sobota, 27 kwietnia 2013

Zochan

2 komentarze:

Ohayo, mina!
Jestem Zochan, jak już zdążyliście (albo i nie zdążyliście) zauważyć będę się zajmowała pisaniem jednopartówek o tematyce „Naruto”.
Mam trzy blogi, pisanie idzie mi dobrze. Kocham to robić. Pozwala mi to na oderwanie się od rzeczywistego, nudnego świata. Moja wyobraźnia jest dość bujna, z czego bardzo się cieszę.
Przyjmuję zamówienia. ^^
Co piszę? Opowiadania fantastyczne, wojenne, dramaty i romanse. Natomiast na tym blogu chętnie napiszę:
- Sasuke & Sakura
- Itachi & Sakura
- Shikamaru & Temari
- Naruto & Hinata
- Sakura & Kakashi
- Neji & Ten – Ten
- Minato & Kushina
- Akatsuki (do wyboru do koloru)
- Opowiadanie z czyjejś perspektywy, jeżeli konkretnie powiecie w czyim imieniu ma zostać wykonane i zarysy fabuły.
Tyle ode mnie. :D
Kontakt:
GG: 35087569
E – mail: zosiaszyp@gmail.com

Szara Rzeczywistość cz. 3

3 komentarze:

Od mojego spotkania z Uchihą minęły już dwa tygodnie, zastanawiałam się czy gdy mówił mi '' Do Zobaczenia'' miał na myśli nasze obecne wcielenia. Nie to żebym tęskniła czy coś w tym stylu, byłam po prostu ciekawa, hmm zresztą jak zawsze jeśli chodzi o niego.

Wczoraj po lekcjach gdy wracałam do domu, specjalnie przeszłam obok jego uczelni, ale nie spotkałam go. Z resztą nad jeziorkiem również nie było po nim śladu, czy on zapadł się pod ziemię?

Moje myśli coraz częściej krążyły wokół jego osoby, spotkanie z nim zupełnie mnie odmieniło. Dziś dla przykładu, kiedy szłam szkolnym korytarzem i usłyszałam jak jakiś obcy chłopak mówi do mnie " Hej Piękna, Co Słychać? " Uśmiechnęłam się. Aż trudno mi było w to uwierzyć.

Jakimś cudem on miał na mnie dziwny wpływ i coraz częściej i bardziej boleśnie zaczynałam odczuwać samotność.

Nie wiem czy to na pewno jego wina, czy może to ja zaczęłam tęsknić do ludzi. W każdym razie oba te szczegóły były ze sobą mocno powiązane. W końcu zaczęłam się tak czuć tuż po tym jak go poznałam.

Skończyłam odrabiać lekcję więc schowałam zeszyty do biurka, musiałam się odprężyć choćby na kilka chwil. Usiadłam na parapecie i tradycyjnie wywiesiłam nogi za okno, lubiłam tak siedzieć, czuć ten już chłodnawy powiew wiatru na skórze. Zamknęłam oczy i starałam się odgonić z mojego umysłu wszystkie myśli jakie w tej chwili mnie nachodziły. Chciałam poczuć się lekko, jak niczym nie przytłoczona nastolatka.

Jechałem samochodem ze sklepu. Wiedziałem że za chwilę minę jej dom, starałem się unikać tej trasy by przypadkiem na nią nie wpaść, tymczasem na głównej drodze był spory korek. Miałem dwa warianty do wyboru, albo zaryzykować albo stać dwie godziny w niekończącym się tasiemcu, cóż decyzja była prosta. Mijając jej miejsce zamieszkania odruchowo spojrzałem w tamtą stronę. Jakie było moje zdziwienie gdy już po raz drugi zobaczyłem ją siedzącą na oknie, czy ona nie rozumie czym grozi taki niespodziewany upadek?

Zatrzymałem się po przeciwnej stronie chodnika i wysiadłem z auta, co prawda starałem się unikać jej towarzystwa, ale teraz nie mogłem przejechać obojętnie. Wszedłem na jej posesję, ale jej jakby zupełnie tu nie było, nawet skrzypienie bramki nie wpłynęło w żadnym razie na otwarcie jej oczu. Wsadziłem ręce do kieszeni i uważnie się jej przyglądałem. Wyglądała jakby była pogrążona w medytacji, nic ją nie obchodziło co się wokół dzieje.

-Czy nie mówiłem ci ostatnim razem czym to grozi?

Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale na jej ustach zauważyłem delikatny uśmiech.

-Itachi? Co ty tutaj robisz?
-Przejeżdżałem obok i na twój widok musiałem się zatrzymać.
-Zaczekaj.

Wysunęła się bardziej za okno, szykowała się do skoku a nie chciała o nic zawadzić. Podszedłem bliżej i wyciągnąłem ręce w przód gotowy ją złapać w razie nieudanego lądowania. Zauważyłem na jej twarzy oburzenie, ale nie cofnąłem rąk, najwyraźniej stwierdziła że ze mną nie wygra gdyż już po chwili trzymałem ją w pasie i powoli opuszczałem niżej, aż dotknęła stopami betonu, bosymi stopami.

-Nie mogłaś wyjść drzwiami? w butach?

Wskazałem palcem jej stopy.

-Tak było szybciej.

Szybko odsunęła się ode mnie, gdy tylko zrozumiała że jedną ręką nadal ją obejmuje. To było dziwne, czyżby bała się dotyku?

-Dawno się nie widzieliśmy.
-To prawda, zniknąłeś na dwa tygodnie.
-Miałem kilka ważnych spraw do załatwienia.
-Rozumiem, nie wnikam.
-Nie jesteś ciekawa?

Dziwne że o to spytał, czyżby wiedział że chcę się dowiedzieć o nim wszystkiego??

-Będzie musiała jakoś to przeżyć.

Teraz na moich ustach pojawił się uśmiech. Ta dziewczyna była inna, przy niej człowiek potrafił zapominać dosłownie o wszystkim.

-Masz teraz czas?
-Czas?
-No tak, jesteś zajęta?
-Nie, ale dlaczego pytasz?
-Nie masz przypadkiem ochoty na pizze?
-W sumie to troszkę zgłodniałam.
-Świetnie, jedziemy?
-Jasne.

Wyrwała się z zamiarem pójścia do auta, ale zatrzymałem ją chwytając jej ramię.

-O co chodzi?
-Może tak najpierw założysz buty?
-A, no tak. Przepraszam, zaczekaj chwilkę.
-Będę w samochodzie.
-Dobrze.

Ona była niesamowita. Jak można zapomnieć że stoi się bosymi stopami na zimnym betonie mając dodatkowo wokół pełno kłujących, małych kamyczków. Zaczęła mnie interesować jej postać, zwłaszcza iż przy pierwszym spotkaniu wyglądała na zupełnie inną osobę.
Teraz była jakby bardziej radosna? Tak, zdecydowanie tak. Tylko co w tak krótkim czasie ją odmieniło?
Nie zastanawiałem się dłużej, zająłem siedzenie kierowcy i spokojnie czekałem na pasażerkę.

Nie mogłam uwierzyć że w końcu go spotkałam, w dodatku wyszłam na kretynkę zapominającą włożyć buty, świetnie Sakura, oby tak dalej.
Wybiegając z domu chwyciłam jeszcze bluzę, w końcu nigdy nie wiadomo czy pogoda gwałtownie się nie zmieni.
Wsiadłam do samochodu i zapięłam pasy, po chwili byliśmy już w drodze.

-Więc, oprócz ważnych spraw, co jeszcze robiłeś przez te dwa tygodnie?
-No proszę, jednak ciekawska natura wygrywa.
-Oj przepraszam, tak już mam. Nie musisz odpowiadać.
-A ty ... właściwie jak masz na imię?
- Sakura.
- Sakura, to co robiłaś w tym czasie?
-Codzienna monotonia. Szkoła, dom,szkoła,dom. No i może ze trzy razy  bylam nad jeziorkiem.
-Właśnie. Nie boisz się tam chodzić, po tym co tam zaszło?
-A co tam zaszło?
-jednak nie wiesz?
-Nie. Powiesz mi?
-Boję się że jeśli ci powiem, to już nigdy tam cię nie zobaczę.

Na jego ustach pojawił się uśmieszek.

