oblał mnie rumieniec. Czułam, jak pali mi policzki. Biorąc wdech i wydech usiadłam w tej samej, pozie, co na zajęciach, po czym zaczęłam patrzyć się w przestrzeń unikając spojrzenia bruneta.
Uchiha od razu wziął się do roboty. Wyjął ołówek i zaczął malować. Początkowo coś kreślił i mazał, ale w końcu wpadł w swój rytm. Na początku spinał się tak jak na zajęciach. Drgały mu dłonie i rysik znowu się złamał. Ale nadszedł moment, w którym uspokoił się i wrócił do swojego świata – do rysunku.
Potwornie mnie to nudziło. Siedzenie w jednej pozycji początkowo było dla mnie uciążliwe, ale dało się przyzwyczaić. Zawsze gorzej było ze zniesieniem tego psychicznie. Gdy słyszysz tylko ołówki ocierające się o papier i mamrotanie osób, które cię rysują to masz wrażenie, że mija wieczność, zanim skończą.
Ciszę przerwał trzask okna. Wystraszyłam się i szybko wstałam. Od razu przed oczami miałam wczorajszy samochód i pościg na autostradzie.
- To tylko przeciąg. Spokojnie – westchnął Itachi, ale widziałam, że zgrywa pozory.  Nie wrócił też do rysunku. Odłożył szkicownik i podszedł do okna, aby je zamknąć. Po chwili zaczął z niepokojem przez nie spoglądać.
- Co się dzieje?
- Nic. Wydawało mi się coś tylko. Ubierz się – dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu. Czyli coś zobaczył. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam po ubrania. Gdy kucnęłam i byłam odwrócona do niego tyłem usłyszałam jak odchodzi od okna i sięga po swój plecak. Wyjął z niego pistolet i wsadził do spodni. Po tym wrócił do szperania w plecaku, a ja wstałam i skierowałam się do łazienki. Jednak, gdy otworzyłam drzwi Itachi zatrzymał mnie.
- Sakura, ty masz tatuaż?
- Co? – Zdziwiłam się jeszcze bardziej niż brunet. Jego pytania są czasem naprawdę dobijające. – Nie mam tatuażu i nigdy nie będę go mieć. Skąd ci nawet przyszło do głowy, że mogę jakiś mieć?
- Bo widzę? – Odpowiedział i wskazał na mnie palcem. – Tam, nad twoim tyłkiem.
- Że co? Patrzysz mi się na tyłek?! – Krzyknęłam i odwróciłam twarz, żeby nie widział, jaka jest czerwona. – Nie mam tatuażu!
Po trzaśnięciu dla zasady drzwiami podbiegłam do lustra i odwróciłam się do niego plecami. Z niepokojem skakałam wzrokiem po całych plecach. Byłam przeciwniczką tatuaży i nigdy bym sobie go nie zrobiła, jednak słowa Itachiego nie pozwalały mi tego zignorować.
- Nic tam nie mam kretynie! – Krzyknęłam do bruneta, który stał pod drzwiami. Słyszałam jego oddech.
- Masz. Tylko jeszcze tego nie zauważyłaś – odparł.
- Nie mam. – Powiedziałam ciszej, jakby sama do siebie. Nie mogłam go mieć. Ale był.
Mały numer, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Musiałam naprawdę wysilić wzrok, żeby odczytać pięć numerków: 43677.
- 43677 – powtórzyłam. – Itachi, ja nie wiem, co to jest. – Dodałam i poczułam, że mi słabo. Oparłam się o ścianę zakrywając numerek i z otwartymi ustami wpatrywałam się w drzwi.
- Wszystko dobrze?
- Tak, już się ubieram – dodałam ciszej. Sięgnęłam po czarną koszulę Itachiego i jeansowe spodnie.
- Sakura, ja chyba wiem, co to za numer.
- Nie, no co ty. – Zirytowałam się. – To dla tego numerku ten Danzo mnie ściga? To wszystko tylko dla tego pieprzonego numerku, o którego istnieniu nigdy nie miałam pojęcia?
Gdy wyszłam z łazienki, to Itachi siedział na łóżku i się we mnie wpatrywał.
- Odpowiesz mi? – Rzuciłam w jego stronę i do niego podeszłam.
- Nie muszę odpowiadać, bo znasz odpowiedź – westchnął – Zwijamy stąd. – Dodał. – Zaraz tu będą.
Przerwał mu głośny trzask dochodzący z parteru motelu. Po chwili do naszych uszu doszedł odgłos strzału i jakiś krzyk.
- Albo już są.




Biegliśmy przez las. W nocy wydawał się ogromny. Teraz zauważyłam, że wcale nie jest taki wielki. To zwyczajny zagajnik, ale wystarczający do ukrycia samochodu wśród drzew. Uciekliśmy przez okno. Itachi skakał pierwszy po czym skoczyłam ja, prosto w jego ramiona. Miałam mu to za złe, bo wiedziałam w jakim stanie jest jego ramię. Przeze mnie musiało cholernie go boleć.
- Ja prowadzę – powiedziałam, gdy zobaczyłam, że podchodzi do drzwi od strony kierowcy – Ty się nie nadajesz. – Dodałam wskazując z wyrzutem na jego ramię.
- Nie. Nie będziesz prowadzić. Nie mam teraz czasu na tłumaczenie, jak masz jechać. To skomplikowana trasa.
- Nie, nie będziesz prowadził. Nie nadajesz się – podniosłam głos. – A tak poza tym to powinien to obejrzeć lekarz. Jak wda się jakieś zakażenie to nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Właź – wskazał na drugie drzwi kompletnie nie zwracając uwagi na to, co do niego mówię. Biorąc wdech i wydech powstrzymałam się od odpowiedzi i zrobiłam tak jak chciał. W tym momencie to ja nas spowalniałam jakąś głupią kłótnią, a powinniśmy spieprzać najszybciej jak się da.
- Tam, gdzie teraz jedziemy spędzimy około dwa dni. – Zaczął.
- O ile dojedziemy.
- Dojedziemy. Nie martw się. Nikt nie zna tego miejsca poza mną. Będziesz pierwszą osobą, której je pokażę.
- A co po tym? Co po tych dwóch dniach? – Zapytałam. Dopiero teraz doszło do mnie w jakiej sytuacji jesteśmy. Przecież nie da się uciekać przez całe życie.
- Wyjedziesz do Ameryki.
- Co?! – Krzyknęłam – Ja tam nie pojadę. Nie ma mowy. Nie zostawię Japonii.
- A jaki masz inny wybór? – Zapytał i zaczął powoli jechać w stronę którą wczoraj przyjechaliśmy. – Oni cię znajdą i zdobędą ten numer.
- A nie mogę dać im tego numerku dobrowolnie? Może daliby mi wtedy spokój..
Itachi prychnął i po tym zaczął się śmiać. Kręcąc przy tym głową spojrzał na mnie i pstryknął mi palcem w czoło - Życie nie jest takie piękne, jak ci się wydaje, kochana.