-Spokojnie, nie należę do tchórzliwych osób.
-Tego akurat mogłem się domyśleć.
-Więc?
-Zgwałcono tam i zabito dwie młodziutkie dziewczyny, sprawcy do tej pory nie znaleźli.
-To straszne.
-Tak. A tak właściwie to ile ty masz lat?
-16-ście. A ty?
-21. Jesteśmy na miejscu.

Po chwili siedzieliśmy w restauracji czekając na kelnera z naszymi zamówieniami. Itachi przez cały czas milczał, jakby nad czymś głęboko się zastanawiał. Nie przerywałam mu tej chwili, ale kiedy zaczęliśmy konsumować posiłek, postanowiłam odezwać się.

-Ten tatuaż na twojej szyi. Co on przedstawia?
-Nic nie umknie twojej uwadze prawda?
-czy choć raz nie możesz mi normalnie odpowiedzieć?

Odłożyłam nadgryziony kawałek pizzy z powrotem na talerz. Miałam dość tego jak wymiguje się od każdej odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie. Przecież ja chciałam dowiedzieć się o nim jak najwięcej, a on skutecznie mi to uniemożliwiał.

-To jest symbol smoka, z godłem mojego klanu.
-Mogłabym go zobaczyć całego?
-A chciałabyś?
-Jasne.
-W takim razie zgoda. Ale nie tutaj. Kiedyś ci pokażę.
-Dlaczego nie teraz?
-Ponieważ nie będę się publicznie obnażał.
-Słucham?
-Ten tatuaż zajmuje całe moje plecy, połowę ramion, kawałek szyi i schodzi niżej, po za biodra.
-To znaczy że....

Zrobiłam się czerwona, czułam wypieki na moich policzkach. Marzyłam o tym by zapaść się pod ziemię. Po cholerę ja zadaje takie pytania gdzie czai się pułapka.

-Rezygnujesz?
-N....nie, oczywiście że nie.
-Spokojnie. Nie sięga aż tak nisko.

Uśmiechnął się triumfalnie, a ja znów spiekłam buraka. Co ten chłopak ze mną robi, dlaczego przy nim czuje się inaczej, wyjątkowo. Dlaczego tak nagle zapragnęłam mieć przyjaciół.
Co się ze mną dzieje.?

Miałem dość jej natarczywych pytań.Ale kiedy zapytała mnie o tatuaż, postanowiłem to wykorzystać przeciwko niej.

Zabawne było patrzeć jak jej twarz z sekundy na sekundę bardziej czerwienieje. A jej wstydu nie ma końca. Zwłaszcza kiedy spytałem czy rezygnuje. Przyznaję, to nie było miłe zachowanie z mojej strony, ale przy niej również i ja robiłem się ciekawy. A najbardziej ciekawiła mnie jej późniejsza reakcja na propozycję którą zamierzałem jej złożyć przed drogą powrotną.

-Smakowało?
-Bardzo. Dziękuję.
-Na zdrowie. To co, zbieramy się?
-Tak, chyba już pora.

Dopiła colę a ja uregulowałem rachunek, po czym oboje ruszyliśmy do samochodu. Zatrzymałem się przed nim i spojrzałem na nią. Zakładała bluzę, najwyraźniej zrobiło jej się zimno, pora by ją rozgrzać.

-To jak. nadal chcesz zobaczyć mój tatuaż?

Czerwień powróciła na jej twarz a ja udawałem poważnego.

-Tak, chcę. Ale gdzie?
-U mnie Sakura. zapraszam cię do swojego mieszkania.

Widziałem jak jej źrenice się powiększyły. W sumie moja propozycja mogła wydawać się dwuznaczna, ale taka nie była. Nie miałem zamiaru jej skrzywdzić. Bawiłem się chwilowo jej kosztem, dając do zrozumienia tej młodej osóbce że ciekawość nie popłaca.

-Dobrze. Ale ja nie długo muszę być w domu,moja mama...
-Spokojnie. Odwiozę cię po wszystkim.

Nic już nie odpowiedziała, tylko speszona wsiadła do auta, a ja powtórzyłem jej czynność.
Całą drogę milczała. To było do niej nie podobne, a mnie szczerze mówiąc przestawała bawić ta sytuacja. Zwłaszcza gdy widziałem jej wystraszoną twarz. jednak nie przerwałem, ciągnąłem to do końca.
Dojechaliśmy. zaparkowałem w garażu i złapałem jej dłoń w swoją prowadząc do mojego azylu. Otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka.

-Zapraszam. Tam jest salon.

Wskazałem dłonią kierunek w którym podążyła. Jako gość miała perwszeństwo, ja szedłem za nią.

-Napijesz się czegoś?
-Nie dziękuję.
-W porządku. Więc zaczynajmy.

Rozpiąłem koszulę, ściągnąłem ją z siebie i rzuciłem na sofę. Sakura widząc moje półnagie ciało zrobiła krok w tył i spuściła głowę w dół.

-Sakura, spójrz na mnie. Przecież chciałaś go zobaczyć.

Posłuchała się, ale wzrok wlepiła w moją twarz. ja natomiast zjechałem rękoma w dół rozpinając guzik od spodni i chwytając za rozporek chciałem się odwrócić, pokazując jej to co chciała ujrzeć. Tymczasem to ona odwróciła się tyłem do mnie cicho przy tym wypowiadając moje imię. Objęła swe ramiona dłońmi i po raz kolejny opuściła głowę.

Zacząłem się zastanawiać czy nie przesadziłem. Podszedłem do niej i objąłem jej drobne ciało w swoje ramiona. Drgnęła.
Nachyliłem głowę i swoją twarz wsunąłem pod jej długie różowe włosy, tak by znaleźć się jak najbliżej ucha.

-Przepraszam.

Wyszeptałem. Chwyciłem jej podbródek w swoją dłoń i zmusiłem by spojrzała mi w oczy, uśmiechałem się. Jednak w jej oczach dostrzegłem zbierające się łzy. Przejechałem kciukiem po jej gładkim policzku.

-Nie skrzywdzę cię księżniczko.

A jednak to zrobiłem. Zieleń jej oczu podziałała na mnie tak bardzo że nawet nie wiedziałem kiedy zacząłem całować jej słodkie usta. Nie przejmowałem się tym że nie oddaje pocałunków. Naparłem na nią bardziej tak że aż się zachwiała. Wsunąłem swój język w jej usta. Chciałem ją czuć, tak bardzo tego pragnąłem że moje zahamowania przestały istnieć.
Językiem przejechałem po jej szyi, która jeszcze nie dawno była przeze mnie poraniona. Dłonią zjechałem na jej pierś i ścisnąłem. Czułem jak rośnie we mnie pożądanie. Niestety nie słyszałem jej błagań bym przestał.

W tej chwili zrozumiałam czym jest prawdziwy strach. Kiedy mnie całował i dotykał, byłam przerażona. Z chwili na chwilę coraz bardziej swoim ciałem domagał się mojego. Prosiłam go by przestał, błagałam, ale nie reagował.
Złapałam szklaną butelkę i uderzyłam nią prosto w jego głowę, po czym jak najszybciej wybiegłam.




Hmmmm, ten rozdziałek chyba nie za bardzo wyszedł, ale next będzie lepszy pozdrawiam.
Opublikuje go w następnym tygodniu, przepraszam za błędy ale nie miałam zbytnio czasu na sprawdzanie pisowni.
Zapraszam do czytanka:)

wtorek, 23 kwietnia 2013

'Nie mogę o nim zapomnieć' cz.2

2 komentarze:
          - Skąd wiesz...?- zapytała stojąca w oknie uśmiechnięta dziewczyna. Chłopak odsunął się automatycznie do tyłu, czego skutkiem było wylądowanie na fotelu.- Ukradłeś mojego psa!
- Że co proszę?!- krzyknął zaskoczony siwowłosy. Spojrzał na pupila, a potem na nią- Ale jak kiedy?!
- Od pięciu lat.- powiedziała spokojnie- Chodź Tsubaki. 
Pies ruszył się z miejsca. Podszedł do pani merdając ogonkiem. Kakashi zaczął się do niej przybliżać. Po chwili szczęśliwy szczekał. 
- Łeeee ;__;- powiedział załamany Kakashi- Rena!!
- To jest samiec.- odpowiedziała mu dziewczyna. 
- No i co!!- krzyknął- A właściwie skąd wiedziałaś gdzie mieszkam?
- Tajemnica.- odpowiedziała, weszła na parapet i razem z psem wyskoczyli przez okno. Smutny Kakashi spojrzał przez okno i chusteczką wymachiwał pupilowi. 
           Następny dzień minął Hatake bardzo nudno. Znudzony szedł do tej samej restauracji w której spotkał tę dziewczynę, którą nawet nie zapytał o imię. Po chwili doszedł do upragnionego miejsca i nie czekając aż ów fioletowowłosa wyjdzie z miejsca pracy wszedł do środka. Doznał szoku. Zauważył jak Ona walczy z jakimś osiłkiem na miecze. Bardzo dobrze jej to szło, kiedy miała już dostał w rękę kataną przeciwnika Kakashi jako bohater uratował ją odbierając cios swoją bronią. Bronie stykały się o siebie. 
- Poradziłabym sobie...- powiedziała brązowooka patrząc się wściekle na chłopaka. 
- To ja Cię ratuję, a ty mi taki tekst ;_;- powiedział załamany.
- Mówię ci... Poradziłabym sobie...- powiedziała spokojnie. Podeszła do baru i zamówiła sobie coś do picia. Po chwili dziewczyna zniknęła zostawiając oszołomionego Kakashiego samego ze swoimi porypanymi myślami. Po kilku godzinach także wyszedł z knajpki i wszedł na ulice Edo. Westchnął dwa razy i spojrzał na ludzi. Znał prawie wszystkich z dzieciństwa, kiedy nagle rozpoznał Go. Swojego przyjaciela i Ją. Przyjaciółkę w której był niegdyś zakochany. Obito i Rin.
- Obito! Rin!- krzyknął i machnął do nich. Spojrzeli na niego i po chwili uśmiechnęli się. Brązowowłosa wbiegła w jego objęcia, a chłopak przybił z nim 'sztamę'. Nohara uśmiechnęła się.
- Jak? Gdzie? Kiedy? Którędy? Skąd? Z kim? Dlaczego? Po co? Na co? Tutaj przybyłeś?!- krzyknął Uchiha.
- Ja przybyłem na chwilkę. Na turniej w którym mam nadzieję, że pokonam jego wnuka.- powiedział spokojnie.
- Ciekawa jestem kim on jest^^ Zapewne jakiś przystojniak!^^- krzyknęła podniecona Rin i po chwili poczuła słodkie usta na swoich wargach.
- Kiedy wy?!- krzyknął zły chłopak odsuwając się.
- Od kiedy ty odszedłeś...- powiedział załamany brązowowłosy i przyciągnął do siebie dziewczynę.- A co tak właściwie u ciebie?
- A nudy...- odpowiedział- Spotkałem taką dziewczynę... Tylko, że nie pamiętam jej imienia...A... An...Ank...
- Ja mam przyjaciółkę Anko...- powiedziała spokojnie ukochana Obito.
- Właśnie Anko!- krzyknął. Spojrzał na przyjaciół uśmiechnięty. Pocałował na pożegnanie Rin i uśmiechnął się do Obito- Arigato! Sayonara!
- Pa...- odpowiedział Uchiha- Ewidentnie podrywa mi dziewczynę.
- Nie bądź taki zazdrosny.- pocałowała go namiętnie.
           Kakashi biegł dosyć szybko przez ulice Edo. Był bardzo zestresowany.
- Przepraszam nie wie pan gdzie mogę znaleźć pannę... Anko!- krzyknął szczęśliwy.
- Pan szuka wnuczki Tokugawa?- zapytał zdumiony przechodni.
- Nie wiem.- odpowiedział.- A są tu inne Anko?
- Nie .- opowiedział spokojnie.
- A no to o nią chodzi....
~~~
Od autorki:
Przepraszam za długość notki, ale więcej nie potrafiłam... A w dodatku chyba zostałaś zmuszona do zmiany autorki do pisania tego opka, gdyż ja mam już jutro urlop i nie wiem kiedy Internet mi załączą. ;/ Cholerka jasna. Smutne Sayonara.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Kolorowe wspomnienia (część 1) [FugoMiko]

2 komentarze:


DEDYKACJA DLA ZAMAWIAJĄCEJ KATE VON AGE
PT: „Kolorowe wspomnienia” cz. 1


Lata mijały bardzo szybko, nawet sam nie obejrzałem się za siebie, gdy się zestarzałem u boku swojej żony. Może nie jestem tyle stary jak dziadek, ale w końcu mam już wnuki, które dorastają przy boku rodziców. Mam dopiero sześćdziesiąt pięć lat i czuję jak kości zaczynają gruchotać ze starości. Straciłem młodość, lecz nie wspomnienia z lat dzieciństwa i młodzieńczych. One istnieją wiecznie, nikt ich nie zmieni.
Popiłem whisky z lodem.  
Nie żałuję życia jakie miałem i jakie mam w tym momencie. Wszystkie sprawy biznesowe i poza nią przejęli synowie, ale wiele rzeczy zmienili. Szkoda tylko, że nie byłem, w tych sprawach taki roztropny i mądry jak Itachi, a uczuciowy jak Sasuke. Potrafili zmienić wszystko, których pogrążyłem w rozpaczy, przepraszali za mnie. Byłem zbyt głupi, aby skłonić się przed innymi. Moja duma na to nie pozwalała. Teraz, gdy o tym myślę chcę wrócić do lat, w którym zacząłem popełniać wszystkie błędy i zmienić je w dobre uczynki. W każdym razie jestem pewien, że  muszę żyć dalej by  wszystko ułożyło się jak najlepiej.
Drzwi się uchyliły.
Do pomieszczenia weszła kobieta o długich różowych włosach i zielonych oczach przypominający kocie. Ile to jej krzywd zrobiłem, gdy zaznała Szczepice? Nie zliczę. Ona była jedna kobietą, która najwięcej w tym domu wycierpiała. Traktowałem ją jak nic nie wartego śmiecia, który nie poczuje od nas miłości. Moja żona – Mikoto – pragnęła mieć córkę, a jako pierwsza do tej rodziny miała wejść Sakura, żona starszego syna. Oświadczył się jej bez wiedzy, a ślub odbył się po cichu. Myślałem, że oszaleje z tego powodu, lecz teraz zrozumiałem jaki popełniłem błąd. Ona ma w sobie wszystko co potrzebuje idealna żona. Urodziła Itachiemu dwóch synów i córkę.
-Chciał mnie pan widzieć. – uniosłem czarne oczy wpatrując się w kobietę. Była spokojna, zawsze myślałem, że będzie się denerwować przed naszą rozmową, a tu widzę całkiem coś innego. Stoi spokoju wpatrując się w moje oczy. Na mych ustach pojawił się cieniutki uśmieszek. Stała się przy mnie zimna, gdy miała się na baczności, mój syn na pewno ją ostrzegł by uważała na każdy ruch.