Jechaliśmy autostradą. Podczas gdy Itachi co chwilę ze spokojem zmieniał stacje radiowe, to ja z przerażeniem spoglądałam lusterko. Bałam się, że nasi prześladowcy doskonale wiedzą,  gdzie jesteśmy i tylko się z nami droczą. Itachi nic nie mówił. Gwiżdżąc w rytm piosenki wymijał kolejny samochód i znowu z troską na mnie zerknął.
- Itachi…
- Mhym..?
- A co będzie z tobą? Też wyjedziesz? – Zapytałam. Dopiero teraz do mnie dotarło, że Itachi też naraża swoje życie i jego  też będą ścigać. Poza tym zrobił to wbrew swoim wcześniejszym przekonaniom.
- Nie wiem. Nie myślałem o tym.
- Zamierzasz zostać w Japonii? – Zdziwiłam się.
- Może  tak. Może nie – westchnął – Sakura, nie zadawaj mi takich męczących pytań.
- Martwię się o ciebie kretynie. – Rzuciłam oschle. – Co jak co, ale też jesteś młody i też wiele przed tobą. Jeśli mam być szczera to nie rozumiem, jak mogłeś się w to wplątać. I co z twoimi studiami?
- Nic o mnie nie wiesz. Dlatego nie wnikaj, dobrze? Poradzę sobie. Dzięki za troskę.
- Ale…
- Sakura! – Podniósł głos – Im miej wiesz, tym lepiej dla ciebie. Trzymaj się tego. Te  słowa bardzo pomagają przetrwać w dzisiejszym świecie. Bądź cicho i ciesz się, że ktokolwiek zechciał wyrwać cię z tego bagna.
- Nie no, naprawdę dziękuję mój  w y b a w c o ! Trzeba było nie podpalać mi domu, to wtedy z pewnością w takim bagnie bym nie była. Ewentualnie ludzie Danzo dorwaliby mnie i moją rodzinę o wiele wcześniej i nie byłoby teraz takich problemów..
Po tych słowach Itachi gwałtownie zjechał na pobocze i ze złością odwrócił się w moją stronę.
- Sakura, ale ty mnie denerwujesz. Ty mnie tak potwornie denerwujesz, że nie da się tego opisać. – Warknął – Ale i tak mi się podobasz – dodał i uspokajając się powrócił z jego tajemniczym uśmiechem. – A o tych buziakach będę pamiętać. I teraz nie jesteś mi winna tylko dwóch.
- Jesteś nienormalny – pokręciłam z irytacją głową.
- Ale i zakochany  - dodał. Nagle naszą sprzeczkę zagłuszył pisk.
- Co się dzie..- Przestraszyłam się. Nie skończyłam. Nasz samochód został przygnieciony przez ciężarówkę.
  



    
Gdy otworzyłam oczy to nie wierzyłam, że to przeżyliśmy. Ale obok mnie nie było Itachiego i nie było mnie już w samochodzie. Leżałam na ziemi w ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu. Wszystko mnie bolało. Powoli podniosłam się i zauważyłam, że mam całą czerwoną nogawkę. Po chwili spanikowana powstrzymywałam się od łez i z trudem wstałam. Chciałam krzyczeć. Ale jakoś dałam  radę i stłumiłam krzyk. Wszędzie było ciemno. Pomieszczenie, w którym byłam miało tylko drzwi. Ale były zamknięte. Załamałam się. Nie wiedziałam, co mam robić. A co, jeśli Itachi miał mnie tylko im dowieźć? A co, jeśli ludzie, który nas ścigali chcieli złapać tylko Itachiego? A co, jeśli to on był tym złym a cała historyjka o Danzo była tylko bajką? Nie wiedziałam już, co mam o tym wszystkim myśleć. Nie zdążyłam się rozpłakać, bo nagle zaświeciło się światło a drzwi się otworzyły. Nie zastałam w nich Itachiego. Był w nich jakiś mężczyzna.
- Wstawaj. – Rzucił oschle. – Idziemy.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

W końcu dodałam kolejną część jednopartówki. Kolejną dodam jutro, albo w niedzielę. Zamierzam skończyć ją jak najszybciej, bo chcę wstawić zamówienie od kochanej ^Angel^, która i tak mnie zamorduje ;_;
Buziaki :*

czwartek, 8 maja 2014

Psychiatryk nieszcześcia {ItaSaku}

1 komentarz:
Partówka również na blogu MROCZNE PODZIEMIE !!!