-Tak. – odpowiedziałem po chwili. Wstałem biorąc ze sobą pustą szklankę i nalałem sobie do połowy. Spojrzałem na nią. Stała i śledziła mnie wzrokiem pełnym żalu? Czy on był skierowany w moją stronę. – Rozmyślałem dużo nad swoim postępowaniem jakie miałem wobec ciebie. Mikoto wiele razy mnie pouczała, że powinienem się zmienić. Pochodzisz z biednej rodziny, a ja byłem względem ciebie bezczelny myśląc, że mój syn pomylił się co do ciebie. – odstawiłem szklankę spoglądając dalej na nią – Urodziłaś mu wspaniałe dzieci, i wnuki dla mnie. – podszedłem do niej i delikatnie dotknąłem jej policzka. Lekko drgnęła. – Przepraszam za wszystkie krzywdy jakie ci wyrządziłem. Tylko tyle mogę zrobić, bo nie dam ci innych wspomnień. – dotknęła mojej dłoni.
-Dziękuję. Tyle mi wystarczy.
Odchodziła w stronę drzwi. Jest podobna do Mikoto i to bardzo. Zawsze jej pomagała, nadal tak jest. Spojrzałem na portret naszej rodziny, która się coraz bardziej powiększała. Wtedy byłem zimnym i podłym draniem. Spojrzałem na portret mój i Mikoto. Nasz związek był ciężki, zaczynał się nie ciekawie. Przymknąłem powieki, a wspomnienia pierwszego spotkania napływały z coraz to większym tempem.





Siedziałem przy jednym z stołów podczas przyjęcia zorganizowane przez rodziców – to były czasy – witali się ze wszystkimi, a ja pozostałem dalej od nich nie chcąc mieć nic z nimi wspólnego. Wiedziałem, że nikogo nie będzie wokół mnie, w  końcu mną nikt by się nie zainteresował. Bali się styczności ze mną. Ktoś na mnie od tyłu wpadł. Spojrzałem na ową osobę, która okazała się dziewczyna z czarnymi oczami takimi jakie miałem ja, długie włosy koloru  ciemnego hebanu.
-Uważaj jak leziesz. – warknąłem.
-Jaki nieczuły. – wypowiedziała – Masz zimne serce do kobiet, powinieneś raczej być dla nich miły. – mówiła. Odsunęła się ode mnie, ale zahaczyła lekko za garnitur dzięki bransoletką, które zadźwięczały. Patrzałem na nią, wyglądała komicznie.  W jej oczach zauważyłem nagły impuls niechęci.
-Hm.. Ty mnie nie lubisz.
-O jaki przebłysk inteligencji, Uchiha. – powiedziała do mnie chamsko. Kim ona była? Nikt jeszcze do mnie się tak nie odnosił. Pierwszy raz spotykam taką wybuchową dziewczynę. Chociaż mam 14 lat to jednak duży wyczyn by zobaczyć kobietę z perspektywy złośnicy. 
-Ty mnie znasz, a kim ty jesteś? – w końcu odplątała nitkę z bransoletki.
-Nareszcie. – wymamrotała patrząc na granatowe bransoletki.  – Nie dowiesz się. W końcu nie lubię cię, więc nie musisz wiedzieć więcej niż to możliwe. Zapamiętasz tylko mój wygląd nic więcej. Nie pozwolę byś wiedział zbyt dużo. – odchodziła.
-Piegowata żmija. – odwróciła się do mnie.
-Nie mam piegów, więc mnie nie przedrzeźniaj.  Nie lubię cię, nie polubię i tak zostanie. Nie będę miała z kurduplem cos wspólnego. – zacisnąłem dłoń.
Czy ona właśnie nazwała mnie małym? Ja jej zaraz pokażę. Dowie się, że nie zadziera się z rodziną Uchiha! Nie ze mną, nie pozwolę by byle jaka kobieta na mnie patrzała z góry. Pożałuje, że w ogóle na mnie trafiła. Znajdę ją i zemszczę się. Tylko muszę przyznać, że jest piękną dziewczyną. Jej długie włosy lśniły w promieniach słońca, a oczy błyszczały szczęściem, którego tak szukałem u kobiety.
Obejrzała się na mnie, włosy jej zafalowały, puściła do mnie perskie oczko. Czy ona specjalnie tak się zachowała? Chciała bym uwierzył, że jest przebojowa? Nigdy! Niech sobie wybije takie głupoty z głowy. To po prostu kolejna dziwaczka z biznesowej rodziny? Takie są najgorsze, można nazwać je plagą dziewic, napalonych na bogatych i przystojnych.  
Kobiety – pomyślałem.  
Usiadłem przy jednym stole wpatrując się w czarno włosom  dziewczynę. Może byliśmy dziećmi, ale u nas może tez zaistnieć takie coś jak zadurzenie czy miłość od pierwszego wejrzenia. Ona już urzekła moje serce. Zatrzymałem pracownika ojca, a raczej jego prawą rękę.
-Przepraszam czy wiesz kim jest tamta dziewczyna? – wskazałem dyskretnie na długo włosom szatynkę.
-Ona.. To panienka Suoh*, jest dziedziczką rodziny i fortuny. Suoh Mikoto jest córką biznesmena i modelki, którzy bardzo dobrze o niej dbali. Mają w niej wielkie pokłady nadziei, że wyjdzie za dziedzica. Twój ojciec chce z nimi podpisać kontrakt, bo jednak maja po części władzę w Japonii.
-Dziękuję. – puściłem go i odszedł. Dziewczyna jest dziedziczką rodziny Suoh. Słyszałem o tej rodzinie. Jest rygorystyczna, bardziej od Uchiha. Kobiety maja tylko do rodzenia dzieci by wydał się prawowity dziedzic płci męskiej. W każdym pokoleniu tak było. Tylko mężczyzna mógł przejąć fortunę, a tu? No proszę kobieta, to mi niespodzianka.
Suoh Mikoto – zapamiętam ją do czasu mojej zemsty. Będę myślał w dzień w dzień o niej, w końcu skończy to się moimi zachciankami na jej temat, a może w końcu zemszczę się przez jej absurdalne zachowanie.




Wpatrywałem się nadal w portret, gdy moje wspomnienia przezwał nie kto inny jak moja piękna i słodka żoneczka. Zawiesiła się na mnie. Dotknąłem delikatniej dłoni. Nawet nie wiedziałem kiedy do mnie przyszła. Ciepły oddech wyczuwałem na karku, a woń jej ciała była przyciągająca.
-Itachi przyjechał. – spojrzałem na nią. – po żonę, myślał, że będzie zdruzgotana po waszym spotkaniu, ale widocznie zdziwił się, że nie płakała. Dobrze zrobiłeś Fugaku. Jestem szczęśliwa, że mam tak wspaniałego męża. Chcesz zobaczyć swoje wnuki? Bo się trochę nie cierpliwią by cię zobaczyć.
-A Itachi, co On na to?
-Sakura go przebłagała, w końcu jesteś ich dziadkiem. – razem wyszliśmy. Patrzałem na Itachiego, który stał przy szklanych półkach patrząc na zdjęcia. Zauważył mnie w lustrze, a jego mina stała się bardziej kwaśniejsza. Nienawidził mnie całym sercem! Nie miałem mu tego za złe. Miał prawo traktować mnie niczym cień.
-Dziadku! – krzyknęły trzy maleństwa i rzuciły się na mnie. Były piękne!. Dwójka z nich przypominały Itachiego - bliźniaki, a dziewczynka Sakure.  Ile razy to grzeszyłem aby Sakura nie przekraczała progu naszego domu, ale wtedy Itachi powiedział, że sam z dziećmi go nie przekroczy. Wywarło to wiele wspomnień na Mikoto i cierpiała.
-Już jesteś zdrowy? – zapytała dziewczynka – tatuś mówił, że byłeś bardzo poważnie chory dlatego nie chciał z nami przyjeżdżać. Powiedział, ze jeśli będziesz całkowicie zdrowy wtedy będziemy mogli przyjechać w odwiedziny.

Itachi, miałeś mnie za wariata? Może miałeś rację, źle się zachowywałem w stosunku do matki twoich dzieci. – pomyślałem.