„PSYCHIATRYK NIESZCZĘŚCIA”


Biegłam przed siebie. Kropelki deszczu opłukiwały lekki makijaż z twarzy. Potknęłam się upadając brudząc ubranie, które  rozpruło się w miejscu spotkania z żwirem. Przeklnęłam siarczyście ze względu na swoją niezdarność. Dłonie obtarte, po spotkaniu z nieprzyjemną powierzchnią, gdzie pojawiały się niewielkie ilości szkarłatu. Prędko musiałam schować się pod dachem by całkowicie nie zmoknąć, i aby makijaż się nie rozmazał.  Zostać tak wykiwaną przez przyjaciół, i samej iść w niezbyt przyjemną pogodę do domu przez ciemne zakamarki miasta.
Przystanęłam trzymając się za kostkę promieniującą bólem. Nie mogłam porządnie na niej ustać zdając sobie sprawę z tego, że mogła zostać skręcona przez lekkomyślną ucieczkę przez pole. Bezmyślność jest u mnie wrodzona, mam to po jakże „kochanej” mateczce.
Niedaleko dostrzegłam  stary budynek, a z tego co mogłam dostrzec to ze ścian schodził stary tynk. Okna były powybijane, a nawet wyrwane z zawiasów ledwie się trzymając. Wielopiętrowca otaczały drzewa wraz z inną winoroślą, wiec był niezbyt widoczny dla ludzkiego oka. Mogę choć na chwilę tam się skryć by nie być całkiem przemoczona. Dotarcie do domu jeszcze trochę mi zajmie, a tam będzie dobra kryjówka nawet przed wstrętnymi osobami z mego życia. Chociaż na jakiś czas.
Zrobiłam krok próbując jak najszybciej znaleźć się w pobliskim budynku. Po plecach przeszły nieprzyjemne dreszcze, a serce przyśpieszyło rytmu. Ciało samo podpowiadało, abym nie wkraczała w głąb budynku. Dreszcze nasilały się coraz bardziej, lecz sprzeciwiłam się własnej intuicji, chcąc ukryć się w murach domu.  Odetchnęłam z ulgą kiedy przekroczyłam próg spoglądając we wnętrze.
 Rozrzucone papiery medyczne, stare zniszczone meble, farba odchodząca ze ścian, powybijane szyby z okien. Bordowa zasłona postrzępana u dołu trzymająca się ledwie na  karniszu odsłaniała drugą część budynku ledwie widoczną przez ulewę, której nie było końca. Stare, zniszczone ubrania będące „ozdobą” wnętrza. Wyglądało tu dosyć strasznie, ale to tylko pozory. Nigdy nie wiadomo co tu się mieściło w dawnych czasach.
Kopnęłam coś metalowego biorąc do rąk, dmuchając by kusz odsłonił napis.
Szpital dla Nerwowo i Psychicznie chorych.
Uniosłam się odchodząc w głąb. Nikogo i tak tutaj nie będzie więc co to za problem trochę zobaczyć pomieszczenia i urządzenia jakie były używane w dawnych latach. Wszędzie panował chaos, ciemność, a w starej zniszczonej łazience dostrzegłam krew. Byłam pewna, że to stara zaschnięta farba, ale jak bardzo się myliłam do mojej koncepcji? Świeży odcisk dwóch dłoni wydawał się przerażający, gdyż osoba będąca prawdopodobnie mordercą znajduje się w tym samym miejscu. Ciarki wywołane w ciele nie nadawały się do przyjemnych uczuć. Nie jestem tutaj sama, tylko mogę w każdej chwili zostać od tyłu uderzana, bądź zadźgana w brutalny sposób.
-Twoje serce moim będzie... – spojrzałam w stronę drzwi słysząc donośmy baryton i krzyk agonii. Nie mogłam się ruszyć. Czyżbym naprawdę znalazła się pomiędzy młotem a kowadłem? Bez możliwości ucieczki na drugą stronę by być bezpieczna? Wolnym krokiem odeszłam otwierając przymknięte drzwi, lecz na korytarzu brak żywej duszy. – Tyś mą zabawką, jednostką żyjącą w mym ciele.
Śmiech znów się rozniósł, gdy stanęłam przed schodami. Ryzykować zawsze można. Wolno kroczyłam schodami, które wydały przeraźliwe skrzypienie. Głosy nagle ucichły, lecz powróciły do swojego nędznego rytmu. Czy robię dobrze? To głupie pytanie. Nic w życiu nie było dobrze. Wszystko spierdoliłam popełniając błędy, ale kto by się tym przejmował? W końcu mogłabym nawet pierdolić się z starszym od siebie facetem, a nikt by na to nie zareagował.
Trzymając się ściany, gdzie tynk odpadał byłam pewna, że jak tylko go zobaczę zwieję jak najszybciej nie patrząc na niezdarność. Głos się nasilał, gdy był o wiele mocniejszy z każdym krokiem w przód. Przystanęłam znów mogąc usłyszeć męski baryton.
-Ostry nóż w mym ciele tkwi, na samym końcu jesteś Ty. Szaleje tam, gdzie oczy twe nie sięgają. Dzikie szaleństwo uosobieniem piekielnej dziewicy.
Przeszłam dalej ciekawa kim jest owa osoba, która mówiła w nie zrozumiałym dla mnie językiem. Wierszowym, ale za tym musiał być do tego podtekst do jego chorego rozumowania. Powinnam stąd spierdalać, ale ciekawość jest większa niż strach. Przez małą szparkę dostrzegłam mężczyznę ze spuszczoną głową, z długimi ciemnymi włosami okalającymi twarz, ubranie rozerwane w niektórych miejscach przebarwione na rdzawą ciecz.
-Kałuża krwi pod mym ciałem ukryła umarłe pragnienia.  Odbicie tak przejrzyste, a jednak tak nikłe. Me ciało opada w otchłań zapomnienia. – dźwięk metalu rozniósł się po pomieszczeniu, gdy zacisnął dłoń mocniej na rękojeści. – Śmierć mą litością.
Wbił sobie ostrze w nogę krzycząc przy tym śmiejąc się z podniecenia. Wyciągnął wolno, a stróżka krwi poplamiła zielone spodnie na szkarłatny odcień w miejscu rany. Gdy się zamachnął, od razu zareagowałam by nie robił kolejnej głupoty. Miałam zbyt słabe serce do podobnych zdarzeń. Nóż wbił się w drewniane biurko.
-O piękna niewiasto zesłana z piekielnych czeluści, ma dusza skąpana w nieczystej cieczy, przeklęta przez wieki za winy. – ukucnęłam przed nim podwijając sukienkę by się nie umoczyła w szkarłacie. Uchwyciłam jego policzki odgarynając długie włosy patrząc na twarz i przeraziłam się widząc kim jest owa osoba. Mówił w sposób opętany, ale co On robił w tak opuszczonym miejscu?
-Itachi… - poczułam ból na policzku spowodowany jego ciosem. Upadłam patrząc na niego, a me nogi przebarwiły się na ciemną juchę.
-Imię tak odrażające jak jego właściciel. Uwolnienie jest jedną nie możliwością, jestem ptakiem zamkniętym w klatce. – wstał nie patrząc na otoczenie. Z końcówek włosów skapywała woda barwiąca się po spotkaniu z juchą w szkarłat. Ręce brudne, z licznymi ranami pobarwione nieprzyjemną cieczą. Bałam się, bałam się tego mężczyzny, który jest powszechnie znany jako syn właściciela firmy, Fugaku Uchiha. Stał się dziwnym człowiekiem, lecz czemu stało się to dość niejasne?
-Co tu robisz? To nie jest twoje miejsce. Powinieneś…
-Strach, - przerwał moją wypowiedź robiąc krok w mym kierunku. – czuć go. Znam owy stan bezsilności, będziesz wiecznie cierpieć. Śmierć pozostawi przykry ślad.
-Skoro ty nie wychodzisz ja to zrobię. – odwróciłam się chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce. Nie znałam dobrze tego mężczyzny, ale on świrował. Był świrem, o którym nie chciałam myśleć ani sekundy dłużej. Nigdy nie było rozgłosu, że Itachi mówi takim językiem.
-Moja niewiasto, tyś mym spełnieniem? Staniesz się przyjemną marionetką w mych nieokrzesanych rękach. – spojrzałam przez ramię widząc jak wyciąga do mnie rękę. Odsunęłam się od niego widząc czego ode mnie chce, ale nie mogłam być zbyt blisko. Czym by to się mogło skończyć? Strach zaczął działać na jego korzyść, gdyż stałam jak słup soli. – Ciało w ciele, czyż to nie przyjemne?
Chciałam jak najszybciej uciec, ale wystarczył jego jeden ruch i siła bym padła z hukiem na ziemię. Gdy przy mnie ukucnął zasłaniając twarz dłońmi patrząc przez palce dostrzec szaleńcze ślepia skierowane we mnie. Głowa pulsowała bólem słysząc jego dźwięczne kroki. Palcami uchwycił kaskady długich włosów zawijając wokół palca, gładząc policzek z irracjonalnym śmiechem.
W końcu ujrzałam upragnioną, chwilową ciemność?