Przy nas ukucnęła moja luba i za razem ukochana. Mój pierwszy i ostatni obiekt westchnień jaki miałem w przeszłości. Całe szczęście, że miałem tylko ją przy sobie. Nie miałem nikogo inne prócz jej, a to było w tamtych czasach dziwne, w dodatku nasze drugie spotkanie odbyło się w czasie lekcji szkolnej. Wspomnienia znów napływały same do siebie.





Siedziałem na jednej z szkolnych ławek rozmawiając z przyjaciółmi, w końcu tylko oni mnie rozumieli. Miałem na sobie mundurek szkolny. Biało-czarny z krawatek w paski i logiem prywatnej szkoły. Koszule miałem rozpiętą do polowy, a każda kobieta wzdychała na mój widok, chciały tylko bym na nie spojrzał. Jeszcze czego! Zauważyłem znaną sylwetką przechodzącą przez korytarz. Długie ciemne włosy zafalowały.

Nie możliwe – pomyślałem z lekkim uśmiechem.

Wróciłem do konwersacji przyjaciół, ale myślałem czy czasami się nie przewidziałem i to były właśnie jej włosy? Zobaczę ją na pewno jeszcze raz jeśli to naprawdę ona. Dowiedziałem się parę rzeczy związane z tą dziewczynką, w dodatku złą dziewczynką. Nie słucha się rodziców, że musi tylko rodzic dzieci? Cóż, po co urodziła się kobietą?
-Fugaku, jakaś nowa laska jest w szkole. – do pomieszczenia wszedł granatowo włosy mężczyzna. – Nazywa się..Czekaj niech Se przypomnę.. – pstrykał palcami by sobie przypomnieć.  – Szlag wypadło mi z głowy. A przedstawiała się dziewczyną, z jakiejś bogatej rodziny.
-Naprawdę? – zakpiłem z lekkim uśmiechem. – Ciekawe kto to może być. Na pewno znów napalona laska. – prychnąłem. Wiedziałem, ze tak nie jest, ale grałem pozory. Dzwonek zabrzmiał, każdy usiadł na swoje miejsce. Obok mnie zawsze było wolne, bo każda była napalona na mnie. Nikt nie miał tutaj prawa usiąść. Bawiłem się długopisem. Do klasy weszła nauczycielka, a za nią wkroczyła szatynka z włosami zawiązanymi w kitka. – Uroczo. – zaśmiałem się cicho.
-To jest Suoh Mikoto, będzie uczęszczała do klasy. – uniosła głowę i spojrzała na mnie. Dłonie miała zaciśnięte na rękojeści teczki. – Przedstaw się i powiedz coś o sobie.
-Jestem Suoh Mikoto. Nienawidzę Uchiha Fugaku. Miło mi was poznać.
Klasa zamilkła.
-Dobrze wiedzieć – zaśmiałem się. – W końcu od jednej będę miał spokój.
-Proszę możesz usiąść przy Fugaku. Nie mamy innego miejsca. – przeszła obok mnie i poczułem zapach fiołków.

Mój ulubiony- pomyślałem  

Spojrzałem na nią z lekkim uśmiechem. Teraz będę wcielał plan w życie. Zacisnęła dłoń w pięść. Spojrzała na mnie.
-Czego?
-Nie, niczego. Ślicznie wyglądasz, gdy się złościsz. Hm… - z jej włosów wyjąłem liść – Miałaś coś tutaj.
-Nie upokorzysz mnie, Uchiha. Gwarantuje ci to. Sam zostaniesz upokorzony. Sam się przekonasz jaka będzie moja zemsta na tobie.
-Raczej powinno być na odwrót, ale zgoda, będę czekać niecierpliwie na tą twoją „zemstę”. Gdy dopełnisz swoją, to ja wezmę się za swoją, dobrze? Ciekawe kto kogo upokorzy bardziej. – zaśmiałem się bawiąc liściem. Słuchaliśmy nauczycielki, która  biedoliła ten sam temat co wcześniej, musiała wszystko powtórzyć. Nie oderwałem spojrzenia od panienki Suoh. W końcu może znów się zdenerwuje i będę jeszcze bardziej zadowolony.



Wtedy zrozumiałem co to jest szczęście, które powiększało się z każdym dniem. Itachiemu chciałem to odebrać. Szczęście, które posiadł w szkole. Zakochał się w biedniejszej od siebie. Zrobiłbym wszystko aby zwrócić mu prawdziwe dzieciństwo, by nie miał tego co ja przeżywałem. Dałem mu to samo, byłem głupim ojcem, który chciał tylko dobra dzieci, a dałem nieszczęście.
-Itachi – odezwałem się siadając na czerwonej sofie. Nawet na mnie nie spojrzał, co zabolało. – Przepraszam, nie byłem zbyt dobrym ojcem.



Od Autorki:
To koniec 1 części, nie wiem ile ich będzie. Jak się rozpiszę to duuużooo! Kate von Age nie wiem czy właśnie o takie coś ci chodziło. Zrobiłam tez trochę wątków o jego synach, mam nadzieję że właśnie o takie coś chodziło. Zdaję się na twoja ocenę.
*Suoh – nazwisko Mikoto zmyślone przeze mnie. Nie wiem czy jest jakaś informacja jak miała przed ślubem z Fugaku na nazwisko. Jak jakoś miała to nie znalazłam informacji. 

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 1 'Ksieżniczka i Gangster'

Brak komentarzy:

ROZDZIAŁ 1 – Księżniczka i gangster
Teraz mam osiemnaście lat. Jestem już od roku pełno letnia, a za rok biorę ślub. Z Uchihą, tym strasznym, który jest w mafii. Rodzice mówią, że muszę się z nim ożenić dla bezpieczeństwa rodzinnego miasta- Tokio. Słyszę jak coś idzie pospiesznie po schodach. Otwieram oczy i patrzę w drzwi, które po dłuższej chwili otwierają się. Widzę swoją mamę. Płacze. Nie przejmuję się tym. Zaczynam się śmiać jak jakaś psychopatka. Matka patrzy na mnie przerażona. Zanoszę się głośnym i przeraźliwym śmiechem.
- Ktoś podpalił nasz dom!- krzyczy. Nie zwracam na nią uwagi. Patrzę się pusto w ścianę.
- To spalę się z nim.- mówię po chwili zastanowienia. Blondynka przewraca oczami i biegnie dalej zostawiając mnie samą w już palącym się pokoju. Każdy mebel idzie po kolei z dymem. Kiedy miało już dojść do naszego bliskiego spotkania ktoś łapie mnie w ramiona. Ma ubraną czarną czapkę z daszkiem. Zapewne myślał, że nie zauważę jego włosów, lecz jednak widzę je. Blond. Może spokrewniony z Kamiko? Szarpię się z nim chcąc zostać na posiadłości i spalić się. Wtedy nikt, by mi już nie rozkazywał. Kiedy staje on na śniegu puszcza mnie. Płaczę. Następnie padam na kolana uderzając rękami o zimne i mokre podłoże. Nagle zaczynam się śmiać. Sama nie wiem czemu. Obracam się w stronę blondyna. Patrzę w jego czarne okulary. Schodzę niżej. Na policzkach ma wąsiki. Przekrzywiam głowę, ponieważ znam tylko jednego chłopaka o takich policzkach. To mój stary przyjaciel, który opuścił mnie w sierocińcu. Właśnie tak. Patrzę na niego z chęcią mordu. Stawia krok do tyłu. Nie dziwię się. Musiałam wyglądać okropnie. Moje granatowe włosy były nie rozczesane. Jeszcze do tego ta piżama. Czuję jak mi policzka się palą. Rumienię się. Pytanie tylko dlaczego? Wiem… Moja koszulka nocna jest mi za krótka, ponieważ widać mi majtki. Obracam się do chłopaka tyłem. Po chwili pożałowałam. Ów blondynowi zaczął lecieć krwotok z nosa. Zapewne na widok mojego tyłka. Ja pierdole ;__; Co ja najlepszego robię? Podbiegam do niego i podnoszę do pozycji siedzącej. Pochylam jego głowę do przodu. Krew leci jak wartka rzeka. Lecę do sąsiada po dwa zimne ochłady, bo do domu nie mogłam. Pojawiam się przy rówieśniku. Jeden ręcznik przykładam do czoła, a drugi do karku. Po kilku minutach reanimowanemu nic nie jest i nic nie grozi. Upadam na śnieg. Po chwili czuję jak moknie mi pupa. Wstaję szybko, aby gdzieś się ogrzać. Nie widzę jednak nic co mogłoby mi posłużyć za kaloryfer lub przynamniej suche ubranie. Po chwili czuję jak ktoś narzuca na moje plecy jakąś bluzkę. Obracam się przerażona. Znów widzę jego twarz. Nagle znika, a ja mdleję. Znów…. Tylko dlaczego tym razem.