Chciałam wstać, ale nie było mi to dane z powodu unieruchomienia nadgarstków. Pasy związywały mnie nie pozwalając na jakikolwiek swobodny ruch. Lekki wiatr okalał ciało, a me oczy wpatrzone były w biały sufit wzdychając ciężko. Próbowałam się wydostać z zapięć, ale zbyt mocne uwiązanie nie pozwalało na najmniejszy ruch.
-Pieprzę to! – szarpałam się jak szalona, ale to było bezcelowa czynność. Rozejrzałam się, ale wszędzie panowała ciemność, i nie mogłam dostrzec żadnej rzeczy, która znajdowała się w pomieszczeniu. Po chwili dopiero przystosowałam się do mroku by widzieć kontury.
-Zimna jak lód, znów czuję się tak, jakby niszczył mnie cały świat. – spojrzałam w miejsce skąd wydobywał się głos. Jego sylwetka stała przed łóżkiem na którym leżałam przykuta. Głowę nadal miał spuszczoną jakby cały świat zwalił mu się na łeb.  – Brak gwiazd na niebie, ciemność w mym sercu przysłania uśmiech nasycenia. – rozpinał koszulę nie patrząc w moją stronę, lecz pozbył się górnej garderoby. Coś tutaj jest nie tak. On wydaje się być nie sobą w tak ważnym momencie. Muszę stąd jak najszybciej zwiewać, inaczej nie będą to przyjemne skutki. – Noc i głód, czuję już zapach mojej dziewicy. Jam jest twym zbawieniem, tyś zaś mą królową.
-Itachi przestań!! Przerażasz mnie!! – próbowałam cokolwiek zrobić sama ze sobą, ale przykuł zbyt mocno bym mogła uwolnić się z więzienia.
-Ach! Ma niewiasto, razem poczniemy nowe wspólne życie w piekle. – uniósł głowę, a oczy miał szalone. Bardziej niż mogłam się spodziewać po gadce. Zacisnęłam dłonie w pięść widząc jak zbliża się do mnie siadając okrakiem przyglądając się mej twarzy. – Tamta zamknięta przestrzeń w zmysłach, Tyś mym darem od piekieł!
-Przestań pierdolić, co chcesz… - uchwycił za policzki zbliżając się do mnie na niebezpieczna odległość. Wpatrywałam się w jego oczy.
-Wśród głuchej ciszy, ciała złączone, jedno krzyczy drugie się śmieje. Wzrok pusty… patrz, to me dzieło. Razem staniemy się jednością. – ciało zaczęło drżeć z każdą chwilą. To mnie przerażało z sekundy na sekundę. Wiedziałam już co planował ze mną zrobić. Zabawka, którą posiądzie będę ja?
Uchwycił się za rozporek od spodni zdejmując je do kolan. Patrzyłam na niego przerażona bojąc się kolejnego aktu jaki zamierza zrobić. W jednej chwili pozbył się mojej dolnej części. Chciałam odwrócić głowę w bok, ale uniemożliwił mi czynność swoimi ustami. Zjechał niżej na dekolt z piersiami.
-Odwal się ode mnie!!
-Nasze czyny są odkuputowaniem za dawne grzechy.
Opuszkami palców zaczął błądzić po skórze zataczając kółeczko wokół obojczyka, sutków. Robił swoje, tak jak chciał i w jakiś sposób każdy czyn go jarał. Błagania nie pomagały, nic nie wskórało. To tak jakby ktoś wewnątrz niego podpowiadał, ona jest twoja, zrób z niej swoją kukiełkę. Gwałć! . Wszystko było możliwe, a gdy spojrzeć w jego ciemne, szalone oczy można wszystko dostrzec. Mieszane uczucia: pożądanie, szaleństwo, chęć mordu. Jednak, On potrzebował pomocy od ludzi z zewnątrz, a także leków. Ciało drżało, gdy gorące pocałunki schodziły coraz niżej, aby dobrać się do intymnej części uczynniając finałowy akt połączenia. Tego najbardziej nie chciałam, ale ciało zaczęło wrzeć jak wsadził dwa palce we mnie ruszając w miarę szybko nimi.
-Przestań go słuchać! – spojrzał na mnie, gdy odchyliłam głowę do tyłu z przyjemności – Słuchasz nie tego co powinieneś. On jest przeklęty i… - uchwycił mnie za gardło nie pozwalając dokończyć. Podduszał mnie z większą siłą.
-On mnie naprowadza, on mym panem.
Próbowałam złapać oddech, aż w końcu puścił. Nie chciałam by tak t się działo, tu by miało wszystko się zakończyć. Całował piersi, które gryzł dosyć mocno. Szarpałam się, ale uściski miał silniejsze niż nie jeden człowiek. Siła, która w nim drzemała była nadludzkiego pochodzenia. Nie przestawał robić ze mnie swojej ofiary gwałtu. To dla niego było przyjemne uczucie, lecz dokonywał tym aktem cierpienia drugiej osobie nie wiedząc o tym. Jęknęłam cichutko karcąc się za to, gdy wyjął swoje dwa palce oblizując łapczywie.
-Mam się z Tobą pieprzyć, tak mi mówi. To moje jedyne wyjście byś nie odeszła, a po tym wieczne ukojenie! – śmiał się do mnie szaleńczo. Pokręciłam głową, a z oczu popłynęły łzy. - Rozłusz, rozłusz… swe nóżki i pozwól dotknąć. Daj dotrzeć do słodkiego nektaru… - paznokciami przejechał po udach zostawiając czerwone ślady drapania, które podniecały go z każdą miniona sekundą dzielącą nasze ciała.
Rozchylił moje nogi, jednym ruchem rozerwał koronkowy materiał, a języczek wziął się do ciężkiej pracy
-Przestań, błagam!
Łez nie powstrzymałam od nagłych uczuć. Pragnie mnie wziąć siłą, co mnie z każdą chwilą przeraża. Boję się finałowego aktu, gdzie będzie robił nie przyzwoite rzeczy. Tego jak najbardziej się boję. Jego język dostał się w dziurkę ruszając pośpiesznie, abym odczuwała przyjemność z seksu. Nawet nie spostrzegłam się kiedy szybko we mnie wszedł. Zawyłam z przyjemności połączenia między nami!!
-Dzika, ostra, namiętna i moja!
Mocne ruchy sprawiały głębszy ból psychiczny. Fizycznie było całkiem przyjemnie wyczuwając ostre pchnięcie biodrami, które rozprowadzały falę gorąca po ciele. Rękami uchwycił piersi ściskając drażniąc sutki. Zniżył się wpijając się brutalnie w wargi przegryzając od czasu do czasu. Przymknęłam powieki modląc się by ten pierdolony koszmar się skończył. Nie miałam ochoty czuć więcej jego kutasa! Pieprzył mnie ostro i to mi się podobało, że był nade mną górą.
-Nigdy nie będę twoja! – wściekłość wypisana w ciemnych oczach ogarnęła go bardziej złością. Uchwycił za biodra poruszając coraz szybciej, a jego oddech przyśpieszył, gdy zbliżył się do ucha. Zadrżał lekko.
-Och… Dobrze mu w tobie. Odczuwanie takiej przyjemności to rzadkość. Itachi to idealne naczynie, czyż nie? Dasz mi małego demona! Będę cię bzykał do usranej śmierci, suko!
Zadrżałam krzycząc w agonii odczuwając jak paznokcie wbijają się w ciało, nie przejmując się delikatnością ludzkiego ciała. Strużka juchy pociekła po bokach z głębokich ran. Zacisnęłam dłonie coraz bardziej, powstrzymując rozpalone miejsca po jego pocałunkach. Próbowałam złapać oddech, lecz wilgotny i obślizgły język dostał się do ust próbując mnie tym podniecić. Dla mnie okazało  się to najlepszym uczuciem podczas stosunku. Robił coś dzięki czemu czułam się cholernie potrzebna. Nie musiałam udawać, on po prostu pragnął mnie bzykać.
Dłonie zacisnął na starym prześcieradle, barwiąc na szkarłatny odcień. Pojękiwał szaleńczo spuszczając bardziej głowę zlizując juchę blisko ran po paznokciach. Wygięłam się w lekki łuk odczuwając narastającą przyjemność z połączenia między nami.
-Jesteś smaczna, a jaka ciasna. – odwróciłam głowę w bok by na niego nie patrzeć. Oblizywał się łapczywie. Krzyknął spełniony dochodząc w mym wnętrzu z ulgą. Miałam dosyć na dzisiaj wszelkich wrażeń. Musiałam stąd uciec, ale nie wydaje mi się by ten mężczyzna miał ochotę uwolnić mnie z pułapki. Sama się w to wplatałam, więc kara będzie sroga. Tylko czy chcę uciekać po tak miłym seksie? On w końcu może wykonać inny ruch w mym kierunku.
-Puść mnie.
Odchylił głowę do tyłu zarzucając włosy na bok patrząc na mnie w pożądany sposób. Po  plecach przeszły ciarki, więc mam powędrować wraz z nim do piekieł po tym co między nami się stało? To niech zrobi to jeszcze raz to może zgodzę się na podobny czyn.  
-Twoje życie jest w mych rękach. Jam jest Bogiem twego losu.
Zostałam uwolniona z pasów chcąc go zepchnąć i jak najszybciej uciec, ale nie udało mi się tego uczynić. Jak tylko się podniosłam w moje ciało został wbity metalowy nóż, który pchał mocniej. Stróżka krwi uleciała z koniuszka ust. Nasze oczy się spotkały, w których widziałam podniecające szczęście. Uchwycił za ramiona zlizując języczkiem szkarłat płynący wolno po brodzie. Przymknęłam powieki powstrzymując narastający smutek wraz z słonymi kroplami.  Oddech miałam słabszy, gdyż życiodajna ciecz wypływała ze mnie dużymi ilościami. Traciłam po woli świadomość ze światem. Strach przed śmiercią w takim miejscu jest o wiele gorszy niż by mogło się zdawać. Nie chciałam jeszcze zdychać w cuchnącym, starym psychiatryku, gdzie zostałam brutalnie zgwałcona przez syna Uchiha. Chociaż mogłabym powiedzieć, że to ostatni udany seks z mężczyzną.
-Jesteś moją wiecznością. – siły opadały coraz bardziej i mógł zrobić co tylko chciał. Szkarłat opuszczający me ciało wcale nie przeszkadzał brunetowi. Wręcz przeciwnie, podniecał go ten upragniony widok kobiecego ciała w agonii, opadającego w silne ramiona. On nie jest tylko opętany, ale jest psychopatą pragnący ujrzeć krew, gdy zabija swoje ofiary po stosunku seksualnym. - Zostaniemy razem, zostaniesz moją ludzką marionetką, którą będę mógł się bawić.
Padłam w jego ramiona wyczuwając przyjemny zapach, gdy ciało przeszły dreszcze zimna. Przymknęłam powieki uśmiechając się delikatnie. Widziałam raj, w  którym nie powinnam się znajdować. Moje życie skończyło się wraz z wejściem do starego budynku. Koniec końców, mój los był istną tragedią. Jedynie co mi pozostało to dziękować, że sama nie popełniłam samobójstwa przez ludzi otaczających mnie z prawdziwego społeczeństwa.
Śmierć jest prawdziwym ukojeniem cierpienia na Ziemi.