Budzę się w jakimś pokoju. Pusto patrzę na białe ściany. To nie jest mój pokój. Na pewno nie. Jestem tego pewna… Chyba…? Wątpliwości… Raczej tak. Widzę obok siebie posiniaczoną matkę, która ma duże, czarne cienie pod oczami, a na około całego oka i całej buzi łzy. Czuję jak zaciska swoją rękę na mojej. Mimowolnie uśmiecham się. Tylko co ona ode mnie chcesz.? Nie wytrzymuję z ciekawości zaczynam nią potrząsać. Budzi się. Powoli otwiera oczy. Patrzę jej prosto w czerwone białko. Musiała płakać i to dużo. Po chwili czuję jak przytula mnie do siebie.
- Hinata!- krzyczy. Zaczyna głośno płakać. Przytuliła mnie… Nie, to na pewno nie matczyna miłość ją tutaj trzyma. Pytanie tylko co ją tutaj sprowadziło? Czego chce ode mnie?
- Czego chcesz?- pytam szorstko. Patrzymy sobie w oczy.
- Jak to co?! Ty żyjesz!- krzyczy. Ostatnie dwa słowa odbijają się echem w mojej głowie.
- O-o czym ty mówisz?- pytam. Przecieram jej łzy, aby się uspokoiła. Jest mi smutno, że jej jest smutno tylko dlaczego tak? Przecież chciała mnie zostawić w palącym się budynku.
- Byłaś w śpiączce! Nie pamiętasz?!- krzyczy.
- Jak mam pamiętać skoro byłam nie przytomna!- mówię głośno.
- A no tak… Sorki^^.- mówi blondynka. Obie zaczynamy się niepohamowanie śmiać. Łzy lecą po moim rozgrzanym policzku. Po chwili matka przeprasza, a ja siedzę na łóżku przytulona do niej. Wybaczam jej. Mówimy, że już nigdy się nie rozstaniem.
Mama nie dotrzymuje jednak słowa. Po miesiącu umiera trzymając drugie dziecko taty, a moją siostrę pod swoim sercem. Płaczę całymi dniami. Jest mi przykro. Staję się chodna. Nie pokazuję emocji, za to tata pije cały czas, a ja muszę wytrzymywać jego krzyki i biczowanie mnie. Straszne to jest dla mnie przeżycie. Dla was też, by było. Itachi (mój narzeczony) przychodzi codziennie i mi schlebia.
Pewnego wieczoru przychodzi do naszego pałacu i oznajmia tacie, że chce ze mną porozmawiać sam na sam. Ojciec pozwala mu na to. Wchodzimy razem do granatowo-żółtego pokoju. Wybrałam te kolory, ponieważ przypominają mi o moim ukochanym. Nigdy o nim nie zapomnę. Przyrzekłam to sobie na śmierć i życie. Siadam na łóżko, on robi to samo. Całuje moją szyję. Czuję jego wodę kolońską, której, wręcz nienawidzę. Odpycham go od siebie i zaczynam krzyczeć, żeby mnie już nigdy więcej nie całował.
- A pocałunek ślubny?- pyta, wyszczerzam oczy.- A noc poślubna? A miesiąc miodowy? Mam nadzieję, że jesteś w tych sprawach dobra, bo jak nie zerwę z tobą, a Tokio pozostanie w niebezpieczeństwie. Chyba znasz Akatsuki? I chyba wiesz co my robimy z takimi ludźmi, którzy nam zagrażają?
- Wiem.- odpowiadam. Wypycham go za drzwi. Po chwili trzaskam nimi. Po krótkim przemyśleniu wypominam sobie co przed godziną zrobiłam. Narażam całe moje znienawidzone miasto, lecz tych bezradnych staruszków te bezbronne dzieci. Hmmm… Muszę  być bez emocji. Pozbyć się ich. Chyba dam radę. Muszę myśleć tylko o sobie. Zamykam powoli oczy i powtarzam co mi moja przybrana mama powiedziała:
- Wiesz córeczko… Na ziemi ci, którzy nie przestrzegają zasad to śmiecie. Ale ci, którzy nie dbają o przyjaciół, są gorsi od śmieci. Mamo teraz już wiem o co ci chodziło. Myślałam, że człowiek bez emocji jest silny. Myliłam się. Ludzie, którzy za wszelką cenę chcą ratować najbliższe osoby jest silny, ale i także wart kochania. Dziękuję…- mojej rozmowie z samą sobą przysłuchiwały się uważnie moje dwie „przyjaciółki od serca”- Sakura i Tenten. Szczerze to ich nienawidzę. Nie mogę jednak im tego powiedzieć, bo ich rodzinki się o tym dowiedzą. Straszne… Wpadają do mojego pokoju jak opętane i zaczynają się śmiać.
- Mówisz sama do siebie!- mówi brązowowłosa.
- LoL ;p- dodaje wstrętna Haruno. Staję się powoli czerwona z gniewu. Szybko się jednak opanowuję.
- Idźcie na zakupy.- mówię i wyciągam cztery tysiące jenów. Patrzą się na mnie rozbawione.
-Tyle?- pyta chamsko zielonooka. Wyciągam zła osiemnaście tysięcy jenów.
- Dla każdej po dziewięć tysięcy.- mówię chłodno. Przytulają mnie do siebie i po chwili wybiegają szczęśliwe.- Nie wychowane plastiki.
Zaczynam schodzić bezszelestnie po schodach. Nagle słyszę szepty ojca.
- Zabijcie ją! Uprzykrza mi tylko życie!- mówi cicho do tego samego chłopaka co mnie wtedy uratował.
- Przepraszam, ale my nie przyjmujemy takich zamówień.- odpowiada mu zły. Odsuwa jego rękę. Wzdycham ciężko.
- No to zamówię Akatsuki! Na szczęście jednym z nich jest mój zięć.- focha się staruszek.
- Panu to chyba coś bardzo popierdoliło się w głowie.- mówi szeptem. Tata wyciąga powoli pistolet.
- O kurwa.- mówię szeptem.- Co jeżeli mu się coś stanie?
Oczywiście nie myślałam o ojcu tylko o tym chłopaku. Chwyta jednak ojca bardzo szybko za rękę.
- Po chuja wyciągasz ten zabawkowy pistolet….- mówi spokojnie i bierze zabawkę do ręki. Hiashiemu zaczyna lecieć pot z czoła.
- A właściwie dlaczego chcesz JĄ ZABIĆ!- krzyczy na cały głos. Brązowowłosy zaczyna go uderzać, lecz on sprawnie odbija ciosy. Nagle pojawia się na schodach przede mną. Zamykam usta, aby tylko nie krzyknąć.
- Idź do pokoju… I mów ojcu, że nic nie słyszałaś jasne?- pyta rozglądając się po schodach.- Ludzie z mojego gangu będą wciąż przy tobie, aby nic ci się nie stało.
- Ale co mi grozi?!- krzyczę. Obraca się do mnie tyłem i po chwili nie widzę go. Tylko, że jak on to zrobił?! Chuj wie. Po chwili słucham jego rozkazu i idę w stronę pokoju. Wchodzę i biorę słuchawki. Puszczam na fula muzykę i odpływam w świat muzyki, który pozostał i zawsze pozostanie jedyną moją prawdziwą miłością, bo ja po prostu uwielbiam ten stan. 
~~~~
No i jak? Podobało się? ^^