wtorek, 6 maja 2014

"Don't dare to leave my side" cz.5 - Itasaku

7 komentarzy:
Coś dawno nic nie było dodawane. Trzeba się odrobinę zrehabilitować, prawda? ;)
Kolejną część Itasaku czas zacząć!

***

Sakura nie żywiła jakiś specjalnych uczuć do swojej szkoły. Nie było tak, że ją lubiła lub nienawidziła. Ta placówka była dla niej czymś obojętnym. Uczyła się całkiem dobrze - zwłaszcza z matematyki - nauczyciele byli w porządku i nie miała żadnych zatargów z uczniami. Była przeciętną, niezbyt popularną dziewczyną, unikającą kłopotów.Nie była w żadnym klubie i nie miała chłopaka. Czyli zwyczajne, wręcz nudne życie szkolne.
Właśnie kierowała się do sali biologicznej, gdy ujrzała coś anormalnego. Pierwszy raz w swoim siedemnastoletnim, marnym żywocie zobaczyła jak jej ojciec rozmawia z nauczycielem. Nigdy przedtem nie widziała go nawet w swojej szkole. Czasem się zastanawiała czy w ogóle wiedział, gdzie się uczyła. 
Jak zwykle elegancko ubrany z przygładzonymi, lekko przyprószonymi siwizną - nadmiar stresu - włosami, sprawiał wrażenie dobrze zarabiającego księgowego. Jednak, gdy było się bardziej spostrzegawczym, można było zauważyć tanią podróbkę Rollexa, przetarte buty i zdecydowanie zbyt wiele razy używaną aktówkę.
Podeszła niepewnie, nie bardzo wiedząc co ma myśleć o tej sytuacji. 
- O, Haruno-san. - Dziewczyna drgnęła, gdy nauczyciel spojrzał w jej stronę. - Nie martw się, wszystko zostało już ustalone.
Ustalone?
Spojrzała na wojego ojca domagając się tym samym wyjaśnienia, ale najzwyczajniej w świecie ją zignorował. 
- Dziękuję bardzo za pomoc. 
W czasie, gdy ci się żegnali, Sakura stała w bezruchu, gorączkowo zastanawiając się nad sytuacją, w której właśnie się znalazła. Nie mogąc już dłużej wytrzymać, zadała pytanie bezpośrednio, tym razem kierując je do nauczyciela.
- Przepraszam, ale co zostało ustalone?
Wychowawca spojrzał na nią lekko zdezorientowany, ale na szczęście odpowiedział:
- Kwestia twoich przenosin.
Że co?!
Nie przejmując się ciekawskim wzrokiem uczniów, złapała ojca mocno za ramię i warknęła:
- Jakich przenosin?!

~*~
Sakura wyjęła ostatnie ze swoich pudeł z ciężarówki. Nie miała wiele rzeczy, więc przeprowadzka nie była dla niej jakimś wielkim wysiłkiem. 
Spojrzała z niechęcią na kamienicę, do której się przenosili. Można było opisać w ją w dwóch prostych słowach.
Brud i ruina.
Nie było nawet sensu ściągać butów w przedpokoju. Niemożliwym było zrobienie większego syfu niż już był. Rzuciła pudło i rozłożyła się na niewielkich rozmiarów łóżku.
Ich mieszkanie nie należało do największych, a raczej mówiąc wprost było po prostu małe. Łazienka, pokój i kuchnia, w której stała kanapa, robiąca za łóżko jej ojca. 
Westchnęła ciężko. 
Warunki były jeszcze gorsze niż w poprzednim domu. Tutaj brzydziła się choćby dotykać czegokolwiek. Wciąż były tutaj pozostałości po poprzednich lokatorach, takie jak kocia sierść w kuchni - ponoć nie wolno tu trzymać zwierząt - resztki jedzenia na podłodze w jej pokoju i dziwna substancja, której pochodzenia znać nie chciała, w łazience. 
Nie wiedziała co za pracę dostał jej ojciec, że musieli się tu przenieść, ale na pewno nie była dobrze płatna. 
Z tego co jej powiedział, była już zapisana do innej szkoły. Ostatnim problemem była jej praca u Uchihy Itachiego. Mieszkała teraz za daleko. Nawet jeśli chciałaby dojeżdżać, jej wypłata może i by pokryła opłaty za transport, ale niewielka ilość pieniędzy jaka by z tego została, nie była warta takiego zachodu. Mogła oczywiście poprosić Uchihę o podwyżkę. Mężczyzna zarabiający tyle co on, z pewnością nie miałby problemów z podwyższeniem jej pensji. 
Tylko czy to nie byłoby dziwne, że zarabia tyle na tak nędznym stanowisku? Uchiha nie miał problemów z wydawaniem pieniędzy, ale Sakura nie czułaby się z tym dobrze. Dlatego nie było innego wyjścia. Musiała złożyć rezygnację.
~*~
Sakura zapukała nieśmiało do gabinetu Uchihy Itachiego. Nie wiedziała dlaczego, ale z jakiegoś powodu bała się spotkania z tym człowiekiem. Na pierwszy rzut oka, był tylko przystojnym i inteligentnym mężczyzną w zdecydowanie za drogim garniturze. Uśmiechnął się do niej na powitanie, co spowodowało, że jej serce zaczęło bić w podejrzanie zbyt szybkim tempie. 
Przełknęła ślinę i nie mówiąc żadnego słowa, położyła na jego biurku kopertę z starannie napisanym słowem "Rezygnacja". Zaraz po tym jak to zrobiła, przypomniała sobie wszystkie powody, dla których lepiej trzymać się od niego z daleko.
- Co to ma znaczyć? - jego głos był spokojny, ale to właśnie było to co przerażało ją najbardziej. Cała jego postura i stalowy błysk w oczach krzyczały "Gangster!". Chciała stąd uciec i nigdy więcej się z nim nie widzieć, ale jak na złość jej nogi zbyt słabe by się ruszyć, przywarły do ziemi niczym przyklejone.
- Rezygnacja - wybąkała, dumna, że nie zadrżał jej głos. Czuła się jak zwierzyna, która uważa by drapieżnik nie wyczuł jej słabości. Jak to możliwe by jeden człowiek potrafił przerażać tak bardzo, praktycznie nic nie robiąc?!
- Dlaczego rezygnujesz?
- Wszystko jest napisa...
- Chcę to usłyszeć od ciebie - przerwał jej gwałtownie, co spowodowało, że jej strach zaczął powoli przemieniać się w irytację. Czy nie miała prawa zrezygnować? Dlaczego musiał się zachowywać w ten sposób? Powstrzymała jednak swój gorący temperament i odpowiedziała, siląc się na spokój:
- Z powodu prywatnych powodów, musiałam zmienić miejsce zamieszkania. Jest za daleko od firmy, więc dojeżdżanie będzie dla mnie zbyt problematyczne.
- Jakich powodów? - naciskał.
- Prywatnych. - Nie miała zamiaru dać za wygraną. Opowiadanie szefowi o nieudolności swojego ojca nie było szczytem jej marzeń i nawet groźny wzrok Uchihy ją do tego nie zmusił.
- Więc dlaczego nie wynajmiesz sobie czegoś w pobliżu? - Powiedział to tak jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Ile ten człowiek miał pieniędzy. Czy nie rozumiał, że na tym świecie istnieje ktoś kogo mówiąc wprost określa się mianem biednego? Zwłaszcza, że mowa była o Tokio! Najdroższym mieście w Japonii! Wynajęcie nawet czegoś naprawdę małego kosztowało krocie. 
- Moja obecna sytuacja finansowa, nie pozwala mi na podjęcie takich kroków - powiedziała przez zaciśnięte zęby, czując ogarniający ją wstyd i złość.
- Więc dam ci podwyżkę. - Skąd wiedziała, że to powie?
- Z całym szacunkiem, panie Uchiha, ale jestem jedynie, jak pan to ujął młodszym podasystentem i moja zapłata była już wystarczająco zbyt wysoka jak na takie stanowisko. Będę czuła się niekomfortowo, wiedząc, że dostaje tyle pieniędzy za tak niewymagającą pracę.
Westchnął ciężko, irytując ją jeszcze bardziej. Zachowywał się jakby kłócił się z małym dzieckiem o to czy kupić mu zabawkę czy nie. Jednak po chwili jego twarz się rozjaśniła.
- A co powiesz na firmowy apartament?
- Co proszę? - Nie miała pojęcia o co mu znowu chodzi.
- Nasza firma posiada znajdujący się całkiem niedaleko hotel, który zapewnia mieszkania dla naszych pracowników.
- Jak już mówiła, nie ma środków aby...
- Trzy miesiące.
- Co? - Kompletnie zdezorientowana nagłym przebiegiem sytuacji, nie zorientowała się nawet, że zwróciła się do niego nieformalnie.
- Dam ci trzy miesiące gratis. Później zastanowimy się co robić dalej. 
- Chce mi pan dać mieszkanie za darmo na trzy miesiące? Na jakich podstawach?
- Cenię swoich pracowników. - Wzruszył ramionami.
- Jestem młodszym podasystentem! Po co tak zawracać sobie głowę dla kogoś takiego jak ja?
- Będę zawracać sobie głowę bo chodzi właśnie o ciebie, Sakura. - Uchiha wypowiedział te słowa tak lekkim głosem jakby odpowiadał na pytanie, co jadł dzisiaj na obiad.
- Żartuje pan sobie? - Nie rozumiała go. Totalnie go nie rozumiała. O co mu w ogóle chodziło?
- Jesteś interesującą młodą kobietą o niebywałej inteligencji i urodzie. Jestem osobą, która nie lubi, gdy ktoś taki marnuje swoje umiejętności. Widziałem twoje osiągnięcia. Chcę, żeby ktoś taki jak ty pracował w mojej firmie, a kiedy coś chcę sięgam po wszystkie środki, żeby to dostać. 
On był nienormalny. Tak, to było najlepsze wyjaśnienie. On był najwyraźniej w świecie nienormalny. 
- Odrzucisz moją propozycję? Pozwolisz by duma przeszkodziła ci w drodze do szczęścia?
- Do szczęścia? - prychnęła. - Moim zdaniem mamy nieco inne pojęcie szczęścia. Tak, potrzebuję pieniędzy i tak, pan zdecydowanie je posiada. Tyle, że pieniądze nie są jedyną rzeczą jakiej pragnę, a to zdecydowanie jedyna jaką może mi pan zaoferować.
Pokiwał powoli głową.
- Co do tego nie ma wątpliwości. Jednak powiedz mi Sakura, kiedy będzie ci łatwiej dostać tą resztę rzeczy, których pragniesz. Z moją pomocą czy bez niej?
Zagryzła wargę. Nie miała na to odpowiedzi. 
- Nie chcę być w ten sposób od kogoś zależna - powiedziała cicho. - Nie lubię mieć u kogoś długów. - Mówiąc to, spojrzała mu prosto w oczy. Jej strach już dawno przeminął. Człowiek przed nią był bez wątpienia niebezpieczny, ale Sakurze było już wszystko jedno. Złość pomogła jej w stawieniu czoła szefowi.
- Zastanów się, Sakura. 
- Przykro mi, ale podjęłam już decyzję. - Pokłoniła się krótko. - Pójdę już. Dziękuję za pańską propozycję.
Odwróciła się na pięcie i cicho opuściła pomieszczenie.
- Co za uparta dziewczyna.