' Nie mogę o nim zapomnieć' cz.1

2 komentarze:
            Rok 1603 - Era Edo- rządy Ieyasu Tokugawa
          Siwowłosy samurai szedł sobie spokojnie przez zaludnione ulice miast. Rozglądał się we wszystkie strony. To w lewo to w prawo. Szukał czegoś, a raczej kogoś. Musiał spotkać się ze swoim przyjacielem, którego nie widział już dobrych kilka lat. Może cztery, a może pięć lat temu? 
          Rozglądał się po wszystkich twarzach, aby zauważyć przyjaciela. Niestety po kilku godzinach nudnego poszukiwania postanowił zajść do którejś z restauracji. Otworzył drzwi i szybko wszedł do środka. Usłyszał liczne komentarze w kierunku pewnej kelnerki. 
- Ejj...- powiedział jeden z osiłków i przywołał do siebie dziewczynę o fioletowych włosach. Uśmiechnęła się do niego cwaniacko i uderzyła w policzek. Naburmuszona obróciła się i poszłą w stronę kuchni. 
- Porządna restauracja, a tacy pijacy...- powiedziała do siebie. 
- Takie uroki Edo.- odpowiedział wchodzący do pomieszczenia siwowłosy chłopak. 
- Kto ci tu pozwolił wejść?!- krzyknęła zła i podirytowana. 
- Em...- powiedział lekko zmieszany. Brązowooka wzięła do ręki wałek i zaczęła wymachiwać nim przed chłopakiem.- Ej, ej! Ja Ci nic nie chcę zrobić!
- Tsa...- powiedziała- Wszyscy tak mówią, a potem i tak robią co chcą!
Podirytowany Kakashi chwycił do prawej ręki wałek i odrzucił go daleko od niej. Spojrzeli sobie przypadkowo w oczy. 
- Te oczy...- powiedziała. Rozluźniła mięśnie. Westchnęła raz po czym uderzyła go w nos.- Po co tu przyszedłeś?! Synu 'Białego Kła', a zarazem kuzynie Ieyasu?!
- A więc jednak mnie rozpoznali...- powiedział i podszedł do drzwi. Nacisnął na klamkę- A właściwie Ieyasu-sama jest moim wujkiem.
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. 
- A więc dziadziuś mi tego nie powiedział... Cóż... Pech.- powiedziała sama do siebie. Wyszła z kuchni i znów zaczęła swoją ciekawą pracę. 
          Szedł rozmyślając nad dzisiejszym spotkaniem. 
~ Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny, która robi co chce i mówi co che. Dziwna jakaś... Ale teraz nie powinienem się tym zamartwiać, przecież za niedługo ma być pojedynek. Powinienem się do niego przyłożyć, bo gdy przegram z którymś z nich wujek mnie zabije i karze moje zwłoki wysłać, gdzie daleko.~ pomyślał przerażony~ Ale jestem ciekawy czy ta dziewczyna będzie na tym czy też nie. Fajnie, by było gdyby jednak tam była. Mógłbym mieć jeszcze większe szanse na wygranie^^
Hatake spuścił zrezygnowany głowę i uśmiechnął się pod maską.
- A właściwie czym ja się martwię?- powiedział głośniej- Zapewne będą tylko amatorzy. 
Po wypowiedzenia tych dwóch zdań usłyszał szmer w krzakach, jakby coś nie chciało, żeby wycofał te ostatnie zdanie.
- Dziwne...- powiedział przewracając oczami. Po chwili zaczął się rozglądać. Nagle wyskoczył na niego pies. Był rasy dzisiejszego owczarka niemieckiego. Zwierzę zaczęło oblizywać zdziwionego samuraja.
- H-Hej... Czekaj...- powiedział śmiejąc się. Pogłaskał go po główce. Spojrzał jeszcze czy nie ma jakiegoś znamienia. - Czyli jesteś bezpański. Chodź pójdziemy do mnie. 
Osiemnastolatek przywiązał zwierzęciu do szyi sznurek i razem z nim zaczął podążać w stronę swojego domu.
           W końcu Kakashi (wraz z nowym psem) weszli do domu. Oświetlając jego wnętrze Hatake rzucił kluczyki na kredens, puścił zwierzaka, aby pochodził po nowym mieszkanku i usiadł na kanapę, która po chwili zaskrzypiała. Mimo wszystko chłopak był uśmiechnięty. Po kilku minutach miał zamiar zasnąć, lecz 'obudziło' go szczekanie. Jak się potem okazało pies był bardzo głodny, a siwowłosy musiał mu kupić jedzenie. 
- Po co ja Cię brałem?- zapytał psa i spojrzał w jego oczy- Szkoda, że nie umiesz mówić. 
- Skąd wiesz...?
~~~
Od autorki:
No i jak Ci się podoba ta część droga Ami-chan? Mam nadzieję, że przynajmniej troszkę. Nie mogę się doczekać twojej opinii. ;3 
A no i zapraszam do zamawiania ;p 
Moja pierwsza partówka na zamówienie <33 

wtorek, 16 kwietnia 2013

Szara Rzeczywistość cz.2

2 komentarze:

Wróciłam do domu, nadal byłam zdenerwowana przez to co się dzisiaj wydarzyło. W drodze do mojego pokoju spojrzałam w lustro, na szyi pokazały się sporej wielkości, fioletowe sińce w końcu jego chwyt nie zaliczał się do delikatnych. Zła trzasnęłam za sobą drzwiami nie rozumiałam swojego zachowania, dlaczego go uderzyłam? To się stało tak szybko a przecież niczym mi nie zawinił, no może oprócz tego że był zarozumiałym dupkiem, jednak to nie jest powód dla którego podniosłam na niego dłoń. Nic dziwnego że tak się wkurzył w końcu jestem dla niego zupełnie obcą osobą od której dostał w twarz, jego reakcja była brutalna ale w moim mniemaniu naturalna, przecież nie można sobie pozwolić by byle jaka pierwsza spotkana osoba podnosiła na ciebie rękę.

Usiadłam na łóżka ciągle myśląc o tym chłopaku, w jego spojrzeniu widziałam przerażenie po tym jak do mnie podszedł, jego gesty dłonią to zachowanie coś musiało się wydarzyć w jego życiu i to na pewno nie zaliczało się do miłych sytuacji. Chwyciłam laptopa  i wpisałam nazwę jego uczelni, chciałam się chociaż dowiedzieć jak się nazywa byłam w końcu ciekawską osobą i gdy już kimś się zainteresowałam choć w moim przypadku to zdarzyło się pierwszy raz, to chciałam wiedzieć wszystko co tyczyło się jego. Szukałam już chyba z godzinę i nic, jednak gdy zajrzałam w artykuły szkolnej gazetki doszukałam się krótkiej wzmianki.

Było tam napisane jego imię i nazwisko oraz informacja o tym iż jego ojciec jest sponsorem tej szkoły, zasilał jej fundusz raz do roku sporą sumą pieniędzy, natomiast on Itachi Uchicha jest świetnym sportowcem, dzięki niemu drużyna koszykarska wygrała turniej sportowy i zajęła pierwsze miejsce. Na tym informacje się kończyły a ja czułam ogromny niedosyt dlatego nie zamierzałam rezygnować ze zdobywania dalszej wiedzy na jego temat.

Po kilku godzinach szukania o nim informacji w internecie nie doszukałam się niczego, sporo natomiast było o jego ojcu ale to mnie akurat nie interesowało. Wyłączyłam komputer i zeszłam do kuchni zrobić sobie kolację, na lodówce wisiała karteczka od mojej mamy że nie będzie jej przez trzy dni bo wyjechała w delegację, świetnie nawet nie raczyła wejść do mnie na górę i mi to osobiście powiedzieć.
Zrobiłam sobie kanapki i herbatę po czym usiadłam w salonie konsumując pożywienie, było już dosyć późno a mi się nie chciało spać, może by sobie zrobić mały spacerek?
Wiem że to nie było rozsądne z mojej strony wychodzić z domu o tej porze i na dodatek iść do lasu, ale to nie moja wina że się nie boję, czasami czuję lekki strach ale szybko zbywam to uczucie a nad jeziorkiem przynajmniej odpocznę i w spokoju pomyślę nad planem zdobycia informacji o brunecie.

Dopijałem drugą butelkę whiskey to co się dzisiaj zdarzyło nie powinno mieć miejsca, przecież mogłem zrobić tej dziewczynie krzywdę gdybym się nie opanował. Uderzyła mnie to fakt jednak nie powinienem reagować tak ostro, w dodatku to jej spojrzenie niby z jej oczu wypływały łzy ale nie widziałem w nim strachu tylko tak wielką zadziorność, przyznam że zainteresowała mnie niby taka delikatna na pierwszy żut oka a jednak posiadała w sobie nie zwykłą hardość.

Chciałem o tym zapomnieć i jak każdy normalny facet szukałem tego rozwiązania w butelce z procentami jednak to mi nie pomogło, jedynie bardziej wzmogło moją ciekawość i wyrzuty sumienia. Potrzebowałem świeżego powietrza więc chwyciłem w dłoń kluczyki od auta i wyszedłem z domu nawet nie zamykając drzwi na klucz. Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon opuściłem swoją dzielnicę mieszkalną.

Nad jeziorkiem było tak spokojnie mogłam się w końcu odprężyć, przyglądałam się miejscu gdzie jego dłonie zacisnęły się na mojej szyi czułam że popełniłam ogromny błąd uderzając go jednak nie byłam w stanie tego cofnąć, usiadłam pod drzewem i chciałam pomyśleć nad tym co teraz powinnam zrobić niestety przeszkodził mi w tym warkot silnika i głośna muzyka wydobywająca się z wnętrza auta które zatrzymało się nieopodal.
Dlaczego akurat teraz ktoś musiał nadjechać? Wzięłam w ręce długi, gruby kij i ruszyłam przestraszyć intruza nie bacząc na konsekwencje jakie mogłam ponieść swoim zachowaniem.

Ki czort mnie tu przywlókł to nie wiem, jednak to miejsce wydawało się w tej chwili najodpowiedniejsze zwłaszcza biorąc pod uwagę mój stan upojenia. Zgasiłem silnik i wysiadłem z wozu zamierzałem iść usiąść przy jeziorku i trochę odpocząć trzeźwiejąc przy tym, jednak jeden szczegół mi to uniemożliwił i prawdę powiedziawszy nigdy bym nie wziął pod uwagę iż spotkam ją tu o tej godzinie w dodatku wymachującą jakimś drągiem przed moją twarzą.

- Lepiej stąd spadaj bo nie ręczę za siebie.
- Wyluzuj mała, cholera ja to mam pecha ciągle na ciebie wpadam.

Nie do wiary, nie mogłam w to uwierzyć jednego dnia tyle wspólnych spotkań, czy to możliwe by był to zbieg okoliczności?
Przez tą ciemność panującą w lesie nie poznałam go, jednak teraz wiedząc że to Itachi opuściłam kij i odrzuciłam go gdzieś w bok, ale co on tu robi?

- Co ty tu robisz?
- Chciałem się ciebie spytać dokładnie o to samo.

Kiedy się do mnie zbliżył wyczułam zapach alkoholu, czy on jest niepoważny? prowadzić samochód w takim stanie?

- Jesteś pijany.
- Brawo za spostrzeżenie. Wybacz ale idę usiąść.

Nogi mu się plątały ale twardo zmierzał przed siebie, gdy oboje usiedliśmy przed jeziorkiem byłam w stanie mu się przyjrzeć gdyż padające promienie księżyca w tym miejscu powodowały dobrą widoczność. Określenie go pijanym było zbyt słabe, on był nawalony jak autobus, oczy same mu się zamykały i nawet siedząc kiwał się na boki.

- Przepraszam.
- C...Co?
- Powiedziałem przepraszam, za to co ci dziś zrobiłem. Poniosło mnie.

Nie dowierzałam jego słowom, dlaczego to on mnie przeprasza skoro doskonale wiedziałam że to moja wina, ja go sprowokowałam do takiego działania.

- To moja wina i to ja powinnam cię przeprosić.
- Nawet jeżeli wina leży po twojej stronie to nie miałem prawa tak cię zaatakować, mogłem cię skrzywdzić.
- Zasłużyłam sobie na to, nie wiem dlaczego cię uderzyłam nawet jeśli chwyciłeś mnie za ramię to nie miałam prawa tak reagować.
- Może po prostu zakończmy tą rozmowę na moich przeprosinach, szkoda czasu na obwinianie się i sądzę że możemy się o to nawet pokłócić a szczerze mówiąc na dzisiejszy dzień mam dosyć starć.
- Dobrze, zgoda.

Spojrzał na mnie jakby nieobecnym wzrokiem i delikatnie się uśmiechnął, widziałam że jest wykończony.

- Jestem zmęczony.
- Raczej pijany.
- Może. Powinienem wrócić do domu i iść spać.
- W tym stanie chcesz kierować? Nie ma mowy, po co wogóle wychodziłeś z domu co?
- Chciałem się przewietrzyć.

Próbował się podnieść ale przecież nie mogłam mu pozwolić jechać w stanie zaliczającym się do nieprzytomności, nie chodziło tylko o jego bezpieczeństwo ale przecież może kogoś zabić.
Podeszłam do niego i kucnęłam przytrzymując się jego ramienia.

- Wiesz co mam pomysł, zdrzemnij się chwilkę a potem pojedziesz przecież widzę że chce ci się spać.
- Zgodzę się pod jednym warunkiem.

No tego to się nie spodziewałam jeszcze ma siłę na stawianie warunków? No cóż nie miałam wyjścia.

- Słucham cię.
- Zostaniesz tu ze mną dopóki się nie obudzę.
- Zgoda, w sumie to i tak nie mam nic ciekawego do roboty.
- Usiądź za mną.
- Co?
- No zrób to.

Z wahaniem w swoich ruchach zrobiłam to co powiedział, plecami oparłam się przy tym o drzewo.

- Wygodnie ci?
- Chyba tak, dlaczego py...

Nie zdążyłam zadać tego pytania, ulokował się między moimi nogami i głowę położył mi na piersiach obejmując mnie w pasie ramionami, zabrakło mi słów i jedyne co czułam w tym momencie to piekące policzki.

- Dobranoc.
- D..dobranoc.

Nie kłóciłam się z nim to by było bez sensu, zestresowana i spięta zamknęłam oczy nawet nie wiedząc kiedy zmorzył mnie sen.

Obudziło mnie rażące słońce i ogromne pragnienie wody, głowa bolała niemiłosiernie po prostu za dużo wczoraj wypiłem i dopadł mnie kac. Otworzyłem oczy i spojrzałem przed siebie, widok jaki zastałem był niesamowity i przez chwilę nie mogłem w niego uwierzyć.
Dziewczyna którą wczoraj dusiłem teraz mnie obejmowała a ja można powiedzieć że na niej spałem, oddawała mi swoje ciepło nocą, najgorsze było to że nie pamiętałem nic z tego spotkania i właściwie to jak się tu znalazłem? Poruszyła się i wsunęła swoją dłoń w moje włosy przez co zrobiło mi się gorąco, jej dotyk był taki delikatny a twarz taka słodka, znowu dopadły mnie wyrzuty sumienia, jak ja do cholery mogłem skrzywdzić tak niewinną istotę?
Cóż teraz musiałem ją tylko obudzić i dowiedzieć się co my tu we dwoje robimy.

- Hej księżniczko?

Zamruczała cichutko i chciała zmienić pozycję jednak moje ciało jej w tym przeszkodziło. Otworzyła oczy i zamrugała kilkakrotnie.

- Plecy mnie bolą.

Nie wytrzymałem, zaśmiałem się z jej pierwszego zdania po przebudzeniu jednak domyślałem się że nie kłamała w końcu przez całą noc twarde drzewo robiło za jej łózko.

- Możesz mi powiedzieć co my tu robimy?
- Jasne, jak tylko ze mnie zleziesz.

Zrobiłem tak jak chciała, wstałem i podałem jej swoją dłoń z której ochoczo skorzystała.

- Auć...wszystko mnie boli.
- Zafunduje ci masaż tylko powiedz mi co ja tu robię no i ty?
- Ja przyszłam tu około 23 a ty przyjechałeś pijany,  ekhemmm narąbany autem jakieś 15 minut później. Przeprosiłeś mnie za to co zrobiłeś, ja powiedziałam że to nie twoja wina ale ty stwierdziłeś że i tak nie powinieneś mnie krzywdzić, potem powiedziałeś żebyśmy zakończyli tą rozmowę na przeprosinach bo jeszcze się pokłócimy a znowu potem chciałeś jechać do domu ale ci nie pozwoliłam z wiadomego powodu. Zaproponowałam ci chwilową drzemkę ty się na nią zgodziłeś pod warunkiem że zostanę z tobą do rana no i zrobiłeś sobie ze mnie łózko. Tyle w skrócie.
- Nieciekawie.
- Auć, to co z tym masażem?
- Najpierw odwiozę cię do domu.

Wsiedliśmy do samochodu i powoli odjechałem, momentami spoglądałem na nią w tej chwili była zabawna usilnie starała sobie rozmasować obolałe plecy, nigdy bym nie przewidział że możemy znaleźć się w takiej sytuacji a jednak, los był nieprzewidywalny.

Odwiózł mnie do domu, wysiadłam z samochodu słysząc z jego ust do zobaczenia. To była dziwna znajomość, tyle razy na siebie wpadliśmy w ciągu jednego dnia ale żadne z nas nie zapytało o imię drugiej osoby, ja znałam jego ale tu chodziło o sam fakt. Patrzałam za nim jak odjeżdżał dopóki nie zniknął za zakrętem, to będzie coś wyjątkowego i z taką pewnością poszłam do domu marząc o gorącej kąpieli, w końcu on zapomniał o masażu.



Druga część gotowa, myślę że zmieszczę całą tą partówkę w jeszcze dwóch częściach, następną opublikuję w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję że jest dla was ciekawa i zachęca do dalszego czytania.
Pozdrawiam i przepraszam za błędy ortograficzne:)

Etykiety:

FugaMiko (4) Hinata (1) Itachi (7) ItaSaku (55) ItaSasu (1) KakaAnko (1) KakaSaku (2) MadaSaku (2) MadaSakuIta (2) Minakushi (2) Naruto (1) Sakura (8) Sasosaku (2) SasuIno (1) Sasuke (5) SasuSaku (2) yaoi (1) Zamówienie (25)
layout by Sasame Ka