~*~
Ledwo uporała się z wejściem po schodach. Dlaczego ich mieszkanie musiało być tak wysoko? Ze zdziwieniem spostrzegła uchylone drzwi. Zaraz potem westchnęła. Znowu komornik? Weszła mozolnie do środka. Była padnięta. Potyczka słowna z Uchihą w połączeniu z jego przygniatającym wzrokiem, psychicznie ją wykończyły. Marzyła tylko o tym, żeby umyć się i pójść spać. Jednak burczenie w brzuchu pokrzyżowało jej plany. Skierowała się do kuchni, modląc się, żeby ojciec zrobił zakupy. Nie miała sił, żeby iść do sklepu i ponownie wdrapywać się po schodach, a po za tym, niewiele jej zostało z ostatniej wypłaty od Uchihy. Zamarła w półkroku, słysząc dochodzące z kuchni głosy. Coś było nie tak. Nigdzie nie widziała tak dobrze jej znanych żółtych naklejek komornika, a po za tym wyraźnie słyszała przynajmniej trzech mężczyzn. Komornik przychodzi przecież sam, a ojciec nigdy nie zaprosiłby klientów do takiej rudery. 
Drzwi od kuchni rozwarły się wyjaśniając całą sytuację.
- Kogo my tu mamy?
- To chyba moje pytanie. 
- Jesteś jego córką, prawda? Dobrze się składa, że przyszłaś, skarbie. Mamy coś do omówienia z twoim tatusiem, ale on z nieznanego nam powodu, zawsze się przed nami chowa.
Olśnienie przyszło szybko, lecz zdecydowanie za późno. 
- Pożyczył od was pieniądze?
- Widzę, że jednak wiesz o co chodzi.
Nie wahając się anim chwili dłużej, rzuciła się w kierunku drzwi. Nic nie zostało po wcześniejszym zmęczeniu. Adrenalina, napędzana strachem, pomogła jej pokonać schody w mistrzowskich tempie. Jednak nie miała do czynienia z amatorami. Bez wątpienia wysłano ludzi przyzwyczajonych do pościgów. Zanim się obejrzała byli tuż za nią. 
To dlatego się przeprowadzili?! Bo jej nieudolny ojciec nie miał jak spłacić długów?!
Musiała szybko coś wymyślić. Jeszcze trochę i będzie po niej. Gdzie zadzwonić? Na policję? Nie, policja zawiodła ją już zbyt wiele razy. Deidara? Wystarczyło jedno spojrzenie na typki, z którymi miała do czynienia, żeby wiedzieć, iż blondyn na nic się nie przyda.
Potrzebowała kogoś silnego, kogoś kto z pewnością przyjdzie.
Wbiegła do pierwszego napotkanego baru i resztkami sił pobiegła do łazienki. Zamknęła się i wyjęła komórkę, gorączkowo wybierając numer. nie miała zbyt wiele czasu, nim prześladowcy wyłamią drzwi.
- Uchiha Itachi przy telefonie.

*** 
I jak się podoba? ^.^
Powiem wam, że strasznie fajnie mi się pisało ten rozdział. Jakoś dawno się zabierałam za tą historię i przyjemnością był powrót do niej :)

Etykiety:

FugaMiko (4) Hinata (1) Itachi (7) ItaSaku (55) ItaSasu (1) KakaAnko (1) KakaSaku (2) MadaSaku (2) MadaSakuIta (2) Minakushi (2) Naruto (1) Sakura (8) Sasosaku (2) SasuIno (1) Sasuke (5) SasuSaku (2) yaoi (1) Zamówienie (25)
layout by Sasame Ka